Znów odwiedzałyśmy dom Kage i Caprice… Zastanawiałam się, ile jeszcze takich wizyt im sprawimy, prosząc tylko o pomoc. Może kiedyś umówilibyśmy się dla odmiany na jakiś podwieczorek czy wspólny spacer? Byłoby miło… i zdecydowanie mniej nerwowo. Yoru odprowadził nas pod same drzwi wejściowe, a następnie zadzwonił dzwonkiem. W środku rozległy się jakieś hałasy, na co zmarszczyłam czoło w lekkim zdziwieniu. Czyżby tych dwoje się kłóciło? Wiem, wszystkie pary się kłócą, ale nie potrafiłam sobie wyobrazić Kage i Caprice wrzeszczących na siebie – szczególnie ze względu na to, jak Caprice zwykle przymilała się do Kage.
Drzwi otworzyły się tak gwałtownie, że musiałam odskoczyć do tyłu, żeby nie dostać nimi w twarz. Ku mojemu zaskoczeniu, wyleciała przez nie Caprice, po czym pomknęła do góry jak strzała. Natychmiast za nią wybiegł i Kage, a jego widok mnie uderzył. Wyglądał na przemęczonego – pod oczami malowały mu się ciemne kręgi, prawie jak u Arisawy, a jego twarz wydała mi się jeszcze bledsza niż zwykle.
– CAPRICE! – wrzasnął za nią.
– Co się s-stało? – wydukała z siebie Sabine.
– Co wy tu robicie?... – zdziwił się Kage – Uch, dajcie mi chwilę!
To powiedziawszy, zmienił się w cień, poleciał za nią jako ciemna smuga i oplótł ją, lecz ona łatwo wyszarpała się z jego uścisku, a wtedy cień znów przybrał postać Kage, którego odrzuciło w stronę najbliższego dachu. Caprice poleciała dalej, podczas gdy Sabine krzyknęła i jednocześnie z Yoru rzuciła się w kierunku Kage. Na szczęscie zdążyli go złapać, zanim runął o dach, i przynieśli go z powrotem przed dom.
– Nie, ja muszę ją tu sprowadzić! – upierał się, wymachując nogami.
– Pokłóciliście się? – spytał Yoru, starając się zrozumieć sytuację.
– Ech… – westchnął Kage, poddając się – Coś jakby w nią wstąpiło! Zaczęła krzyczeć, że musi natychmiast lecieć do pani Kuuki, ale miała jakiś dziwny wzrok… jakby obłąkany. Jej oczy nagle zmieniły kolor na ciemnogranatowy! Chciałem ją powstrzymać, ale nie mam siły… Błagam, przyprowadźcie ją tu z powrotem!
Ścisnęło mnie w środku, widząc Kage tak zaniepokojonego i zrozpaczonego. Położyłam mu dłoń na ramieniu, starając się go uspokoić.
– Nie możemy nic zrobić z Caprice, póki nie przywrócimy Kuuki do normalności… – oznajmiłam, a widząc zmieszany wzrok Kage, zrozumiałam, że niczego nie wiedział – Obudziło się w niej burzowe wcielenie, Tempestas. Zmienia swoje wszystkie stworzenia w ventusy i sieje chaos…
– C-co?!... – wykrztusił Kage.
Weszliśmy do środka, żeby wyjaśnić pokrótce całą sytuację.
– I przychodzicie z tym do mnie? Co ja mam wspólnego z Kuuki? – obruszył się Kage – Chcę tylko, żeby Caprice wróciła bezpiecznie do domu!
– Spokojnie! – zawołałam, przytrzymując go. Wyglądał, jakby znów miał zamiar wybiec z domu, więc na wszelki wypadek go pilnowałam – Mówiłam już, najpierw musimy odmienić Kuuki.
– Kasai i Mizu próbują z nią właśnie rozmawiać, ale zdecydowałyśmy, że niezbędna jest też Chikyuu! – wtrąciła Sabine – Czy są jakiekolwiek szanse, byś sprowadził ją do reszty rodzeństwa?
Kage zwiesił głowę, wzdychając przeciągle.
– Chikyuu wciąż przebywa w Podziemiu – zaczął – Nie zamierza stamtąd wychodzić i chce być zupełnie sama. Szczerze mówiąc… jakiś czas jej nie widziałem, mimo że właściwie postanowiłem zostać w Podziemiu na dłużej. Dziś wróciłem na chwilę do domu, bo chociaż nie powinienem od tego umrzeć, dosyć mnie to przytłacza pod względem psychicznym. Miałem znów się tam udać, ale wtedy Caprice zaczęła się dziwnie zachowywać…
– Och, nie… Biedna Chikyuu – zmartwiła się Sabine.
– Nikt jej nie widuje? Nawet Olivier? – zdziwiłam się.
Kage pokręcił przecząco głową.
– Nawet on… – przyznał – Dlatego nie sądzę, aby udało się ją sprowadzić… – odparł bez nadziei, lecz chwilę później zerwał się na równe nogi z jakimś nagłym przypływem determinacji – Ale tu chodzi o Caprice, cholera! Idę natychmiast porozmawiać z Chikyuu!
Nie zdążyliśmy go powstrzymać, bo w sekundzie zmienił się w cień i zniknął. Staliśmy w lekkim szoku, patrząc nerwowo po sobie nawzajem.
– Oby mu się powiodło… – odrzekł Yoru, po czym spojrzał na nas z powagą – Skoro pani Kuuki potrafi wzywać swoje stworzenia nawet z daleka, powinienem teraz was opuścić. Nie chciałbym nagle zmienić się w ventusa, a lepiej będzie jak wrócę do Arii. Ona też jest narażona.
– Jasne, rozumiemy – oznajmiłam, uśmiechając się lekko – Poczekamy na Kage… Miejmy nadzieję, że mu się uda!
– Chwila… Skoro pół-smoki również mogą zmienić się w ventusy, to chyba ja też mogę… – zauważyła na głos Sabine z niepokojem.
– Nie do końca – stwierdził Yoru – Jako człowiek pochodzisz od pani Chikyuu, a klątwę rzuciła na ciebie… Akumu, nie mylę się? Słyszałem pogłoski – wyjaśnił. Nie umknęło mojej uwadze, że wypowiedział imię kapłanki Kasai’a z pogardą.
– T-tak… – przyznała Sabine, kiwając głową.
– Więc przynajmniej pod tym względem nic ci nie grozi – podsumował – Dobrze, na mnie pora. Trzymajcie się, powodzenia… i być może również do zobaczenia.
Pożegnałyśmy się z Yoru, a potem zostałyśmy same w domu Kage i Caprice. Zastanawiałam się, ile czasu zajmie rozmowa z Chikyuu i czy w ogóle przyniesie zamierzone rezultaty. Chodziłam nerwowo po salonie, bawiąc się włosami i odczuwając narastający niepokój. Sabine usiadła na kanapie, po czym mnie zawołała, próbując się uśmiechnąć.
– Izumi, usiądź… Zaufajmy Kage – poprosiła.
Znów poczułam się wobec niej niezręcznie, ale ostatecznie usiadłam obok niej. Przez jakiś czas przebywałyśmy ze sobą w ciszy, aż się odezwała:
– Powiedz mi… Naprawdę uważasz, że to wszystko dzieje się przeze mnie i Kasai’a?
Pytanie zbiło mnie nieco z tropu. Nie wyczuwałam w nim jednak żadnych pretensji, a jedynie zmartwienie. Przyjrzałam się Sabine – zakłopotała się, mierzwiąc w dłoniach materiał swojej sukienki, podczas gdy na jej twarzy pojawiały się wyrzuty sumienia.
– Niestabilna moc rodzeństwa? – upewniłam się – Cóż… Tak szczerze to nie wiem. Może źle rozumiemy przepowiednię…
– Uważasz tak, prawda? – spytała gorzko, patrząc mi w oczy i uśmiechając się słabo.
– S-Sabine… Byłam na ciebie zła. Zła, że nic mi nie powiedziałaś… I że Kasai ścigał mnie za moje uczucia do Mizu. On chciał mnie za to zabić! Byłam zła, że się z nim związałaś…
Przełknęła nerwowo ślinę, a w oczach stanęły jej łzy. Chociaż czułam, że dobrze zrobiłam, mówiąc jej to wszystko szczerze, zaczęłam się obwiniać, że ją zasmuciłam.
– M-myślisz, że… on taki jest naprawdę? – zaszlochała – Akumu wcale nim nie manipuluje, a on sam chce zabijać inne istoty?
– A… ty tak myślisz, Sabine? N-nie znam go tak jak ty… Ja się po prostu martwię – przyznałam, wzdychając.
Uśmiechnęła się przez łzy, ale szlochała dalej.
– Dziękuję, Izumi. Bardzo to doceniam… – odrzekła – K-Kasai… bronił mnie przed ojcem. Wiesz, kiedy on… mnie atakował. Ojciec tęskni za mamą… Ja też, naprawdę… ale on najwyraźniej przeniósł tę rozpacz na mnie… Nie powiedział tego wprost, lecz to mnie obwinia za jej śmierć.
– T-to… straszne.
– Kasai początkowo był wobec tego obojętny, ale pewnego dnia, gdy ukrywałam się ze strachu w szafie, pojawił się w moim domu i przytrzymał ojca – opowiadała – Kiedy usłyszałam krzyki, wybiegłam sprawdzić, co się działo. Kasai wytrącił tacie z rąk pustą butelkę po alkoholu i wrzeszczał, by mnie zostawił. Byłam tak zdziwiona, że nie mogłam się ruszyć, a jednocześnie martwiłam się, że Kasai skrzywdzi ojca.
Byłam pod wrażeniem, że Sabine wciąż martwiła się o ojca w takiej sytuacji, skoro ten tak się nad nią znęcał, jednak rozumiałam, że nie chciała się za to na nim mścić.
– W pewnym momencie rzucił go na podłogę, a ten stracił przytomność – kontynuowała – Przestraszyłam się, ale na szczęście nic mu się nie stało, tylko musiał dojść do siebie… Nawet przez ten czas nieco wytrzeźwiał. Wtedy pomiędzy mną a Kasai’em coś się zmieniło… Zobaczyłam jego inne oblicze i postanowiłam je w nim rozbudzić. Czym dłużej ze sobą przebywaliśmy, tym częściej widziałam jego troskę w stosunku do mnie i zrozumiałam, że nie był zły. Widziałam też, jak Akumu zmieniała jego decyzje. Wystarczyło jej jedno słowo, by znów stawał się agresywny… Mówiłam mu o tym już wiele razy, ale dopiero niedawno zaczął mnie słuchać. Nie wiem, jak ona to robi, ale ma na niego widoczny wpływ.
Zamyśliłam się przez chwilę, czując lekkie zmieszanie. Teraz lepiej rozumiałam, dlaczego Sabine zaufała Kasai’owi i nie byłam już pewna, czy powinnam mieszać się do ich relacji. Ciężko powiedzieć, może gdybym przeżyła takie chwile z Kasai’em, sama bym się w nim zakochała?... Nie, stop. Nie potrafiłam i nie chciałam sobie tego wyobrazić. Brrr…
– Przepraszam, że tak się na was zdenerwowałam – odrzekłam w końcu – Ufam ci, Sabine.
Uśmiechnęła się w odpowiedzi.
– Przepraszam, że ci nie powiedziałam – odparła, po czym przytuliła mnie na krótko.
– A kwestii twojego taty… Nie myślałaś, żeby to gdzieś, uhm…
– Zgłosić, tak? – domyśliła się, po czym posmutniała na twarzy – Myślałam, wiele razy… Ale nie chcę, żeby zabrali ode mnie tatę, mimo tego jaki jest. Daję radę! Mam jeszcze ciocię Silke… No i Kasai’a – zarumieniła się delikatnie – A tata… Wierzę, że kiedyś pogodzi się ze śmiercią mamy.
Zmarszczyłam czoło w zaniepokojeniu.
– Jeśli nie zacznie tego przepracowywać, nigdy się z tym nie pogodzi, Sabine – oznajmiłam. Niezręcznie było mi tak jej doradzać, jednak chciałam ją uświadomić – Musi zrozumieć, że to nie ty jesteś temu winna… Twoja mama sama podjęła taką decyzję.
Sabine milczała, odwróciwszy wzrok. Wyglądała, jakby zgadzała się z tym, co powiedziałam, ale niezbyt wiedziała, co z tym zrobić. Nie zamierzałam jej pouczać – domyślałam się, jak trudną było to dla niej sytuacją. Wiedziałam jednak, że zrozumiała mój przekaz: martwiłam się i chciałam jej tylko pomóc.
Zaczęłam rozmyślać nad pewną kwestią… Nade mną i Mizu. Do tej pory nie chciałam angażować się w moje uczucia do niego, bo obawiałam się wypełnienia przepowiedni i zachwiania równowagi między żywiołami… ale skoro Kasai i Sabine już zostali parą…? Ale skoro Mizu sam postanowił przygotować się na życie śmiertelnika i zaakceptować to, co nadejdzie, bo i tak było nieuniknione?... Próbowałam sobie wyobrazić, że ja i Mizu zaczynamy ze sobą chodzić. Co ja właściwie o tym uważałam – teraz, kiedy było to możliwe? Bałam się… Wezbrał się we mnie niepokój, bo chociaż czułam się z nim dobrze, to nie byłam pewna, czy byłabym na to gotowa. A co jeśli Mizu miałby przeze mnie kłopoty? Na przykład z syrenami… Na razie postanowiłam nie iść za tymi rozważaniami, bo pomysłów na to, co mogło pójść nie tak, miałam jak zwykle bez liku, a teraz wolałam skupić się na załagodzeniu sytuacji pomiędzy rodzeństwem.
Jak na zawołanie, w powietrzu pojawił się Kage… sam. Sabine i mnie od razu zrzedły miny.
– Nie udało się?... – zmartwiła się Sabine, podnosząc się z kanapy.
Kage spojrzał na nas poważnym wzrokiem.
– Chikyuu… przyszła ze mną. Stoi przed domem, bo chciałem wam jeszcze coś powiedzieć… – oznajmił ściszonym głosem, a ja również wstałam z miejsca – Ona jest teraz bardzo słaba… Nie zostało jej wiele mocy, nad którą może zapanować. Najlepiej jej o nic nie pytajcie ani nie mówcie zbyt wiele. Dodatkowo… zmieniła wcielenie – wyjaśnił.
Wyraz jego twarzy przenikało zmartwienie, wskutek czego zaczęłam obawiać się tej nowej postaci. Nie, proszę! Tego nam brakowało, żeby jeszcze ona zmieniła wcielenie!
– Och, nie… – szepnęła Sabine – A-ale zgodziła się porozmawiać z rodzeństwem?
– Początkowo nie chciała, ale potem powiedziałem jej o Caprice… Chyba zgodziła się dla mnie – dodał z nikłym uśmiechem na ustach – Chodźcie.
Zaprowadził nas pod drzwi wyjściowe, a kiedy je otworzył, ukazała nam się postać… T-to była Chikyuu?!
Wyglądała jak, na oko, czternastoletnia dziewczyna. Miała nieco zgarbioną posturę, wątłe ciało i niezmiernie zmęczony wzrok (mogłaby tu konkurować nawet z Arisawą!). Jej brązowe włosy były teraz rozpuszczone i spływały na ramiona, a grzywka została podpięta na bok czarną spinką. Nosiła na sobie luźną sukienkę przypominającą bardziej worek niż ubranie, stopy miała jak zwykle bose, a na szyi miała zawiązaną swoją ulubioną, zieloną apaszkę. Kątem oka zerknęłam na Sabine, która wydawała się równie zaskoczona co ja.
Kage wyciągnął ostrożnie rękę w stronę Chikyuu, a ta podała mu dłoń, po czym lekko ją ścisnęła. Biedna, wyglądała, jakby chciała jak najszybciej wrócić do domu.
– Jeszcze raz dziękuję, że to robisz… – odezwał się do niej półszeptem, a następnie podał mi drugą rękę.
Sabine chwyciła mnie za dłoń, byśmy w następnej sekundzie mogli wspólnie przemieścić się cieniem w inne miejsce.
Znaleźliśmy się w górach spowitych mrokiem. Gęste chmury pokrywały niebo, z którego lały się litry wody, a błyskawice przeszywały je raz po raz. Prześliszmy szybko do pobliskiej jaskini, aby się w niej schować. Przyjrzałam się niebu jeszcze raz – na tle chmur i błyskawic dostrzegłam postaci latające w tę i z powrotem. To one podtrzymywały burzę i wywoływały coraz więcej zamieszania. Nagle tuż przy wejściu do jaskini rozległ się huk, po czym w ziemię uderzył piorun. Na szczęście nie byliśmy zbyt blisko, jednak i tak krzyknęłam z przerażenia. Chikyuu pozostawała niewzruszona, a mnie coraz bardziej niepokoił jej przytłoczony wzrok, jakby była bez życia. Gdzie była reszta rodzeństwa? Jak mieliśmy ich znaleźć w tej nawałnicy?
Usłyszałam ciężki oddech za sobą, więc się odwróciłam. Kage wyglądał na przemęczonego – podpierał ręce na udach, stojąc w lekkim rozkroku i biorąc głębokie wdechy. Sabine krzyknęła, po czym podbiegła do niego i go przytrzymała. Brawo za refleks – Kage zemdlał i byłby przewrócił się na skały, gdyby go nie złapała.
– Hej, Kage! – zmartwiła się Sabine, próbując go ocucić.
– Zostaw go – poprosiła Chikyuu sennym głosem – Wyczerpał limit swojej mocy, teraz musi trochę odpocząć… Połóż go.
Sabine posłusznie ułożyła Kage w bezpiecznym miejscu, by mógł się nieco zregenerować. Faktycznie, już kiedy go dzisiaj spotkaliśmy, wyglądał na zmęczonego, a po kolejnych podróżach cieniem musiał poczuć się jeszcze gorzej.
– Co teraz? – spytałam Chikyuu, ostrożnie podchodząc bliżej.
Spojrzała w niebo, zamyślając się. Nie chciałam jej przerywać, obawiając się, że nas tu zostawi, ale wolałabym zacząć działać… Po chwili zamknęła oczy, usiadła po turecku na ziemi, a ręce oparła o kolana. Wraz z Sabine spojrzałam na nią z niezrozumieniem.
– P-przepraszam, Chikyuu… – wtrąciła nieśmiało Sabine – Czy nie powinnyśmy… poszukać twojego rodzeństwa?
– Sami tu przyjdą – oznajmiła bardzo stanowczo, ale wciąż spokojnie.
Spojrzałyśmy po sobie, zakłopotane. Chyba nie miałyśmy wyjścia – musiałyśmy jej pozwolić zaczekać na rodzeństwo. Miałam nadzieję, że nie marnowałyśmy tylko czasu… Bałam się, że już było za późno.
Hałasy burzy wcale mnie nie uspokajały. Nie mogłam dłużej słuchać przeszywającego świstu wiatru, grzmotów i huków. Wtedy rozległ się znajomy krzyk, pod wpływem którego Sabine natychmiast ruszyła ku wejściu do jaskini.
– Kasai! – zawołała z ogromnym niepokojem w głosie.
Pobiegłam za nią, bo nie byłam pewna, czy wiedziała, co jej groziło, jeśli wyjdzie na zewnątrz (nie, żebym umiała nas jakoś ochronić, ale może uda mi się ją tu sprowadzić z powrotem).
Niedaleko nas Kasai właśnie dosłownie spadł z nieba, wijąc się z bólu. Sabine chciała od razu do niego pobiec, jednak musiałam ją chwilę przytrzymać, bo zauważyłam, że jego ciało iskrzyło się od błyskawic zadających mu ból.
– Co wy tu robicie?! – usłyszałam kolejny znajomy głos.
Z pobliskiej skały zeskoczył Mizu, by następnie podbiec do nas.
– Schowajcie się, natychmiast! – krzyczał, pomagając Kasai’owi wstać.
– Przyprowadziłyśmy-
Nie było mi dane dokończyć, ponieważ w tym momencie Mizu i Kasai krzyknęli z przerażenia i jak zsynchronizowani stanęli obok siebie tuż przed nami, aby wspólnie utworzyć błyskawicę celującą przed siebie. Jaskrawy strumień światła zdawał się połączyć z kolejnym i wtedy zobaczyłam również Kuuki. Jej burzowa postać wycelowała w nas błyskawicę, która połączyła się z tą utworzoną przez braci, wskutek czego rozeszła się po bokach z hukiem. Obie strony odepchnęła moc, z jaką ataki się starły, ale Kuuki utrzymywała się w powietrzu.
– No dalej, pokażcie mi więcej tych waszych negocjacji, bracia! – zadrwiła z nich z przyjemnością, po czym przeniosła wzrok na mnie i Sabine – Och, goście!
– Zostaw je! – ryknął na nią Kasai, a moment później znów zwinął się z bólu, gdy z jego ciała posypało się parę kolejnych iskier.
– I mam cię tak po prostu posłuchać? – prychnęła, uśmiechając się przerażająco.
Sabine wyrwała się do przodu, by objąć Kasai’a. Przez chwilę bałam się, że zaraz sama się naelektryzuje, ale zamiast tego otoczyła ich ciała czarnymi płomieniami, które nie gasły mimo ulewy. Wszyscy spojrzeliśmy na tę scenę w zdziwieniu, a Kasai nagle przestał wić się z bólu.
– C-co? – wydukał, patrząc na Sabine.
– Pozwól, że teraz ja cię ochronię – odpowiedziała z ciepłym uśmiechem na ustach – Ostatnio odkryłam, że moje płomienie, oprócz zadawania bólu, potrafią także absorbować ból… – wyjaśniła, gdy nagle sama syknęła i objęła się rękoma.
– Sabine! – wrzasnął Kasai, podtrzymując ją.
– Tak miało być… – odrzekła słabym głosem, siląc się na uśmiech – Płomienie mogą absorbować ból… i przenieść go na inną osobę.
Kasai wyglądał, jakby coś w nim pękło – jego twarz przeszyła rozpacz, a w oczach zebrały mu się łzy. Sabine upadła na ziemię, wijąc się z bólu i krzycząc wniebogłosy. Jej ciała nie atakowały błyskawice, tylko potworny ból przed chwilą odczuwany przez Kasai’a. Mizu kucnął przy niej z wodą wytworzoną do uzdrawiania, jednak leczenie nic nie pomogło.
– To nie zadziała… – odrzekł Kasai – Nie ma żadnych obrażeń, przeniosła na siebie sam ból. Ogniku! – zawołał zrozpaczonym głosem, kucając przy niej.
– IZUMI! – wrzasnął Mizu, po czym skoczył przede mnie, wytwarzając strumień wody.
Zdałam sobie sprawę, że Kuuki właśnie chciała zaatakować mnie błyskawicą, jednak Mizu w porę odparł atak wodą, która następnie przekierowała błyskawicę w ziemię. Poczułam ciarki na plecach na myśl, jak mało brakowało, by atak mnie dosięgnął.
– Dlaczego zawsze musicie robić tyle hałasu? – usłyszałam zmęczony głos za sobą.
Chikyuu wyszła z jaskini, przyglądając się każdemu z rodzeństwa ze znużeniem. Jej widok zdziwił wszystkich – nawet Kuuki delikatnie wylądowała na ziemi, próbując zrozumieć sytuację.
– Ś-siostro?... – wydukał Kasai.
– Dlaczego nie przyszłaś na moje przyjęcie? – spytała nagle Kuuki.
Spojrzałam na nią; wyraz jej twarzy w momencie zmienił się ze złowieszczego na urażony.
– Z-zaprosiłam nas wszystkich, wszystkie cztery żywioły – ciągnęła – Tylko ty nie przyszłaś!
Chikyuu milczała, wpatrując się w siostrę niezmiennie poważnie. Kasai pomógł Sabine wstać – wydawało się, że poczuła się już nieco lepiej – a Mizu stanął bliżej mnie.
– Możemy wejść do środka? – spytała Chikyuu, wskazując jaskinię za nami – Nie lubię moknąć.
– N-nie! – zaprotestowała Kuuki – Nie ignoruj mnie! Nigdy… nigdy mnie nie ignoruj!
Wybuchła płaczem zupełnie jak mała dziewczynka, która zaraz tupnie nogą, by dostać to, czego chciała. Z jakiegoś powodu pomyślałam, że nie mówiła tylko o obecnej sytuacji. Chikyuu parsknęła cicho, uśmiechając się ironicznie.
– Ciebie nie da się ignorować, siostrzyczko – stwierdziła – Wszędzie ciebie pełno… wszyscy cię uwielbiają.
– Ale ty mnie nawet nie lubisz! – załkała – Co mi po tym, że wszyscy mnie uwielbiają, kiedy moja własna siostra mnie nienawidzi?!
Twarz Chikyuu posępniała.
– Nie nienawidzę cię, Kuuki – oznajmiła.
– To dlaczego mnie unikasz?! – wrzasnęła, zanosząc się kolejną falą płaczu – Dlaczego unikasz nas wszystkich?!
– Kuuki, wystarczy – odezwał się Mizu – Chikyuu słabo się czuje…
– Mów za siebie – prychnęła w odpowiedzi pani ziemi, ale na moment się zachwiała – Wiecie, dlaczego tak wyglądam? Przez was!
– Jakim cudem? – obruszył się Kasai.
– Nasza relacja jest tak zachwiana, że to nie dziwne, że moce tak szaleją! – zawołała – A wiecie, dlaczego jest zachwiana? Bo każde z nas myśli tylko o sobie! Każde… ja też.
– Ja myślę tylko o sobie?! – oburzyła się Kuuki – Przez ile lat chciałam nas wszystkich pogodzić? I po co niby zorganizowałam całe ŚWIĘTO na naszą cześć?!
– A po co niby zabierałaś mi moje dzieła przez tyle lat? – Chikyuu wycedziła przez zęby – Nigdy nie zapytałaś, czy możesz się mieszać! Kiedy dałaś wróżkom skrzydła, nie szukałaś mojej zgody. A dlaczego, zanim dodałaś skrzydła smokom, zapytałaś Kasai’a o opinię? Dalej twierdzisz, że to ja ignoruję ciebie, Kuuki?!
– To było dawno! W innym wcieleniu! – upierała się Kuuki.
– Co z tego? Przez resztę wcieleń nasze relacje się nie zmieniły! – westchnęła Chikyuu – Zmieniają się nasze ciała, nasze osobowości, nasze nastawienia… ale nie zmienia się jedno: jesteśmy sobie nawzajem zupełnie obcy!
– To właśnie próbowałam wam powiedzieć przez te wszystkie lata! – załkała pani powietrza.
Nie wydawała mi się już taka groźna – była po prostu rozgoryczona. Rysy jej twarzy nie były już tak zaostrzone, jakby powoli wracała do swojego obecnego wcielenia.
– Powiedzieć, hmm… – prychnęła Chikyuu – A próbowałaś coś z tym zrobić? Na przykład przeprosić mnie za ingerowanie w moje stworzenia?
– Chikyuu! – wtrącił Kasai – Jest tak, jak powiedziałaś, wszyscy jesteśmy winni tej sytuacji… Przyznaję to i przepraszam was wszystkich… za wszystko, co złego wyrządziłem wam we wszystkich moich wcieleniach. Przepraszam was… Błagam, wróćmy do normalności, cholera!
Kasai przeprasza jako pierwszy… Tego to bym się w życiu nie spodziewała!
– Wróćmy? – powtórzył Mizu – A kiedykolwiek byliśmy normalni? – zaśmiał się – Ja też was przepraszam, kochani…
– Przepraszam, siostro! – załkała Kuuki, biegnąc w stronę Chikyuu.
Stało się coś niespodziewanego – kiedy tak biegła, jej postać stopniowo malała, aż w końcu, gdy dosięgła siostry, by ją przytulić, stała się małą dziewczynką, jakby miała około sześć lat. Miała na sobie białą, zwiewną sukienkę, a jej bujne, bladoróżowe włosy były związane w kucyk.
– Przepraszam was, bracia! – dodała dziecięcym głosikiem, spoczywając w ramionach Chikyuu, która objęła ją niezręcznie, dziwiąc się jej zmianą tak samo jak my.
Mizu podszedł do sióstr, by je objąć i kiwnął na Kasai’a, żeby zrobił to samo. Pan ognia wyglądał trochę, jakby osiągnął już limit uprzejmości na ten dzień, bo w końcu przeprosił rodzeństwo, chronił Mizu i Sabine, a w dodatku był dla mnie nawet miły… jednak dołączył do rodzinnego uścisku. Deszcz ustał, a istoty zmienione w ventusy fruwające po niebie zdawały się odzyskiwać świadomość.
– Ja też was przepraszam… – dodała wreszcie Chikyuu, uśmiechając się ciepło – I przyjmuję wasze przeprosiny…
– Czy to znaczy, że… spróbujemy w końcu żyć w zgodzie? – podjął Mizu.
– To brzmi tak surrealistycznie – prychnął Kasai – Ale chyba spróbować nie zaszkodzi? To znaczy… czy może być jeszcze gorzej niż teraz, z tymi wszystkimi zachwianiami mocy i zmianami wcieleń?
Uśmiechnęłam się ciepło, widząc rodzeństwo w takiej zgodzie. Sabine stała już o własnych siłach, więc podeszła do mnie i westchnęła z ulgą. Wtedy wszyscy byliśmy zadowoleni, ale gdy dużo później przypomniałam sobie ten moment… wiedziałam, że Kasai się mylił.