To, co się zadziało w całej sali po słowach Kuuki, można śmiało nazwać najprawdziwszą kwintesencją chaosu. Nie dość, że sama przeistoczona pani powietrza zaczęła niszczyć salę błyskawicami, to jeszcze część gości zamiast uciekać wdała się w bójkę, rzucając w siebie pięściami i wyzwiskami. Sabine ogarnęła panika, a ja próbowałam wymyślić, jak ujść z życiem. Nie mogłam się skupić, gdy nad naszymi głowami fruwały talerze i sztućce, a wyładowania atmosferyczne przeszywały powietrze, grożąc śmiercią. Póki co, nie wymyśliłam lepszej kryjówki niż wciągnięcie Sabine pod stół, co też uczyniłam.
– Sabine, nie płacz! – zawołałam, łapiąc ją za ramiona – Teraz musimy stąd jak najszybciej wyjść!
– Ale jak? – szlochała – Zginiemy!
W tej chwili stół, pod którym się ukrywałyśmy, został odepchnięty, jak się okazało, w kolejnej bijatyce. Sabine pisnęła i pociągnęła mnie za rękę. Niestety mój piękny, zimowy płaszcz zupełnie nie nadawał się do ucieczki, więc z żalem musiałam go z siebie zrzucić i zostawić za sobą. Sabine jakby otrzeźwiała – utorowała nam przejście swoimi czarnymi płomieniami tak, żebyśmy mogły uciec od bójki zaistniałej tuż obok nas. Patrzyłam gorączkowo na prawo i lewo, szukając przyjaznych twarzy, ale wszystko zaczynało mi się już mieszać przed oczami.
– Widzisz gdzieś Mizu i Kasai’a? – krzyknęłam do Sabine.
– Niestety nie! Mogłybyśmy znów spróbować sztuczki z ofiarą, ale czy znajdziemy na to choć chwilę spokoju? – jęknęła, ciągnąc mnie za sobą.
Biegłyśmy przed siebie, same nie wiedząc, jak właściwie uciec od tego wszystkiego. Skrzekliwy głos nowego oblicza Kuuki odbił się echem od ścian sali:
– Moi mili, musicie to zobaczyć! Zaraz zmierzę się z moimi ukochanymi braćmi, a będzie to ostatnia potyczka w ich życiu!
Z przerażeniem spojrzałyśmy w górę. Kuuki stała na okrągłej platformie, a po jej obu bokach znajdowali się Mizu i Kasai, spętani burzowymi chmurami. Niektórzy goście krzyczeli ze strachu, inni zaś zaczęli entuzjastycznie kibicować wybranemu strażnikowi. Kuuki obróciła się wokół własnej osi, wyciągając przed siebie ręce i tworząc coś na wzór półprzezroczystej bariery, po czym uwolniła swoich braci z chmur. Kasai rzucił się do ucieczki, ale bariera odepchnęła go tak, że przewrócił się do tyłu, przy okazji plącząc się o własną pelerynę.
– Jak widzicie, to chyba nie potrwa zbyt długo – skomentowała Kuuki, prężąc się z pewnością siebie.
– KUUKI, PROSZĘ! – rozległo się wołanie.
Z początku nie poznałam tego głosu, choć wydawał mi się znajomy. Za chwilę zorientowałam się, że należał on do Sory, ale ten zrozpaczony ton tak bardzo kontrastował z jego zwykłym, spokojnym i taktownym sposobem mówienia. Orli hovis podleciał do bariery i zawisnął w powietrzu naprzeciwko Kuuki.
– Proszę, nie rób tego. Proszę, proszę... Wróć do mnie! – błagał.
Twarz Kuuki wykrzywiła pogarda.
– Kochany orzełku, wybacz mi. Nie będę już dłużej wychodzić z siebie, żeby pogodzić moje rodzeństwo. To niewykonalne! – stwierdziła – Jak widzisz, musi zostać tylko jedno z nas. A teraz odsuń się, proszę, nie mam zamiaru cię krzywdzić – dodała, odwracając się od niego w powietrzu.
– Musisz się opamiętać, to nie jesteś ty! – wołał Sora.
Kuuki odwróciła się do niego z powrotem, kłócąc się, że właśnie to powinna zrobić, podczas gdy Mizu i Kasai próbowali przebić barierę, używając swoich mocy.
– Może jednak spróbujemy z ofiarami? – spytałam gorączkowo Sabine.
– Lepiej się pospieszmy! – odparła, kiwając głową.
Postanowiłyśmy, że złożymy ofiary jednocześnie, póki Kuuki była zajęta kłótnią z Sorą. Wydawało mi się, że walczyła sama ze sobą, jakby Sora wzbudzał w niej poczucie winy i chęć powrotu do swojego słodkiego, pogodnego wcielenia, które znałam. Ze znalezieniem owocu dla Kasai’a było łatwo – gorzej poszło nam z szukaniem naczynia z wodą, bo większość stołów została przewrócona. Wreszcie natknęłyśmy się na ocalałą wazę z ponczem. Nie miałyśmy pewności, czy to wystarczy, jednak obie złożyłyśmy ofiary. Wbiłam wzrok w górę. Przy Kasai’u pojawił się znajomy płomyczek, a przy Mizu uformowała się lewitująca kropla wody. Udało się! Odetchnęłyśmy z ulgą, widząc, jak obaj chwytają swoje przepustki na wolność i znikają, by za chwilę zmaterializować się przy nas.
– Panie wzywały? – odparł wdzięcznie Mizu, gdy obaj się przed nami ukłonili.
Sabine zachichotała i rzuciła się Kasai’owi na szyję, a Mizu uśmiechnął się do mnie.
– Co byśmy bez was zrobili? – westchnął.
Niestety Kuuki natychmiast zauważyła brak swoich przeciwników, ciskając wokół ze złości błyskawicami, które następnie odbiły się od bariery.
– TERAZ! – rozległ się znajomy głos, po czym salę wypełnił tak skrzekliwy i przeszywający pisk, że zakręciło mi się w głowie.
Ogłuszający dźwięk nie ustawał, a mnie robiło się coraz bardziej słabo, aż wkrótce straciłam świadomość.
~*~
Ocknęłam się z ogromnym bólem głowy, usiłując powoli przyswoić rzeczywistość. Słyszałam jakieś głosy, ale jeszcze nie potrafiłam zrozumieć znaczenia słów. Ociężale otworzyłam oczy, mrugając gwałtownie. Ukazały mi się zamazane postaci.
– Budzi się! – zawołała jakaś kobieta.
Jej głos był słodki i kojący. Mówiła coś jeszcze, ale znów słowa zaczynały mi się zlewać. Poczułam, jak oplotły mnie znajome, przyjemne ramiona, podnosząc mnie do siadu.
– M-Mizu? Gdzie my jesteśmy? – spytałam, próbując wyostrzyć wzrok.
Zobaczyłam przed sobą kobietę o długich, złotych włosach związanych w dwa kucyki. Była ubrana w różową sukienkę, której rąbek wyglądał jak wykonany z kwietnych płatków. Z pleców kobiety wyrastały półprzezroczyste pomarańczowe skrzydła. Wyglądała jak ludzkich rozmiarów wróżka. Za nią stał pół-smok o gwieździstych skrzydłach, którego już zdążyłam poznać – Yoru. W rogu ciemnego pomieszczenia, w którym się znajdowaliśmy, dostrzegłam również Kasai’a i Sabine.
– Spokojnie, ukrywamy się w ustronnej części rezydencji – usłyszałam za sobą głos Mizu. Wciąż mnie podtrzymywał, gdy siedziałam oparta o ścianę – Yoru i Aria nam pomogli.
– Cześć – odezwała się nieśmiało blondwłosa kobieta.
– Cześć... – przywitałam się – Co się właściwie stało?
Przyjrzałam się Yoru tkwiącemu przy ścianie. Po chwili dostrzegłam, że opierał się o drzwi, najwyraźniej pilnując wejścia. Miał lekko ściągnięte brwi w skupieniu, a włosy w kolorach nocnego nieba częściowo opadały mu na twarz. Prawie całe jego ciało było pokryte czarnymi łuskami, a na głowie miał rogi. Wydawał mi się najbardziej oryginalnym pół-smokiem, jakiego spotkałam.
– Aria wyciągnęła was z tego bałaganu – oznajmił Yoru poważnym tonem – Użyła swoich mocy, żeby ogłuszyć wszystkich w sali. Tylko tak mogliśmy uspokoić wszystkich naraz.
– Chwila, ten straszliwy pisk... – zaczęłam.
– Tak, to byłam ja – przerwała mi zakłopotana Aria, rumieniąc się po uszy – Jestem wróżką dźwięku.
Teraz, gdy odzywała się spokojnym, melodyjnym głosem, ciężko było mi uwierzyć, że ten ogłuszający skrzek również wydobył się z jej gardła.
– Jesteś wróżką? Nie obraź się, ale wyglądasz... Inaczej niż inne wróżki, które spotkałam – zmieszałam się.
– Och, to dlatego, że jestem trochę innym... eee, gatunkiem wróżki – odrzekła Aria, uśmiechając się blado – Jestem wróżką dwojakiej natury. To, co teraz widzisz, jest moją odmienioną formą. Mogę również przemienić się w postać człowieka. Pochodzę od pani Kuuki i od pani Chikyuu.
– A czy to prawda, że tobie, Yoru, Kuuki udekorowała skrzydła? – spytał Mizu.
Yoru kiwnął głową.
– Dała mi możliwość ukrywania się na nocnym niebie. Wreszcie mogłem się wyrwać od tych żałosnych, agresywnych pół-smoków – prychnął, patrząc z pogardą na Kasai’a.
– Matko kochana – obruszył się pan ognia – To nie jest Dzień Koegzystencji, to jest Dzień Pretensji do Kasai’a!
– Już, już, spokojnie – odezwała się łagodnym tonem siedząca obok niego Sabine – Nie denerwuj się, kochanie-... – dodała, po czym wybałuszyła oczy i zamilkła. Kasai miał dokładnie taką samą minę.
– ...chyba coś nas ominęło – skomentował Mizu.
Gapiliśmy się na niezręczną dwójkę, a Yoru pacnął się dłonią w czoło.
– Ehym, nie mówiliśmy wam?... – zakłopotała się Sabine.
– A przestań, co im do tego! – zawołał Kasai, odzyskując pewność siebie.
– Wiesz co, bracie, akurat to dotyczy naszej całej czwórki! – westchnął Mizu – Czyli co, nasza moc jest niestabilna, bo wy dwoje po prostu postanowiliście sobie zostać parą?
– W sumie ostatnio zauważyłam, że dotychczas tylko ty nie miałeś problemów z mocą, Kasai – dodałam.
– Izumi, myślałam, że zrozumiesz! – oburzyła się Sabine.
Nie, nie rozumiałam. To nie było fair – dlaczego musiałam tłumić w sobie moje uczucia do Mizu, skoro ona mogła sobie bez przeszkód rozpocząć związek z Kasai’em? I w dodatku trzymać to w tajemnicy przed nami wszystkimi! Byłam zawiedziona.
– Świetnie, kolejne pretensje! – burknął Kasai, gwałtownie podnosząc się z podłogi – Chodź, ogniku, nie będziemy ich dłużej słuchać – wyciągnął rękę do Sabine.
Przypomniałam sobie, jak Kasai nazwał tak Sabine w mojej obecności już jakiś czas temu, a ona wytłumaczyła, że czasem tak się do niej zwracał, gdy byli sami. Nie sądziłam wtedy jednak, że oni tak na poważnie... Raczej, że okazywali sobie uczucia w formie niewinnego, niekontrolowanego zakochania – tak, jak zdarzało się mnie i Mizu – a nie, że zaczęli ze sobą chodzić. Z ironią przypomniałam sobie czasy, gdy Kasai twierdził, że trzeba się mnie pozbyć, bo przez moją więź z Mizu całe rodzeństwo mogło stracić nieśmiertelność. No to teraz chyba nie powinien winić nas!
– Ogniku? Widzę, że długo to już trwa! – prychnęłam.
– Przestańcie, wszyscy! – zagrzmiał Yoru takim tonem, że skamieniałam – Nie czas teraz na wzajemne pretensje. Powinniśmy się raczej skupić na powstrzymaniu pani Kuuki, nie uważacie?! – syknął na nas, gdy końce jego pazurów zapłonęły płomieniami w miętowym kolorze.
– Masz absolutną rację, kwiatuszku – wtrąciła Aria swoim łagodnym, dźwięcznym głosem, pod wpływem którego płomienie zgasły – Musimy się teraz trzymać razem i wymyślić jakiś plan!
Wszyscy popatrzyliśmy się po sobie, a Mizu westchnął głęboko.
– Dobrze, to co proponujecie? – spytał.
– Trzeba znaleźć sposób, w jaki możemy przywrócić Kuuki do zwykłej postaci – oznajmił Kasai – Kiedy ty się zmieniłeś, bracie, do normalności przywołała cię Izumi Tsuki.
Mam nadzieję, że nie przesadzałam, irytując się na Kasai’a, gdy znowu mówił o mnie w trzeciej osobie w mojej obecności, jednak już tego nie komentowałam.
– Czyli, jakby nie patrzeć, kochana osoba – dodała Sabine, obrzucając nas tak oskarżycielskim spojrzeniem, jakby insynuowała, że to my wypełnialiśmy przepowiednię.
– A kochaną osobą dla Kuuki jest niezaprzeczalnie Sora. Ostatnio bardzo dobrze się dogadywali, nawet chyba aż za dobrze... – ciągnęłam, sugerując, że o nich też mogło chodzić.
– Ale on już z nią rozmawiał – westchnął Yoru.
– Może gdybyśmy im nie przerwały, Sora dałby radę? – podsunęła Sabine.
– Kto wie... I tak chyba powinniśmy go znaleźć – skwitował Yoru.
– Właściwie to... Chciałabym jeszcze spytać, jak w ogóle Kuuki osiągnęła to burzowe wcielenie – wtrąciłam – W przypadku Mizu wiedziałam, że chodziło o władzę i dominację.
Mizu i Kasai spojrzeli po sobie ze wstydem, a Yoru obrzucił ich karcącym spojrzeniem, jakby znał całą sprawę i wcale jej nie pochwalał.
– No cóż... Wiąże się to właściwie z przyczyną, dla której nie mamy prawa wkraczać na tereny swoich siedzib – zaczął nieśmiało Mizu.
– Oj tak... No, narozrabialiśmy, ale błagam, bez kolejnych obelg – jęknął Kasai.
Sabine uśmiechnęła się do niego zachęcająco, chwytając go za rękę, na co on odwzajemnił uśmiech i ścisnął jej dłoń. Dziwnie było widzieć takiego łagodnego Kasai’a, nawet po tym, jak ostatnio nasze relacje nieco się polepszyły.
– To powiemy im w końcu? – ponaglił Mizu, najwidoczniej zażenowany tym okazywaniem sobie uczuć. Kasai w odpowiedzi wywrócił oczami.
– Dobra, ja powiem, skoro ty trzęsiesz portkami – odpowiedział, na co Mizu się obruszył:
– Ja trzęsę? No wypraszam sobie, a kto ukrywa-...
– Dosyć, dosyć! No właśnie przez takie coś pani Kuuki tak się przeobraziła – przerwał surowo Yoru, pokazując na braci w gniewie – Bezsensowna przemoc, kolejna głupia bójka między tymi dwoma... I proszę!
– Jak to? To ostro musieliście się pobić wtedy... – zdziwiła się Sabine.
– Ech... Bo to było właśnie w ówczesnej rezydencji Kuuki – wyjaśnił Mizu – Wyładowania atmosferyczne stworzyły burzę i tak właśnie niechcący podarowaliśmy naszej siostrze destrukcyjną moc.
– A w dodatku stworzyła ventusy, duchy burzy, jako jej nowych poddanych – wtrącił Kasai – Swoją nową formę nazwała Tempestas.
– Od tamtego czasu ustaliliśmy zakaz przebywania na tereny swoich siedzib, tak na wszelki wypadek – dodał Mizu.
– I jak długo to trwało, zanim Kuuki wróciła do siebie? Co robiła jako Tempestas? – spytałam.
– Niszczyła wszystko, co popadnie, jakby sprawiało jej to największą radość – westchnął Kasai – Co gorsza, nie funkcjonowało to jak zwykłe wcielenie, a bardziej jak mroczna forma przejmująca nad nią kontrolę, gdy się złościła. Za pierwszym razem trwało to może jakiś... Miesiąc? Potem się uspokoiła.
– W jaki sposób? – zaciekawiła się Aria.
– Ciężko było przemówić jej do rozsądku, ale wtedy udało się to jakiemuś ventusowi, o ile dobrze pamiętam – odrzekł Mizu – Innych wcale nie chciała słuchać. Po jakimś czasie znów przemieniła się w Tempestas, tym razem tworząc tengu. Nie pamiętam, jak to było później, ale wydaje mi się, że Kuuki długo nie kontrolowała przemiany, więc Tempestas odzywała się w niej co jakiś czas, aż wreszcie ją opanowała i przez długi czas nie dopuszczała jej do siebie.
– Myślicie, że burzowego ducha obudziła w niej kłótnia z Kyoukim i Cielem? – podsunęłam – Tak, jak wspomnienia z okresu Edo przemieniły Mizu.
– To bardzo możliwe – zamyślił się Kasai.
– Czyli ponowna rozmowa z nimi może przywrócić dawną Kuuki? – ucieszyła się Sabine.
– Ooo, nie! Nie ma mowy! – zaprotestował Yoru – Nie dopuszczę tego szaleńca do pani powietrza, w życiu!
– Kuuki teraz też nie jest zbyt stabilna psychicznie – wtrąciłam nieśmiało – Może warto spróbować?
– Kontakt z tym okrutnikiem mającym zero szacunku dla ludzkiego życia wywołał obecny stan! Ponowna rozmowa może tylko skomplikować sprawy jeszcze bardziej – upierał się Yoru.
– Więc może spytać samego Ciela? – zaproponował Mizu – Na pewno jest o wiele spokojniejszy niż jego brat.
– Ten nachalny tengu i tak pewnie się przyczepi – westchnął Kasai – Ale czy mamy lepszy plan?
Spojrzeliśmy po sobie w beznadziejności. Trzeba było działać szybko, a tymczasem ukrywaliśmy się spokojnie na uboczu. Myśl o opuszczaniu kryjówki napawała mnie strachem i niechęcią, jednak wiedziałam, że nie mogliśmy się wiecznie chować.
– Co zrobiliście z Kuuki? – zwróciłam się do Yoru i Arii.
– Próbowaliśmy uwięzić ją w dźwiękoszczelnej barierze z płomieni, jednak odzyskała świadomość szybciej niż założyliśmy i się nam wyrwała – odparła smutno Aria – Wyleciała z rezydencji, wywołując wokół burze. Musimy spytać sylfy, czy już ją namierzyli.
– Więc nie mamy czasu na pogaduchy – oznajmił stanowczo Mizu, podnosząc się na równe nogi – Zdaje się, że na razie nie mamy też lepszego planu niż poproszenie Ciela o pomoc. Ruszajcie się, idziemy!
~*~
Wróciliśmy do sali balowej, gdzie zostało jeszcze trochę gości, a sylfy usiłowały posprzątać ten cały bałagan. Powywracane stoły, stłuczone naczynia, walające się resztki jedzenia, popękane kolumny, zniszczony parkiet... Sylfy uwijały się zręcznie, sprzątając, co tylko mogły, a widok ten przywiódł mi na myśl kochającą porządki Kuuki. Niektóre z nich zajęły się odprowadzaniem gości, tworząc powietrzne portale. Sala wydawała się teraz niezmiernie cicha w porównaniu z tym, co działo się tu przedtem. Yoru i Aria zostali trochę w tyle, trzymając się za ręce i rozmawiając półszeptem. Wyglądało to tak, jakby Aria starała się przekonać Yoru do naszego pomysłu. Zastanawiałam się, dlaczego tak nie cierpiał Kyouki’ego – chociaż, przyznam, raczej nie było to zbyt trudne.
– Przepraszam, wiadomo co z naszą siostrą? – zapytał Mizu, podchodząc do jednej z sylfich służących.
Sylfka rozłożyła bezradnie ręce.
– Przykro mi, nie odnaleźliśmy jej jeszcze – odparła ciężko – Wiadomo nam, że w kilku miejscach na świecie następują teraz silne burze z wyładowaniami, ale nie sprawdziliśmy jeszcze wszystkich lokacji.
– Wow, Kuuki ma rozmach... – skomentowałam.
– Co się stało z tengu Kyoukim i ventusem Cielem? – odezwał się Kasai.
– Schwytaliśmy ich – odpowiedziała sylfka – Znajdują się teraz w chwilowym więzieniu w prawym skrzydle rezydencji.
– Czy moglibyśmy się z nimi zobaczyć? Sądzimy, że ventus może pomóc przywrócić panią Kuuki do normalności – oznajmiła Sabine.
Sylfka spojrzała na nas nieufnie spod chusty, którą nosiła na głowie.
– Naprawdę? Mam nadzieję, że wiedzą państwo, co mówią – odrzekła, spoglądając na Mizu i Kasai’a.
– Proszę nam zaufać, chodzi o naszą siostrę. W podobnej sytuacji pomógł jej pewien ventus, być może i teraz pomoże – wyjaśnił Mizu.
Ciemnobrązowe oczy sylfki rzuciły na nas jeszcze jedno podejrzliwe spojrzenie, zanim oświadczyła:
– No dobrze, skoro taka jest wasza decyzja, drodzy państwo, zaprowadzę was do więźniów.
– Chciałabym jeszcze spytać, gdzie jest Sora? – wtrąciłam.
Sylfka westchnęła.
– Niestety, nie wiemy. Gdy tylko się dowiedział, że pani Kuuki opuściła salę, wyleciał za nią.
Pozostało nam tylko mieć nadzieję, że przywróci Kuuki do normalności albo przynajmniej nie stanie mu się nic złego. Nie wiedzieliśmy jednak, jak dokładnie wygląda sytuacja, więc postanowiliśmy kontynuować nasz plan.
Sylfia strażniczka zaprowadziła nas do prawego skrzydła twierdzy, gdzie znajdowało się tymczasowe więzienie dla skrzydlatych braci. Obaj byli spętani półprzezroczystymi, grubymi linami żarzącymi się delikatnie różnymi kolorami, jakby biła od nich energia. Kyouki rzucał się na wszystkie strony, usiłując się uwolnić, a Ciel przypatrywał mu się cierpliwie, jakby miał zamiar po prostu przeczekać, aż zostanie wypuszczony.
– Cóż to za fascynująca materia, którą jesteśmy związani? Coś podobnego, ani drgnie! Co to jest? Muszę to mieć, koniecznie muszę to mieć! – skrzeczał Kyouki, jednocześnie zdenerwowany i pełen podziwu – O! A kto to przybył!
– To nasz nowy wynalazek. Skuteczny, prawda? – oznajmiła spokojnie sylfka z lekkim uśmiechem na twarzy, po czym zwróciła się do nas – Ciężko było ich uwięzić, ale bardzo pomogło nam ogłuszenie. Dziękujemy jeszcze raz, szanowna pani – powiedziała do Arii.
– Czego od nas chcecie? – zapytał Ciel z głębokim westchnieniem – Bo domyślam się, że nie przyszliście tak nas po prostu uwolnić.
– W rzeczy samej, Ciel – odrzekł Mizu – Przybyliśmy prosić cię o pomoc.
Kyouki wybuchnął skrzekliwym, wręcz histerycznym śmiechem, a Yoru obrzucił go morderczym spojrzeniem.
– Stul pysk, łajdaku! – zrugał go – Chyba że chcesz, bym pozbawił cię i drugiego oka.
Kyouki wykrzywił twarz w okropnym uśmiechu.
– Oj, ależ nie zrobiłeś tego sam, ja po tobie poprawiłem – zarechotał, kręcąc głową i usiłując unieść przepaskę na oko, na co na wszelki wypadek odwróciłam się gwałtownie ze wstrętem, zamykając oczy. Nawet nie chciałam tego widzieć.
– Uspokój się – syknął na brata Ciel, po czym zwrócił się do nas – W czym niby mam wam pomóc?
– Sądzimy, że mógłbyś przywrócić Kuuki do jej zwykłego wcielenia – wyjaśnił Kasai – Ventusy stworzyła właśnie jako Tempestas.
– Tengu też! – zaskrzeczał Kyouki, któremu na szczęście nie udało się odsłonić przepaski.
– Cicho, Kyouki... – westchnął Ciel – Dobrze, może i mógłbym wam pomóc, ale pod jednym warunkiem.
Spojrzeliśmy po sobie z niepokojem, zastanawiając się, czego mógł od nas żądać w zamian.
– Jakim? – odważyłam się zapytać.
Ciel wbił we mnie przeszywające spojrzenie czerwonych tęczówek połyskujących wrogo.
– Najpierw przywrócicie do normalności mojego brata – odparł z irytacją w głosie.
– Chyba żądasz od nas niemożliwego – prychnął Yoru, wskazując na Kyouki'ego – Jemu to już nic nie pomoże!
Kyouki w odpowiedzi zarechotał niekontrolowanie, jakby w pełni się z tym zgadzał.
– Mówiłem o Hiroto – wycedził przez zęby Ciel – Nie słyszeliście? Przeszłość myli mu się z teraźniejszością, nie radzi sobie.
– O to, to! – zawołał ochoczo Kyouki.
– No chyba sobie żartujesz! Najpierw pomożesz nam z Kuuki, a twoim braciszkiem zajmiemy się później – obruszył się Kasai.
Ciel pokręcił głową, marszcząc czoło ze złości. Po jego szarej skórze przemknęło parę cieniutkich, srebrnych żyłek przypominających błyskawice.
– Najpierw mój brat. Na innych warunkach się nie godzę – dodał stanowczo, odwracając głowę.
Kasai ścisnął obie ręce w pięści, które natychmiast zapłonęły ogniem.
– Słuchaj, nie mamy tyle czasu! Wiesz, ile zniszczenia może spowodować Kuuki w tej formie?! – wrzeszczał.
– A wiecie, ile spowodował już obłąkany Hiroto? – zaśmiał się Kyouki.
Kasai chciał się jeszcze kłócić, ale powstrzymała go Sabine.
– Ustaliliśmy, że już i tak zaryzykujemy – uspokoiła go półszeptem.
– Dobra, niech będzie – westchnął, po czym spojrzał na Mizu.
– Stoi – zdecydował pan wody, przenosząc wzrok na Ciela.
– Uwolnić więźnia? – zapytała sylfka.
– Tak, ale tylko ventusa. Tengu niech lepiej zostanie – odparł stanowczo Mizu.
– No co wy? Też bym się przydał, zapewniam! – zaskrzeczał Kyouki – Ale skoro taka zapadła decyzja... No nic, przynajmniej będę miał więcej czasu na zgłębienie fenomenu tej błyszczącej substancji! – zawołał, wlepiając zafascynowany wzrok w swoją pułapkę.
Sylfka dotknęła więzów pętających Ciela, pod wpływem czego się rozwiązały. Ventus rozprostował kości, rozpościerając czarne skrzydła.
– Mam nadzieję, że nie będziemy tego żałować – szepnęłam nerwowo do Mizu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz