piątek, 20 sierpnia 2021

Rozdział XIII

 Znów odwiedzałyśmy dom Kage i Caprice… Zastanawiałam się, ile jeszcze takich wizyt im sprawimy, prosząc tylko o pomoc. Może kiedyś umówilibyśmy się dla odmiany na jakiś podwieczorek czy wspólny spacer? Byłoby miło… i zdecydowanie mniej nerwowo. Yoru odprowadził nas pod same drzwi wejściowe, a następnie zadzwonił dzwonkiem. W środku rozległy się jakieś hałasy, na co zmarszczyłam czoło w lekkim zdziwieniu. Czyżby tych dwoje się kłóciło? Wiem, wszystkie pary się kłócą, ale nie potrafiłam sobie wyobrazić Kage i Caprice wrzeszczących na siebie – szczególnie ze względu na to, jak Caprice zwykle przymilała się do Kage.

Drzwi otworzyły się tak gwałtownie, że musiałam odskoczyć do tyłu, żeby nie dostać nimi w twarz. Ku mojemu zaskoczeniu, wyleciała przez nie Caprice, po czym pomknęła do góry jak strzała. Natychmiast za nią wybiegł i Kage, a jego widok mnie uderzył. Wyglądał na przemęczonego – pod oczami malowały mu się ciemne kręgi, prawie jak u Arisawy, a jego twarz wydała mi się jeszcze bledsza niż zwykle.

– CAPRICE! – wrzasnął za nią.

– Co się s-stało? – wydukała z siebie Sabine.

– Co wy tu robicie?... – zdziwił się Kage – Uch, dajcie mi chwilę!

To powiedziawszy, zmienił się w cień, poleciał za nią jako ciemna smuga i oplótł ją, lecz ona łatwo wyszarpała się z jego uścisku, a wtedy cień znów przybrał postać Kage, którego odrzuciło w stronę najbliższego dachu. Caprice poleciała dalej, podczas gdy Sabine krzyknęła i jednocześnie z Yoru rzuciła się w kierunku Kage. Na szczęscie zdążyli go złapać, zanim runął o dach, i przynieśli go z powrotem przed dom.

– Nie, ja muszę ją tu sprowadzić! – upierał się, wymachując nogami.

– Pokłóciliście się? – spytał Yoru, starając się zrozumieć sytuację.

– Ech… – westchnął Kage, poddając się – Coś jakby w nią wstąpiło! Zaczęła krzyczeć, że musi natychmiast lecieć do pani Kuuki, ale miała jakiś dziwny wzrok… jakby obłąkany. Jej oczy nagle zmieniły kolor na ciemnogranatowy! Chciałem ją powstrzymać, ale nie mam siły… Błagam, przyprowadźcie ją tu z powrotem!

Ścisnęło mnie w środku, widząc Kage tak zaniepokojonego i zrozpaczonego. Położyłam mu dłoń na ramieniu, starając się go uspokoić.

– Nie możemy nic zrobić z Caprice, póki nie przywrócimy Kuuki do normalności… – oznajmiłam, a widząc zmieszany wzrok Kage, zrozumiałam, że niczego nie wiedział – Obudziło się w niej burzowe wcielenie, Tempestas. Zmienia swoje wszystkie stworzenia w ventusy i sieje chaos…

– C-co?!... – wykrztusił Kage.

Weszliśmy do środka, żeby wyjaśnić pokrótce całą sytuację.

– I przychodzicie z tym do mnie? Co ja mam wspólnego z Kuuki? – obruszył się Kage – Chcę tylko, żeby Caprice wróciła bezpiecznie do domu!

– Spokojnie! – zawołałam, przytrzymując go. Wyglądał, jakby znów miał zamiar wybiec z domu, więc na wszelki wypadek go pilnowałam – Mówiłam już, najpierw musimy odmienić Kuuki.

– Kasai i Mizu próbują z nią właśnie rozmawiać, ale zdecydowałyśmy, że niezbędna jest też Chikyuu! – wtrąciła Sabine – Czy są jakiekolwiek szanse, byś sprowadził ją do reszty rodzeństwa?

Kage zwiesił głowę, wzdychając przeciągle.

– Chikyuu wciąż przebywa w Podziemiu – zaczął – Nie zamierza stamtąd wychodzić i chce być zupełnie sama. Szczerze mówiąc… jakiś czas jej nie widziałem, mimo że właściwie postanowiłem zostać w Podziemiu na dłużej. Dziś wróciłem na chwilę do domu, bo chociaż nie powinienem od tego umrzeć, dosyć mnie to przytłacza pod względem psychicznym. Miałem znów się tam udać, ale wtedy Caprice zaczęła się dziwnie zachowywać…

– Och, nie… Biedna Chikyuu – zmartwiła się Sabine.

– Nikt jej nie widuje? Nawet Olivier? – zdziwiłam się.

Kage pokręcił przecząco głową.

– Nawet on… – przyznał – Dlatego nie sądzę, aby udało się ją sprowadzić… – odparł bez nadziei, lecz chwilę później zerwał się na równe nogi z jakimś nagłym przypływem determinacji – Ale tu chodzi o Caprice, cholera! Idę natychmiast porozmawiać z Chikyuu!

Nie zdążyliśmy go powstrzymać, bo w sekundzie zmienił się w cień i zniknął. Staliśmy w lekkim szoku, patrząc nerwowo po sobie nawzajem.

– Oby mu się powiodło… – odrzekł Yoru, po czym spojrzał na nas z powagą – Skoro pani Kuuki potrafi wzywać swoje stworzenia nawet z daleka, powinienem teraz was opuścić. Nie chciałbym nagle zmienić się w ventusa, a lepiej będzie jak wrócę do Arii. Ona też jest narażona.

– Jasne, rozumiemy – oznajmiłam, uśmiechając się lekko – Poczekamy na Kage… Miejmy nadzieję, że mu się uda!

– Chwila… Skoro pół-smoki również mogą zmienić się w ventusy, to chyba ja też mogę… – zauważyła na głos Sabine z niepokojem.

– Nie do końca – stwierdził Yoru – Jako człowiek pochodzisz od pani Chikyuu, a klątwę rzuciła na ciebie… Akumu, nie mylę się? Słyszałem pogłoski – wyjaśnił. Nie umknęło mojej uwadze, że wypowiedział imię kapłanki Kasai’a z pogardą.

– T-tak… – przyznała Sabine, kiwając głową.

– Więc przynajmniej pod tym względem nic ci nie grozi – podsumował – Dobrze, na mnie pora. Trzymajcie się, powodzenia… i być może również do zobaczenia.

Pożegnałyśmy się z Yoru, a potem zostałyśmy same w domu Kage i Caprice. Zastanawiałam się, ile czasu zajmie rozmowa z Chikyuu i czy w ogóle przyniesie zamierzone rezultaty. Chodziłam nerwowo po salonie, bawiąc się włosami i odczuwając narastający niepokój. Sabine usiadła na kanapie, po czym mnie zawołała, próbując się uśmiechnąć.

– Izumi, usiądź… Zaufajmy Kage – poprosiła.

Znów poczułam się wobec niej niezręcznie, ale ostatecznie usiadłam obok niej. Przez jakiś czas przebywałyśmy ze sobą w ciszy, aż się odezwała:

– Powiedz mi… Naprawdę uważasz, że to wszystko dzieje się przeze mnie i Kasai’a?

Pytanie zbiło mnie nieco z tropu. Nie wyczuwałam w nim jednak żadnych pretensji, a jedynie zmartwienie. Przyjrzałam się Sabine – zakłopotała się, mierzwiąc w dłoniach materiał swojej sukienki, podczas gdy na jej twarzy pojawiały się wyrzuty sumienia.

– Niestabilna moc rodzeństwa? – upewniłam się – Cóż… Tak szczerze to nie wiem. Może źle rozumiemy przepowiednię…

– Uważasz tak, prawda? – spytała gorzko, patrząc mi w oczy i uśmiechając się słabo.

– S-Sabine… Byłam na ciebie zła. Zła, że nic mi nie powiedziałaś… I że Kasai ścigał mnie za moje uczucia do Mizu. On chciał mnie za to zabić! Byłam zła, że się z nim związałaś…

Przełknęła nerwowo ślinę, a w oczach stanęły jej łzy. Chociaż czułam, że dobrze zrobiłam, mówiąc jej to wszystko szczerze, zaczęłam się obwiniać, że ją zasmuciłam.

– M-myślisz, że… on taki jest naprawdę? – zaszlochała – Akumu wcale nim nie manipuluje, a on sam chce zabijać inne istoty?

– A… ty tak myślisz, Sabine? N-nie znam go tak jak ty… Ja się po prostu martwię – przyznałam, wzdychając.

Uśmiechnęła się przez łzy, ale szlochała dalej.

– Dziękuję, Izumi. Bardzo to doceniam… – odrzekła – K-Kasai… bronił mnie przed ojcem. Wiesz, kiedy on… mnie atakował. Ojciec tęskni za mamą… Ja też, naprawdę… ale on najwyraźniej przeniósł tę rozpacz na mnie… Nie powiedział tego wprost, lecz to mnie obwinia za jej śmierć.

– T-to… straszne.

– Kasai początkowo był wobec tego obojętny, ale pewnego dnia, gdy ukrywałam się ze strachu w szafie, pojawił się w moim domu i przytrzymał ojca – opowiadała – Kiedy usłyszałam krzyki, wybiegłam sprawdzić, co się działo. Kasai wytrącił tacie z rąk pustą butelkę po alkoholu i wrzeszczał, by mnie zostawił. Byłam tak zdziwiona, że nie mogłam się ruszyć, a jednocześnie martwiłam się, że Kasai skrzywdzi ojca.

Byłam pod wrażeniem, że Sabine wciąż martwiła się o ojca w takiej sytuacji, skoro ten tak się nad nią znęcał, jednak rozumiałam, że nie chciała się za to na nim mścić.

– W pewnym momencie rzucił go na podłogę, a ten stracił przytomność – kontynuowała – Przestraszyłam się, ale na szczęście nic mu się nie stało, tylko musiał dojść do siebie… Nawet przez ten czas nieco wytrzeźwiał. Wtedy pomiędzy mną a Kasai’em coś się zmieniło… Zobaczyłam jego inne oblicze i postanowiłam je w nim rozbudzić. Czym dłużej ze sobą przebywaliśmy, tym częściej widziałam jego troskę w stosunku do mnie i zrozumiałam, że nie był zły. Widziałam też, jak Akumu zmieniała jego decyzje. Wystarczyło jej jedno słowo, by znów stawał się agresywny… Mówiłam mu o tym już wiele razy, ale dopiero niedawno zaczął mnie słuchać. Nie wiem, jak ona to robi, ale ma na niego widoczny wpływ.

Zamyśliłam się przez chwilę, czując lekkie zmieszanie. Teraz lepiej rozumiałam, dlaczego Sabine zaufała Kasai’owi i nie byłam już pewna, czy powinnam mieszać się do ich relacji. Ciężko powiedzieć, może gdybym przeżyła takie chwile z Kasai’em, sama bym się w nim zakochała?... Nie, stop. Nie potrafiłam i nie chciałam sobie tego wyobrazić. Brrr…

– Przepraszam, że tak się na was zdenerwowałam – odrzekłam w końcu – Ufam ci, Sabine.

Uśmiechnęła się w odpowiedzi.

– Przepraszam, że ci nie powiedziałam – odparła, po czym przytuliła mnie na krótko.

– A kwestii twojego taty… Nie myślałaś, żeby to gdzieś, uhm…

– Zgłosić, tak? – domyśliła się, po czym posmutniała na twarzy – Myślałam, wiele razy… Ale nie chcę, żeby zabrali ode mnie tatę, mimo tego jaki jest. Daję radę! Mam jeszcze ciocię Silke… No i Kasai’a – zarumieniła się delikatnie – A tata… Wierzę, że kiedyś pogodzi się ze śmiercią mamy.

Zmarszczyłam czoło w zaniepokojeniu.

– Jeśli nie zacznie tego przepracowywać, nigdy się z tym nie pogodzi, Sabine – oznajmiłam. Niezręcznie było mi tak jej doradzać, jednak chciałam ją uświadomić – Musi zrozumieć, że to nie ty jesteś temu winna… Twoja mama sama podjęła taką decyzję.

Sabine milczała, odwróciwszy wzrok. Wyglądała, jakby zgadzała się z tym, co powiedziałam, ale niezbyt wiedziała, co z tym zrobić. Nie zamierzałam jej pouczać – domyślałam się, jak trudną było to dla niej sytuacją. Wiedziałam jednak, że zrozumiała mój przekaz: martwiłam się i chciałam jej tylko pomóc.

Zaczęłam rozmyślać nad pewną kwestią… Nade mną i Mizu. Do tej pory nie chciałam angażować się w moje uczucia do niego, bo obawiałam się wypełnienia przepowiedni i zachwiania równowagi między żywiołami… ale skoro Kasai i Sabine już zostali parą…? Ale skoro Mizu sam postanowił przygotować się na życie śmiertelnika i zaakceptować to, co nadejdzie, bo i tak było nieuniknione?... Próbowałam sobie wyobrazić, że ja i Mizu zaczynamy ze sobą chodzić. Co ja właściwie o tym uważałam – teraz, kiedy było to możliwe? Bałam się… Wezbrał się we mnie niepokój, bo chociaż czułam się z nim dobrze, to nie byłam pewna, czy byłabym na to gotowa. A co jeśli Mizu miałby przeze mnie kłopoty? Na przykład z syrenami… Na razie postanowiłam nie iść za tymi rozważaniami, bo pomysłów na to, co mogło pójść nie tak, miałam jak zwykle bez liku, a teraz wolałam skupić się na załagodzeniu sytuacji pomiędzy rodzeństwem.

Jak na zawołanie, w powietrzu pojawił się Kage… sam. Sabine i mnie od razu zrzedły miny.

– Nie udało się?... – zmartwiła się Sabine, podnosząc się z kanapy.

Kage spojrzał na nas poważnym wzrokiem.

– Chikyuu… przyszła ze mną. Stoi przed domem, bo chciałem wam jeszcze coś powiedzieć… – oznajmił ściszonym głosem, a ja również wstałam z miejsca – Ona jest teraz bardzo słaba… Nie zostało jej wiele mocy, nad którą może zapanować. Najlepiej jej o nic nie pytajcie ani nie mówcie zbyt wiele. Dodatkowo… zmieniła wcielenie – wyjaśnił.

Wyraz jego twarzy przenikało zmartwienie, wskutek czego zaczęłam obawiać się tej nowej postaci. Nie, proszę! Tego nam brakowało, żeby jeszcze ona zmieniła wcielenie!

– Och, nie… – szepnęła Sabine – A-ale zgodziła się porozmawiać z rodzeństwem?

– Początkowo nie chciała, ale potem powiedziałem jej o Caprice… Chyba zgodziła się dla mnie – dodał z nikłym uśmiechem na ustach – Chodźcie.

Zaprowadził nas pod drzwi wyjściowe, a kiedy je otworzył, ukazała nam się postać… T-to była Chikyuu?!

Wyglądała jak, na oko, czternastoletnia dziewczyna. Miała nieco zgarbioną posturę, wątłe ciało i niezmiernie zmęczony wzrok (mogłaby tu konkurować nawet z Arisawą!). Jej brązowe włosy były teraz rozpuszczone i spływały na ramiona, a grzywka została podpięta na bok czarną spinką. Nosiła na sobie luźną sukienkę przypominającą bardziej worek niż ubranie, stopy miała jak zwykle bose, a na szyi miała zawiązaną swoją ulubioną, zieloną apaszkę. Kątem oka zerknęłam na Sabine, która wydawała się równie zaskoczona co ja.

Kage wyciągnął ostrożnie rękę w stronę Chikyuu, a ta podała mu dłoń, po czym lekko ją ścisnęła. Biedna, wyglądała, jakby chciała jak najszybciej wrócić do domu.

– Jeszcze raz dziękuję, że to robisz… – odezwał się do niej półszeptem, a następnie podał mi drugą rękę.

Sabine chwyciła mnie za dłoń, byśmy w następnej sekundzie mogli wspólnie przemieścić się cieniem w inne miejsce.

Znaleźliśmy się w górach spowitych mrokiem. Gęste chmury pokrywały niebo, z którego lały się litry wody, a błyskawice przeszywały je raz po raz. Prześliszmy szybko do pobliskiej jaskini, aby się w niej schować. Przyjrzałam się niebu jeszcze raz – na tle chmur i błyskawic dostrzegłam postaci latające w tę i z powrotem. To one podtrzymywały burzę i wywoływały coraz więcej zamieszania. Nagle tuż przy wejściu do jaskini rozległ się huk, po czym w ziemię uderzył piorun. Na szczęście nie byliśmy zbyt blisko, jednak i tak krzyknęłam z przerażenia. Chikyuu pozostawała niewzruszona, a mnie coraz bardziej niepokoił jej przytłoczony wzrok, jakby była bez życia. Gdzie była reszta rodzeństwa? Jak mieliśmy ich znaleźć w tej nawałnicy?

Usłyszałam ciężki oddech za sobą, więc się odwróciłam. Kage wyglądał na przemęczonego – podpierał ręce na udach, stojąc w lekkim rozkroku i biorąc głębokie wdechy. Sabine krzyknęła, po czym podbiegła do niego i go przytrzymała. Brawo za refleks – Kage zemdlał i byłby przewrócił się na skały, gdyby go nie złapała.

– Hej, Kage! – zmartwiła się Sabine, próbując go ocucić.

– Zostaw go – poprosiła Chikyuu sennym głosem – Wyczerpał limit swojej mocy, teraz musi trochę odpocząć… Połóż go.

Sabine posłusznie ułożyła Kage w bezpiecznym miejscu, by mógł się nieco zregenerować. Faktycznie, już kiedy go dzisiaj spotkaliśmy, wyglądał na zmęczonego, a po kolejnych podróżach cieniem musiał poczuć się jeszcze gorzej.

– Co teraz? – spytałam Chikyuu, ostrożnie podchodząc bliżej.

Spojrzała w niebo, zamyślając się. Nie chciałam jej przerywać, obawiając się, że nas tu zostawi, ale wolałabym zacząć działać… Po chwili zamknęła oczy, usiadła po turecku na ziemi, a ręce oparła o kolana. Wraz z Sabine spojrzałam na nią z niezrozumieniem.

– P-przepraszam, Chikyuu… – wtrąciła nieśmiało Sabine – Czy nie powinnyśmy… poszukać twojego rodzeństwa?

– Sami tu przyjdą – oznajmiła bardzo stanowczo, ale wciąż spokojnie.

Spojrzałyśmy po sobie, zakłopotane. Chyba nie miałyśmy wyjścia – musiałyśmy jej pozwolić zaczekać na rodzeństwo. Miałam nadzieję, że nie marnowałyśmy tylko czasu… Bałam się, że już było za późno.

Hałasy burzy wcale mnie nie uspokajały. Nie mogłam dłużej słuchać przeszywającego świstu wiatru, grzmotów i huków. Wtedy rozległ się znajomy krzyk, pod wpływem którego Sabine natychmiast ruszyła ku wejściu do jaskini.

– Kasai! – zawołała z ogromnym niepokojem w głosie.

Pobiegłam za nią, bo nie byłam pewna, czy wiedziała, co jej groziło, jeśli wyjdzie na zewnątrz (nie, żebym umiała nas jakoś ochronić, ale może uda mi się ją tu sprowadzić z powrotem).

Niedaleko nas Kasai właśnie dosłownie spadł z nieba, wijąc się z bólu. Sabine chciała od razu do niego pobiec, jednak musiałam ją chwilę przytrzymać, bo zauważyłam, że jego ciało iskrzyło się od błyskawic zadających mu ból.

– Co wy tu robicie?! – usłyszałam kolejny znajomy głos.

Z pobliskiej skały zeskoczył Mizu, by następnie podbiec do nas.

– Schowajcie się, natychmiast! – krzyczał, pomagając Kasai’owi wstać.

– Przyprowadziłyśmy-

Nie było mi dane dokończyć, ponieważ w tym momencie Mizu i Kasai krzyknęli z przerażenia i jak zsynchronizowani stanęli obok siebie tuż przed nami, aby wspólnie utworzyć błyskawicę celującą przed siebie. Jaskrawy strumień światła zdawał się połączyć z kolejnym i wtedy zobaczyłam również Kuuki. Jej burzowa postać wycelowała w nas błyskawicę, która połączyła się z tą utworzoną przez braci, wskutek czego rozeszła się po bokach z hukiem. Obie strony odepchnęła moc, z jaką ataki się starły, ale Kuuki utrzymywała się w powietrzu.

– No dalej, pokażcie mi więcej tych waszych negocjacji, bracia! – zadrwiła z nich z przyjemnością, po czym przeniosła wzrok na mnie i Sabine – Och, goście!

– Zostaw je! – ryknął na nią Kasai, a moment później znów zwinął się z bólu, gdy z jego ciała posypało się parę kolejnych iskier.

– I mam cię tak po prostu posłuchać? – prychnęła, uśmiechając się przerażająco.

Sabine wyrwała się do przodu, by objąć Kasai’a. Przez chwilę bałam się, że zaraz sama się naelektryzuje, ale zamiast tego otoczyła ich ciała czarnymi płomieniami, które nie gasły mimo ulewy. Wszyscy spojrzeliśmy na tę scenę w zdziwieniu, a Kasai nagle przestał wić się z bólu.

– C-co? – wydukał, patrząc na Sabine.

– Pozwól, że teraz ja cię ochronię – odpowiedziała z ciepłym uśmiechem na ustach – Ostatnio odkryłam, że moje płomienie, oprócz zadawania bólu, potrafią także absorbować ból… – wyjaśniła, gdy nagle sama syknęła i objęła się rękoma.

– Sabine! – wrzasnął Kasai, podtrzymując ją.

– Tak miało być… – odrzekła słabym głosem, siląc się na uśmiech – Płomienie mogą absorbować ból… i przenieść go na inną osobę.

Kasai wyglądał, jakby coś w nim pękło – jego twarz przeszyła rozpacz, a w oczach zebrały mu się łzy. Sabine upadła na ziemię, wijąc się z bólu i krzycząc wniebogłosy. Jej ciała nie atakowały błyskawice, tylko potworny ból przed chwilą odczuwany przez Kasai’a. Mizu kucnął przy niej z wodą wytworzoną do uzdrawiania, jednak leczenie nic nie pomogło.

– To nie zadziała… – odrzekł Kasai – Nie ma żadnych obrażeń, przeniosła na siebie sam ból. Ogniku! – zawołał zrozpaczonym głosem, kucając przy niej.

– IZUMI! – wrzasnął Mizu, po czym skoczył przede mnie, wytwarzając strumień wody.

Zdałam sobie sprawę, że Kuuki właśnie chciała zaatakować mnie błyskawicą, jednak Mizu w porę odparł atak wodą, która następnie przekierowała błyskawicę w ziemię. Poczułam ciarki na plecach na myśl, jak mało brakowało, by atak mnie dosięgnął.

– Dlaczego zawsze musicie robić tyle hałasu? – usłyszałam zmęczony głos za sobą.

Chikyuu wyszła z jaskini, przyglądając się każdemu z rodzeństwa ze znużeniem. Jej widok zdziwił wszystkich – nawet Kuuki delikatnie wylądowała na ziemi, próbując zrozumieć sytuację.

– Ś-siostro?... – wydukał Kasai.

– Dlaczego nie przyszłaś na moje przyjęcie? – spytała nagle Kuuki.

Spojrzałam na nią; wyraz jej twarzy w momencie zmienił się ze złowieszczego na urażony.

– Z-zaprosiłam nas wszystkich, wszystkie cztery żywioły – ciągnęła – Tylko ty nie przyszłaś!

Chikyuu milczała, wpatrując się w siostrę niezmiennie poważnie. Kasai pomógł Sabine wstać – wydawało się, że poczuła się już nieco lepiej – a Mizu stanął bliżej mnie.

– Możemy wejść do środka? – spytała Chikyuu, wskazując jaskinię za nami – Nie lubię moknąć.

– N-nie! – zaprotestowała Kuuki – Nie ignoruj mnie! Nigdy… nigdy mnie nie ignoruj!

Wybuchła płaczem zupełnie jak mała dziewczynka, która zaraz tupnie nogą, by dostać to, czego chciała. Z jakiegoś powodu pomyślałam, że nie mówiła tylko o obecnej sytuacji. Chikyuu parsknęła cicho, uśmiechając się ironicznie.

– Ciebie nie da się ignorować, siostrzyczko – stwierdziła – Wszędzie ciebie pełno… wszyscy cię uwielbiają.

– Ale ty mnie nawet nie lubisz! – załkała – Co mi po tym, że wszyscy mnie uwielbiają, kiedy moja własna siostra mnie nienawidzi?!

Twarz Chikyuu posępniała.

– Nie nienawidzę cię, Kuuki – oznajmiła.

– To dlaczego mnie unikasz?! – wrzasnęła, zanosząc się kolejną falą płaczu – Dlaczego unikasz nas wszystkich?!

– Kuuki, wystarczy – odezwał się Mizu – Chikyuu słabo się czuje…

– Mów za siebie – prychnęła w odpowiedzi pani ziemi, ale na moment się zachwiała – Wiecie, dlaczego tak wyglądam? Przez was!

– Jakim cudem? – obruszył się Kasai.

– Nasza relacja jest tak zachwiana, że to nie dziwne, że moce tak szaleją! – zawołała – A wiecie, dlaczego jest zachwiana? Bo każde z nas myśli tylko o sobie! Każde… ja też.

Ja myślę tylko o sobie?! – oburzyła się Kuuki – Przez ile lat chciałam nas wszystkich pogodzić? I po co niby zorganizowałam całe ŚWIĘTO na naszą cześć?!

– A po co niby zabierałaś mi moje dzieła przez tyle lat? – Chikyuu wycedziła przez zęby – Nigdy nie zapytałaś, czy możesz się mieszać! Kiedy dałaś wróżkom skrzydła, nie szukałaś mojej zgody. A dlaczego, zanim dodałaś skrzydła smokom, zapytałaś Kasai’a o opinię? Dalej twierdzisz, że to ja ignoruję ciebie, Kuuki?!

– To było dawno! W innym wcieleniu! – upierała się Kuuki.

– Co z tego? Przez resztę wcieleń nasze relacje się nie zmieniły! – westchnęła Chikyuu – Zmieniają się nasze ciała, nasze osobowości, nasze nastawienia… ale nie zmienia się jedno: jesteśmy sobie nawzajem zupełnie obcy!

– To właśnie próbowałam wam powiedzieć przez te wszystkie lata! – załkała pani powietrza.

Nie wydawała mi się już taka groźna – była po prostu rozgoryczona. Rysy jej twarzy nie były już tak zaostrzone, jakby powoli wracała do swojego obecnego wcielenia.

– Powiedzieć, hmm… – prychnęła Chikyuu – A próbowałaś coś z tym zrobić? Na przykład przeprosić mnie za ingerowanie w moje stworzenia?

– Chikyuu! – wtrącił Kasai – Jest tak, jak powiedziałaś, wszyscy jesteśmy winni tej sytuacji… Przyznaję to i przepraszam was wszystkich… za wszystko, co złego wyrządziłem wam we wszystkich moich wcieleniach. Przepraszam was… Błagam, wróćmy do normalności, cholera!

Kasai przeprasza jako pierwszy… Tego to bym się w życiu nie spodziewała!

– Wróćmy? – powtórzył Mizu – A kiedykolwiek byliśmy normalni? – zaśmiał się – Ja też was przepraszam, kochani…

– Przepraszam, siostro! – załkała Kuuki, biegnąc w stronę Chikyuu.

Stało się coś niespodziewanego – kiedy tak biegła, jej postać stopniowo malała, aż w końcu, gdy dosięgła siostry, by ją przytulić, stała się małą dziewczynką, jakby miała około sześć lat. Miała na sobie białą, zwiewną sukienkę, a jej bujne, bladoróżowe włosy były związane w kucyk.

– Przepraszam was, bracia! – dodała dziecięcym głosikiem, spoczywając w ramionach Chikyuu, która objęła ją niezręcznie, dziwiąc się jej zmianą tak samo jak my.

Mizu podszedł do sióstr, by je objąć i kiwnął na Kasai’a, żeby zrobił to samo. Pan ognia wyglądał trochę, jakby osiągnął już limit uprzejmości na ten dzień, bo w końcu przeprosił rodzeństwo, chronił Mizu i Sabine, a w dodatku był dla mnie nawet miły… jednak dołączył do rodzinnego uścisku. Deszcz ustał, a istoty zmienione w ventusy fruwające po niebie zdawały się odzyskiwać świadomość.

– Ja też was przepraszam… – dodała wreszcie Chikyuu, uśmiechając się ciepło – I przyjmuję wasze przeprosiny…

– Czy to znaczy, że… spróbujemy w końcu żyć w zgodzie? – podjął Mizu.

– To brzmi tak surrealistycznie – prychnął Kasai – Ale chyba spróbować nie zaszkodzi? To znaczy… czy może być jeszcze gorzej niż teraz, z tymi wszystkimi zachwianiami mocy i zmianami wcieleń?

Uśmiechnęłam się ciepło, widząc rodzeństwo w takiej zgodzie. Sabine stała już o własnych siłach, więc podeszła do mnie i westchnęła z ulgą. Wtedy wszyscy byliśmy zadowoleni, ale gdy dużo później przypomniałam sobie ten moment… wiedziałam, że Kasai się mylił.

wtorek, 17 sierpnia 2021

Rozdział XII

Osobiście już żałowałam – sam widok górskiej chatki przyprawiał mnie o dreszcze, bo nie było to miejsce, do którego chciałabym wracać. Chociaż znów budziło ono we mnie niepokój, tym razem okolica wydawała mi się dodatkowo smutna. Na drewnianych ścianach chatki można było dostrzec gdzieniegdzie podłużne rozcięcia, na ścieżce wiodącej do wejścia walały się kamienie i gałęzie, a na ziemi wokół niektóre miejsca były rozryte.

– Ten bałagan… – odezwał się Mizu słabym głosem – To wynik naszego ostatniego, ehym… spotkania?

Spojrzałam na niego – był okropnie zakłopotany i zmartwiony jednocześnie. Ciel pokręcił przecząco głową.

– Po tamtym już posprzątaliśmy. To, co widzicie, jest skutkiem naszych ostatnich przejść z Hiroto – wyjaśnił – Ciężko go powstrzymać… Szczerze mówiąc, gdyby Kyouki nie podawał mu co jakiś czas usypiającej mikstury, nie bylibyśmy w stanie go tu trzymać.

– Czyli to i tak moja wina… – jęknął Mizu.

– Nieprawda, przecież sam nie miałeś kontroli nad tamtym wcieleniem – zaprotestowałam, starając się go pocieszyć, po czym zwróciłam się do Ciela – W sumie zastanawiałam się, dlaczego ty i twój brat zostawiliście Hiroto samego w takim stanie… Czyli on teraz… śpi?

Ciel potaknął.

– W przeciwnym razie to miejsce wyglądałoby jeszcze gorzej. Na pewno by stąd uciekł – dodał jak zwykle obojętnym tonem, jednak miałam wrażenie, jakby na ułamek sekundy głos mu się załamał – Musimy się pospieszyć, bo zostało nam niewiele zapasu mikstury usypiającej, a Kyouki mówi, że dosyć długo się ją przyrządza.

– A co ze środkami nasennymi? Można je kupić w aptece – wtrąciła życzliwie Aria, ale natychmiast zrzedła jej mina, kiedy Ciel obrzucił ją zażenowanym spojrzeniem.

– Są zdecydowanie za słabe, żeby Hiroto po nich zasnął – prychnął, jakby było to oczywiste, a ja współczułam Arii, bo wyglądała na zawstydzoną tym, że w ogóle zaproponowała takie rozwiązanie.

– Coś na pewno wymyślimy – obiecał Yoru, nieco gwałtownie. Zmarszczył lekko czoło na słowa Ciela, najwyraźniej zdenerwowany, że zasmucił Arię, bo złapał ją przy tym delikatnie za rękę – Przemówimy temu Hiroto do rozsądku. Nie będzie wprowadzał chaosu i atakował wszystkich na swojej drodze!

Ciel ściągnął nerwowo brwi.

– Przemówić możecie, ale nie ważcie się go skrzywdzić – dodał ostrzegawczo – Musimy go przywrócić do poprzedniej postaci, nie robiąc mu krzywdy.

– Skąd mamy mieć pewność, że to wystarczy? – odezwała się Sabine – Nawet jeśli wróci do siebie, skąd możemy wiedzieć, że w przyszłości znów nie zmieni się w wojownika?

Na twarzy Ciela na moment pojawiła się srebrna żyłka w kształcie błyskawicy.

– A co mamy zrobić? – spytał zirytowanym tonem – Skąd wy możecie mieć pewność, że wystarczy tylko uspokoić panią Kuuki? Skąd ty, strażniku wody, możesz mieć pewność, że poprzednie wcielenia znów tobą nie zawładną?...

Mimo że nie byłam raczej przyjaźnie nastawiona do Ciela, teraz zrobiło mi się go szkoda. Chciał odzyskać brata, bardzo się o niego troszczył.

– Pomożemy Hiroto, nie martw się – oznajmiłam, zanim Kasai zdążył mu coś odpowiedzieć w obronie Sabine. Towarzystwo robiło się coraz bardziej zdenerwowane na siebie nawzajem, musiałam zainterweniować – Nie mamy pewności, co wydarzy się dalej, ale mamy nadzieję. Nadzieja to jedyne, co nam zostało.

– Dobra, koniec tej gadki, wchodzimy! – zawołał Ciel, a mnie w pierwszej chwili aż odrzuciło, ale chwilę później zdałam sobie sprawę, że nie był na mnie zły, bo ton jego głosu zmienił się na bardziej ochoczy, a wyraz twarzy złagodniał.

Pchnął drzwi chatki, które zaskrzypiały równie przeciągle jak ostatnim razem. Gdy weszliśmy do środka, krzyknęłam z przerażenia. Wnętrze było zupełnie zdemolowane – podłoga i ściany podrapane i przypalone w niektórych miejscach, meble poprzewracane i podniszczone – ale tym, co wywołało moją reakcję, była postać znajdująca się pośrodku izby. Nie był to Hiroto…

– J-ja… nie rozumiem… HIROTO? BRACIE? – spanikował Ciel, rozglądając się gorączkowo za bratem.

– Akane… – wyszeptała Sabine w przerażeniu.

Kitsune leżała bezwładnie na spróchniałej podłodze – na policzku oraz na rękach miała zadrapania, na nodze większą ranę, a jej kimono było w niektórych miejscach rozdarte. Przez moment obawiałam się najgorszego, ale z ulgą zauważyłam, że oddychała.

– C-co biedna Akane tu robi? – zmartwiła się Aria.

Mizu nic nie powiedział, tylko od razu kucnął przy kitsune, wytworzył nieco wody i zaczął leczyć jej rany. Ciel szukał jeszcze w pozostałych częściach domu, ale nie znalazł Hiroto. Zaklął pod nosem, a wokół niego rozproszyło się parę błyskawic. Yoru przyglądał się Akane z mieszanymi uczuciami – wyglądał na zmartwionego, a jednocześnie narastała w nim złość.

– On jej to zrobił?... – przeraziła się Sabine.

– Spokojnie, ogniku, niedługo wróci do siebie – zapewnił Kasai, obejmując ją lekko.

Nie rozumiałam do końca dlaczego, ale ten widok wypełniał mnie gniewem. Być może z powodu, że odkąd dowiedziałam się o przepowiedni, martwiłam się, że moje uczucie do Mizu może zaszkodzić rodzeństwu… i, jakby na to nie patrzeć, całemu światu. Denerwowała mnie też hipokryzja Kasai’a, który jeszcze nie tak dawno chciał się mnie pozbyć, bo Mizu i ja nie mogliśmy być razem. Już sama nie wiedziałam, czy bardziej przeszkadzało mi oskarżanie mnie o wypełnianie przepowiedni, czy fakt, że Sabine, moja przyjaciółka, była w związku z kimś takim. Kasai robił potworne rzeczy i choć nie wątpiłam, że Sabine znała go lepiej ode mnie, niepokoił mnie ich związek. Istnieje możliwość, że nie był wtedy do końca sobą, a kierowała nim Akumu, ale nie byłam pewna, czy mogłam mu ufać. Nawet jeśli nie działał zgodnie z sobą, to martwiło mnie, że był zdolny do poddawania się takiej manipulacji. Na czym dokładnie polegała jego relacja z Akumu? Czy Sabine to wiedziała, zaczynając z nim związek? Ciężko mi było teraz zaufać któremukolwiek.

Jakiś czas potem rany Akane zaczęły się goić, ale jeszcze pozostawała nieprzytomna. Yoru przeniósł ją na matę i ułożył jej głowę na poduszce. Zaczęła się debata, co robić dalej – jedni chcieli, by ją obudzić i dowiedzieć się, co się stało, bo mieliśmy mało czasu; ale drudzy uważali, że trzeba dać jej dojść do siebie. W trakcie naszych rozważań Akane sama się przebudziła. Ciel pochylił się nad nią natychmiast i zaczął ją wypytywać, ale Yoru go odsunął.

– Czekaj, daj jej chwilę! – zganił go.

Akane krzyknęła, otwierając szeroko oczy.

– Wiem, że za przystojny nie jestem, ale mogłaś delikatniej – mruknął Ciel i odsunął się zgodnie z prośbą Yoru.

– G-gdzie on jest?! – wychrypiała kitsune, podnosząc się do siadu i rozpalając w dłoni niebieski płomień.

– Hiroto? Tu go nie ma… – odezwałam się uspokajającym głosem – Akane, co się stało?

Zgasiła płomień, spojrzawszy na mnie, po czym załkała.

– Izumi Tsuki! – zawołała rozpaczliwie – On… on mnie zaatakował!

– Spokojnie, opowiedz nam wszystko od początku… – poprosił Mizu – Skąd się tu wzięłaś?

Akane westchnęła, po czym opadła z powrotem na swoje posłanie.

– Jednak jestem porażką… Wszystko, czego się podejmuję, kończy się fiaskiem – uśmiechnęła się gorzko – Przybyłam tu w sprawie Wiecznej Wiśni. Słyszałam pogłoski, że mieszka tu pewien tengu wytwarzający eliksiry i talizmany… Chciałam zapytać, czy mógłby mi zaoferować coś, co przywróci wiśnię do rozkwitu.

– Chciałaś poprosić Kyouki’ego o pomoc? – zdziwił się Ciel – Uhm… Dobrze, powiem ci to później. Więc zamiast niego zastałaś Hiroto?

– Tego czarnowłosego mężczyznę w fioletowym kimonie i haori? TAK! – potwierdziła, podnosząc się z wrażenia. Było widać, jak mocno przeżywała to spotkanie – Kiedy tu przyszłam, spał… Wyglądał tak niewinnie i spokojnie, ale kiedy podeszłam bliżej leżącej obok niego katany… Chciałam się tylko rozejrzeć, czy nie ma tu kogoś jeszcze… Zaatakował mnie! – zawołała, wymachując rękami – Próbowałam mu wyjaśnić, że nie jestem złodziejem, tylko szukam kogoś, kto mi pomoże… Musiałam się bronić, nie chciał słuchać! Ale był zbyt silny… W pewnym momencie poczułam okropny ból w nodze i upadłam… Później znaleźliście mnie wy.

– Szlag by to… – westchnął Ciel.

– Czy Kyouki nie wytworzył przypadkiem czegoś, co pomoże nam go wytropić? – podsunęłam z nadzieją.

– Albo go uspokoić? Wytwarza mikstury, tak? – podłapała Aria.

Ciel obrzucił ją tym samym spojrzeniem, jak wtedy, gdy zapytała o środki nasenne.

– Jeśli Kyouki coś wytwarza, raczej nie po to, by kogokolwiek uspokajać – mruknął.

– Och, czekajcie, przypomniałam sobie coś! – zawołała Akane.

Wszyscy spojrzeliśmy na nią wyczekująco.

– Podczas walki na moment złapał się za głowę, jakby stracił kontrolę – wyjaśniała, rozszerzając oczy jeszcze bardziej, jakby ekscytowało ją, że jej opowieść może nam pomóc – Krzyknął tak: AAAAA! A potem: UUUU! A potem: Co ja robię?! A potem znowu: AAAAA! I znów mnie zaatakował! Padłam na podłogę z bólu w nodze, a on krzyknął jeszcze: NIE, NIE! AAA!

Wyglądała na bardzo zadowoloną z siebie, ale większość z nas przyglądała jej się, jak gdyby była niespełna rozumu. Ciężko było coś zrozumieć z tej opowieści…

– O mamuniu, odzyskał na jakiś czas świadomość? – …jednak Mizu najwidoczniej się to udało.

– Tak jakby! Jakby chciał się wyrwać spod czyjejś kontroli! – kontynuowała Akane z zapałem – Nie pamiętam dokładnie… Chyba jeszcze krzyknął za sobą, że musi z tym skończyć.

– Co?... To nie brzmi dobrze – przestraszył się Ciel.

– Nie masz chyba na myśli… Że chciałby skończyć… ze sobą? – spytał Yoru z najwyższą powagą.

– Hej, nie ma co tak od razu zakładać najgorszego! – wtrącił Kasai – Chyba mógł mieć różne rzeczy na myśli, jeśli to właśnie powiedział.

– Mnie też przyszło na myśl właśnie to, o czym powiedział Yoru – oznajmił Ciel – Hiroto jest w końcu… moim bratem. Zresztą wiem, jak przerażony bywał sam sobą, kiedy poprzednie życie dręczyło go w koszmarach. Skończenie z tym… może oznaczać… POSPIESZMY SIĘ!

 

~*~

 

 

Wiedzieliśmy, że Hiroto nie mógł uciec zbyt daleko, więc wyruszyliśmy na poszukiwania. Dowiedziałam się, że jako wróżka dźwięku, Aria miała bardzo wyostrzony słuch. Miał on pewne ograniczenia, ale dzięki tej zdolności mogła teraz usłyszeć oddech Hiroto już z daleka. Na szczęście kiedyś się spotkali, a ona potrafiła również zapamiętywać głosy poznanych osób. Miałam nadzieję, że trop się nie urwie, bo wyostrzony słuch mógł zawieść, jeśli Hiroto znajdzie się od nas zbyt daleko, zatem biegliśmy, ile mieliśmy sił w nogach. Yoru, Kasai i Ciel wzbili się w powietrze na skrzydłach, by obserwować teren z góry. Aria leciała między nimi a nami, wskazując kierunek, w który miał się udać Hiroto.

– Jesteś pewna, że nie chcesz zawrócić? – krzyknęłam do Akane biegnącej obok w postaci bladoróżowego lisa z dziewięcioma ogonami.

– Nie, już dobrze się czuję! Jeszcze raz dziękuję, panie Mizu – oznajmiła z uśmiechem na ustach, kłaniając się w stronę strażnika wody – Chcę pomóc!

Uśmiechnęłam się. Nie chciałam, by Akane wciąż czuła się bezużyteczna. Ogromnie jej współczułam – musiała sama „naprawić” Wieczną Wiśnię, a jej koleżanki kitsune najwyraźniej jej tego nie ułatwiały. Myślałam nawet, jakby jej pomóc, jednak nie miałam najmniejszego pomysłu. Miałam nadzieję, że wkrótce uda jej się wypełnić swoje zadanie, bo mocno obawiałam się, że Chikyuu też niedługo wcieli się w jakieś potworne oblicze z przeszłości.

– JEST! – usłyszałam donośny krzyk Ciela, gdy ten zniżył lot – Nie, Hiroto, czekaj!

Za chwilę również my go dostrzegliśmy – Hiroto Imagawa rzucił się przed nami do ucieczki. Nie mogłam jeszcze wyraźnie zobaczyć wyrazu jego twarzy, jednak wydawał się przestraszony. Kasai i Yoru ruszyli w dół za Cielem, gdy ten nagle wyciągnął ręce ku bratu. Moment później Hiroto spętały burzowe chmury.

Gdy wszyscy już znaleźliśmy się przy zaginionym, ten rzucał się, usiłując uwolnić się z ciemnych kłębów.

– Nie, odejdźcie wszyscy! – szlochał – Jestem niebezpieczny, skrzywdzę was!

– Hiroto… Spokojnie, już dobrze… – odezwał się ostrożnie Ciel, podchodząc bliżej – Wróciłeś do siebie.

– Niezupełnie… – jęknął – Pan Mizu! Pan Kasai!... P-przepraszam za to, co zrobiłem ostatnim razem, ja… – plątał się.

– Nie przepraszaj, to ja cię zaatakowałem! – przerwał mu Mizu.

Akane przydreptała bliżej, by zmienić się w postać lisiej kobiety.

– T-ty… – wydukał Hiroto, otwierając oczy szeroko – Ciebie też skrzywdziłem, prawda?

– Już dobrze! Pan Mizu mnie uzdrowił, nie mam żadnych ran, widzisz? – spytała uspokajająco.

Hiroto jednak zaczął motać się jeszcze bardziej.

– J-jestem… jestem… – oddychał ciężko – AAAAARGH!

Odrzucił gwałtownie głowę do tyłu, zaciskając powieki. W momencie chmury burzowe wokół niego rozproszyły się, uwalniając go.

– Hiroto! – krzyknęła Aria.

Jednym, zręcznym ruchem dobył katany, by błyskawicznie przystawić ją jej do gardła.

– NIE! – wrzasnął Yoru.

W oczach Hiroto ponownie zapanował mrok – jego spojrzenie było równie przerażające i bezlitosne co wtedy.

– Którekolwiek z was wykona jeden krok… i po niej – wycedził przez zęby.

Yoru zacisnął bezsilnie usta, podczas gdy oczy zaszły mu łzami. Chwilę staliśmy wszyscy w bezruchu, a ja pospiesznie myślałam, co można byłoby zrobić. Hiroto jednak mnie uprzedził – kolejnym szybkim ruchem zabrał katanę sprzed Arii i przystawił ją do gardła sobie samemu. Yoru natychmiast chwycił Arię, by otoczyć ją własnymi skrzydłami jak tarczą.

– C-co ty wyprawiasz?! – huknął Kasai.

Hiroto spojrzał na nas przez łzy napływające mu do oczu.

– Zrozumiałem, że… nie ma dwóch mnie – oświadczył – Tohiro, żądny rozlewu krwi wojownik… Hiroto, ciamajda dręczona przez koszmary… to ta sama osoba. Przeszłość i teraźniejszość… są jednością. Ale nie ma dla mnie przyszłości… Nie mogę żyć z wspomnieniami moich zbroni, a nie mogę od nich uciec. Próbowałem wyprzeć moją przeszłość tą niewinną i potulną teraźniejszością… ale jedna nie może istnieć bez drugiej. To za wiele… Ta walka kończy się dzisiaj. Nikt nie wygra… Obie strony przegrywają… wszystko.

– HIROTO! – ryknął Ciel – Co ty wygadujesz?! Co ty robisz?!

– Jestem tym wszystkim zmęczony, Ciel – westchnął w odpowiedzi, gdy parę łez spłynęło mu po policzkach – Skrzywdziłem już tyle osób, ciągle krzywdzę kolejne… Poza tym, Ciel… – uśmiechnął się krzywo – Zostałem ulepiony z terakoty. I tak nigdy nie miałem żyć…

– Ale żyjesz, Hiroto! – zawołał Mizu – Żyjesz tu i teraz!

– Masz duszę… i kochasz! – dołączyłam – Kochasz swoich braci, a oni kochają ciebie!

Zapłakał, ale nie poluzował uścisku na rękojeści katany.

– Oni też cierpią… przeze mnie – zaszlochał – Ciągle martwią się, co ze mną będzie, bo nie umiem sam sobie poradzić, a kiedy jestem… taki… muszą mnie powstrzymywać… bym nikogo już nie krzywdził. Nie chcę takiego życia!

– Możesz je zmienić – oznajmiła Akane przyjaznym głosem.

Spojrzeliśmy na nią z niezrozumieniem.

– C-co? – speszyła się – Wiem, powiecie, że jestem naiwna i to wcale nie takie łatwe… Ale uwierzcie mi, warto się zmieniać… Warto mieć cel. Jestem pewna, Hiroto, że ty po prostu w siebie nie wierzysz. Boisz się… boisz się zmienić i wciąż uciekasz w przeszłość, a gdy to robisz, zaczynasz atakować. Kiedy wraca ci świadomość tego, co robisz, boisz się… Zamykasz się i wolisz już nie robić nic. Ale… nie bój się, Hiroto. Nie bój się, bo masz kogoś, kto cię kocha! Masz dokąd wrócić. Nie ma się czego bać.

– …jestem z tobą, braciszku – dodał Ciel, kiwając głową na słowa Akane, po czym… uśmiechnął się.

Ten uśmiech sprawił, że na moment wyglądał jak zupełnie inna osoba. Ten ponury ventus… uśmiechał się tak ciepło, patrząc na zdezorientowanego brata. Hiroto spojrzał po nas, zaszlochał raz jeszcze i puścił katanę, a ta upadła na ziemię i zmieniła się w parasolkę wagasa. Odetchnęłam z ulgą.

Hiroto wtulił się w Ciela i rozpłakał się jeszcze rzewniej.

– Pamiętasz, co powiedziała nam staruszka Yama, zanim odeszła? – spytał ventus, którego ten uścisk nieco zawstydził, jednak pewnie nie chciał go teraz odtrącać.

– „Który z was znowu schował moje sake, łobuzy?” – odpowiedział niepewnie Hiroto, a gdy Ciel obrzucił go zażenowanym spojrzeniem, zreflektował się – Ach! Już wiem… „Pamiętajcie, nieważne, jak bardzo życie się skomplikuje, macie zawsze być przy sobie jak prawdziwi bracia. Bo jak kiedyś okaże się inaczej, to dopiero mnie popamiętacie, wy łobuzy!”

– Otóż to – potwierdził Ciel, a Hiroto w końcu go puścił – Żyjmy tym mottem! Bo jeśli kiedyś wróci, bardzo się na nas pogniewa.

– Nie lubię, kiedy się gniewa… – westchnął Hiroto.

– Jak dobrze, że macie siebie! – ucieszyła się Sabine, ocierając łzy wzruszenia.

– Tak, kryzys z bratem zażegnany – wtrącił Kasai – Możemy teraz zażegnać kryzys z naszą siostrą?

~*~

Postanowiliśmy wrócić do powietrznej rezydencji, bo nie mieliśmy pomysłu, gdzie w ogóle mogliśmy szukać Kuuki, a strażniczka sylfka dała nam wcześniej kulę z portalem do otwarcia na wypadek takiej konieczności. Kiedy szukaliśmy kogoś, kogo moglibyśmy spytać, jak wyglądała sytuacja, zagadnęłam Akane, dlaczego wygłosiła taką mowę zachęcającą dla Hiroto, skoro wcześniej ją zaatakował.

– Wiem, jak to jest, kiedy żyje się w ciągłym strachu – odparła – Kiedyś już dotarło do mnie, że zamiast chować się i uciekać, lepiej jest wyjść naprzeciwko swoim lękom i poszukać wyjścia z sytuacji. Zawsze musi być jakieś wyjście, tylko strach je przed nami zakrywa!

Byłam pod wrażeniem takiego ogromnego optymizmu i choć nie miałam pewności, czy rady Akane zawsze by się sprawdzały, pomyślałam, że najwyraźniej ta myśl pomagała jej przetrwać. „Nie bój się, Hiroto. Nie bój się, bo masz kogoś, kto cię kocha! Masz dokąd wrócić. Nie ma się czego bać.”. Ciekawiło mnie, czy Akane miała osobę, do której mogła wrócić, skoro tak mówiła… Z jakiegoś powodu wydawała mi się jednak bardzo samotna.

Naszym oczom ukazał się Sora, ale nie wyglądał już tak dostojnie jak na początku przyjęcia – miał pobrudzoną twarz i zmierzwione włosy, a jego eleganckiemu płaszczowi brakowało kilku pawich piór. Zobaczywszy nas, ruszył w naszą stronę.

– Sora! Co ci się stało? – spytała Aria z niepokojem w głosie – Czy… to sprawka pani Kuuki?

– Ehym, niezupełnie… – jęknął – Próbowałem ją uspokoić, ale zmieniła mnie w ventusa… i zacząłem wszystko niszczyć razem z nią – zakłopotał się – Niedawno odzyskałem moją dawną postać i wróciłem tutaj!

– Zmieniła cię w ventusa? – powtórzył Kasai – Gdzie teraz jest?

– Nie tylko mnie, panie ognia – westchnął Sora – Zmienia w ventusy wszystkie swoje stworzenia!

Nie brzmiało to dobrze. Narażone były wszystkie ptaki, hovisy, sylfy… Wyobraziłam sobie Sorę jako groźnego ducha burzy i aż na samą myśl opanowało mnie przerażenie. Caprice i Kaze też byli hovisami… Jeśli dzieła dzielone z resztą rodzeństwa się wliczały, Kuuki mogła przemienić nawet pół-smoki czy wróżki.

– Czyli jest podobnie, jak wtedy, gdy Kuuki po raz pierwszy zmieniła się w Tempestas – wydedukowałam – Słucha tylko ventusów?

– Och, nie… Nikogo nie słucha – odparł Sora – Po przemianie wciąż miałem świadomość, że nie byłem sobą, ale bardzo nikłą. Na pierwszy plan wybijała się kontrola pani Kuuki… Nie przypominam sobie, żeby przedtem miała aż taką wielką moc nad ventusami.

– O, nie! – zawołała Sabine – Czyli Ciel…

– Nie jestem wam potrzebny – dokończył za nią duch burzy obojętnym tonem, po czym rozłożył ręce.

Obrzuciliśmy go pretensjonalnymi spojrzeniami.

– No co? – obruszył się – Słyszeliśmy wszyscy, moja interwencja i tak nic nie da, a wręcz mogę zwrócić się przeciwko wam.

– Myślę, że tak to by się właśnie skończyło… – podsumował nieśmiało Sora.

– Świetnie, zmarnowaliśmy tylko czas… – westchnął Kasai, ale Sabine szturchnęła go lekko w odpowiedzi.

– Nieprawda! – zaprotestowała – Pomogliśmy Akane i Hiroto… Nie wiadomo, co by się wydarzyło, gdybyśmy nie byli tam na czas.

– No d-dobrze… – przyznał Kasai, posyłając Cielowi przepraszające spojrzenie.

– Soro, czy Kuuki zmienia w ventusy również stworzenia niebędące zupełnie jej dziełem? – spytał Mizu – Takie jak smoki, pół-smoki, wróżki i tak dalej?

– Tak – Sora kiwnął głową – Jak mówiłem, ma o wiele silniejszą moc niż kiedykolwiek u niej widziałem…

– Czyli ani ja, ani kwiatuszek wam nie pomożemy… – zasmuciła się Aria, a Yoru objął ją pocieszająco ramieniem.

– Tak myślałem, że ta sprawa finalnie pozostanie do rozwiązania między nami… W końcu to nasza rodzina – oznajmił Mizu. Rzadko kiedy widziałam go tak poważnego jak teraz.

– Też tak mi się wydawało – przytaknął Kasai – To my daliśmy Kuuki tę moc… A jeśli połączymy nasze umiejętności, bracie, będziemy władać burzą jak ona.

Sabine zbladła.

– Nie zamierzacie z nią walczyć, prawda?... – spytała słabym głosem.

Kasai i Mizu spojrzeli na nią jednakowym, zdeterminowanym wzrokiem, w którym mogłam zaobserwować odcień smutku, jakby wiedzieli, że to jedyne słuszne wyjście, ale osobiście nie do końca się z nim zgadzali.

– Zamierzamy – oświadczył dobitnie Kasai, lecz chwilę później nieco złagodniał, patrząc na Sabine – Nie martw się, nie chcemy jej skrzywdzić… Musimy mieć się czym bronić w razie czego.

– Jesteśmy potwornymi braćmi… To jest przyczyną jej zmiany w Tempestas – westchnął Mizu, odwracając wzrok – Słyszeliście ją, wszyscy. Powiedziała, że nie będzie już wychodzić z siebie, żeby pogodzić swoje rodzeństwo… nas. Chociaż Kuuki miała już wiele wcieleń, przez większość z nich chciała, byśmy trzymali się razem i sobie wybaczali. A my…

– My dalej ze sobą walczyliśmy, szczególnie ja i Mizu – dokończył Kasai, spuszczając wzrok – Skrzywdziliśmy też Chikyuu… Ukryła się przed nami, nie wiemy, co się z nią dzieje… Jak mogliśmy do tego dopuścić?! – wrzasnął, łapiąc się za głowę.

Kasai… żałował. Naprawdę żałował. Czy to pierwszy raz, kiedy go takiego widziałam? Wydawał mi się zupełnie inny niż kiedyś… Może Sabine doskonale wiedziała, co robiła. Może niepotrzebnie się martwiłam…

– Mam nadzieję, że pomożecie Kuuki – odezwał się Sora, a ja zdziwiłam się, że nie nazwał jej panią. No tak, pomiędzy nimi też się trochę pozmieniało… Czyżby również coś przed nami ukrywali? Teraz nie byłam już pewna – Chciałbym przy niej być…

Yoru położył mu dłoń na ramieniu, okazując wsparcie. Nie byłam przekonana, że plan Mizu i Kasai’a był najlepszym możliwym rozwiązaniem, ale też nie potrafiłam wymyślić niczego innego.

– Sprowadzimy ją, całą i zdrową – obiecał Kasai, posyłając wszystkim pokrzepiające spojrzenie.

Yoru jednak zmroził go wzrokiem, jakby wcale mu nie wierzył, a Sabine próbowała uśmiechnąć się wbrew wyraźnemu zaniepokojeniu.

– Czas na nas – odrzekł Mizu, niezmiennie poważny – Soro, gdzie ostatnio widziałeś naszą siostrę?

– Chwila, stop! – zaprotestowałam w końcu. Wszyscy spojrzeli na mnie, przez co poczułam się nieco stremowana, ale ciągnęłam – Kuuki jest teraz superpotężna, a w dodatku ma całą armię ventusów. Nie mówię, że wy dwaj jesteście słabi, ale jak właściwie zamierzacie ją powstrzymać, kiedy dysponuje taką siłą?

– Nie wiemy dokładnie… ale nie martw się o nas, Izumi – odpowiedział Mizu, patrząc mi w oczy. Widziałam niepewność malującą się na jego twarzy – Nie zamierzamy jej pokonywać, musimy ją jakoś ujarzmić… I przede wszystkim przeprosić.

– Tak… – westchnął Kasai – To sprawa rodzinna, Tsuki. Rozmowa może być… ehym, burzliwa, ale wyjdziemy z tego. Nie takie rzeczy przetrwaliśmy, będzie dobrze!

Wciąż mnie to nie uspokajało, ale co miałam zrobić? Czułam, że sytuacja była naprawdę beznadziejna, bo skąd właściwie mogliśmy wiedzieć, jak przywrócić Kuuki do normalności?... A może Mizu i Kasai mieli rację? W końcu powinni znać swoją siostrę… Pozostało mi mieć nadzieję, że im się powiedzie.

Sora podał im lokalizację, w której mieli odnaleźć Kuuki. Chwilę później otworzyli portal, by wspólnie w nim zniknąć. Nie za często miałam okazję widzieć ich tak zdeterminowanych do współpracy. Może ta współpraca pokaże Kuuki, że jej rodzeństwo potrafi żyć w zgodzie? Kątem oka zauważyłam podchodzącą do mnie Sabine. Dała mi znać, żebym odeszła z nią nieco na bok, podczas gdy reszta rozmawiała z Sorą.

– Izumi… Martwię się o nich – szepnęła.

– Ja też. Musimy im zaufać – odparłam, czując się nieco niezręcznie, rozmawiając z nią po tym, jak ostatnio wybuchłam gniewem.

– Mimo wszystko… Mam pewien pomysł, ale chcę usłyszeć twoją opinię. Rodzeństwo ma naprawdę skomplikowaną relację i ciężko będzie naprawić ją jedną rozmową… ale czy nie uważasz, że Chikyuu też powinna z nimi teraz być?

– Chikyuu?

– Tak… Czuję, że cała czwórka powinna być teraz razem. Raczej od razu się nie pojednają, ale może będzie to pierwszy krok do zgody?

– Jak chcesz ją sprowadzić? Nie ma z nią kontaktu…

– Może… Kage mógłby nam pomóc? – podsunęła nieśmiało – To może nie być łatwe, ale mogłybyśmy chociaż spróbować…

Przemyślałam sprawę przez chwilę. Brak Chikyuu na przyjęciu faktycznie mógł zachwiać energię pomiędzy rodzeństwem. Jakby na to spojrzeć, brakowało jednego żywiołu… Przypomniałam sobie, co powiedziała Kuuki, kiedy przyszła odwiedzić Mizu, gdy ten dochodził do siebie po przemianie we wcielenie z ery Edo: Ciągle wam mówię, że powinniśmy się trzymać razem. Żywioły współistnieją, jeden przeplata się z drugim.”. Pomyślałam, że Sabine mogła mieć rację… To nie kłótnia z Kyoukim i Cielem obudziła w niej szalejącą Tempestas… to jej uczucia względem rodzeństwa. Chciała tylko, żeby się pogodzili… żeby zaczęli w końcu być dla siebie rodziną.

Kiwnęłam głową w odpowiedzi.

– Dobra, to może się udać – przyznałam, ściągając nieco brwi w zdeterminowaniu – Poprośmy Kage o pomoc.

Sabine uśmiechnęła się do mnie zachęcająco, a ja poczułam ulgę, że mimo tamtej sprzeczki wciąż tworzyłyśmy zgraną drużynę. Odwróciłyśmy się wspólnie, by zacząć wcielać w życie nasz plan, ale wtedy usłyszałyśmy zza siebie:

– A dokąd to?

Obróciłyśmy się z powrotem i ujrzałyśmy Yoru. Kiedy on się tu znalazł?!

– Po Kage, tak? Wszystko słyszałem… W końcu nie na darmo mam takie wielkie uszy – prychnął.

– Nie możemy siedzieć bezczynnie – oznajmiła Sabine – Sądzę, że Chikyuu również powinna porozmawiać z rodzeństwem, a nie znów być wykluczana.

Yoru spojrzał na nas z zamyśleniem, po czym skinął lekko głową.

– Coś w tym jest – zgodził się, ku naszemu zdziwieniu – Odprowadzę was do Kage.

– Zaraz… popierasz ten plan? – spytałam, może niezbyt inteligentnie.

– Obie jesteście powierniczkami mocy żywiołu – odrzekł – Też macie udział w losach świata, dziewczyny. Wasza intuicja może wam podpowiadać dobrze… Jeśli to rozwiązanie przyniesie w końcu pokój, jestem gotów wam w pełni zaufać. A teraz nie traćmy czasu, ruszajmy!