wtorek, 17 sierpnia 2021

Rozdział XII

Osobiście już żałowałam – sam widok górskiej chatki przyprawiał mnie o dreszcze, bo nie było to miejsce, do którego chciałabym wracać. Chociaż znów budziło ono we mnie niepokój, tym razem okolica wydawała mi się dodatkowo smutna. Na drewnianych ścianach chatki można było dostrzec gdzieniegdzie podłużne rozcięcia, na ścieżce wiodącej do wejścia walały się kamienie i gałęzie, a na ziemi wokół niektóre miejsca były rozryte.

– Ten bałagan… – odezwał się Mizu słabym głosem – To wynik naszego ostatniego, ehym… spotkania?

Spojrzałam na niego – był okropnie zakłopotany i zmartwiony jednocześnie. Ciel pokręcił przecząco głową.

– Po tamtym już posprzątaliśmy. To, co widzicie, jest skutkiem naszych ostatnich przejść z Hiroto – wyjaśnił – Ciężko go powstrzymać… Szczerze mówiąc, gdyby Kyouki nie podawał mu co jakiś czas usypiającej mikstury, nie bylibyśmy w stanie go tu trzymać.

– Czyli to i tak moja wina… – jęknął Mizu.

– Nieprawda, przecież sam nie miałeś kontroli nad tamtym wcieleniem – zaprotestowałam, starając się go pocieszyć, po czym zwróciłam się do Ciela – W sumie zastanawiałam się, dlaczego ty i twój brat zostawiliście Hiroto samego w takim stanie… Czyli on teraz… śpi?

Ciel potaknął.

– W przeciwnym razie to miejsce wyglądałoby jeszcze gorzej. Na pewno by stąd uciekł – dodał jak zwykle obojętnym tonem, jednak miałam wrażenie, jakby na ułamek sekundy głos mu się załamał – Musimy się pospieszyć, bo zostało nam niewiele zapasu mikstury usypiającej, a Kyouki mówi, że dosyć długo się ją przyrządza.

– A co ze środkami nasennymi? Można je kupić w aptece – wtrąciła życzliwie Aria, ale natychmiast zrzedła jej mina, kiedy Ciel obrzucił ją zażenowanym spojrzeniem.

– Są zdecydowanie za słabe, żeby Hiroto po nich zasnął – prychnął, jakby było to oczywiste, a ja współczułam Arii, bo wyglądała na zawstydzoną tym, że w ogóle zaproponowała takie rozwiązanie.

– Coś na pewno wymyślimy – obiecał Yoru, nieco gwałtownie. Zmarszczył lekko czoło na słowa Ciela, najwyraźniej zdenerwowany, że zasmucił Arię, bo złapał ją przy tym delikatnie za rękę – Przemówimy temu Hiroto do rozsądku. Nie będzie wprowadzał chaosu i atakował wszystkich na swojej drodze!

Ciel ściągnął nerwowo brwi.

– Przemówić możecie, ale nie ważcie się go skrzywdzić – dodał ostrzegawczo – Musimy go przywrócić do poprzedniej postaci, nie robiąc mu krzywdy.

– Skąd mamy mieć pewność, że to wystarczy? – odezwała się Sabine – Nawet jeśli wróci do siebie, skąd możemy wiedzieć, że w przyszłości znów nie zmieni się w wojownika?

Na twarzy Ciela na moment pojawiła się srebrna żyłka w kształcie błyskawicy.

– A co mamy zrobić? – spytał zirytowanym tonem – Skąd wy możecie mieć pewność, że wystarczy tylko uspokoić panią Kuuki? Skąd ty, strażniku wody, możesz mieć pewność, że poprzednie wcielenia znów tobą nie zawładną?...

Mimo że nie byłam raczej przyjaźnie nastawiona do Ciela, teraz zrobiło mi się go szkoda. Chciał odzyskać brata, bardzo się o niego troszczył.

– Pomożemy Hiroto, nie martw się – oznajmiłam, zanim Kasai zdążył mu coś odpowiedzieć w obronie Sabine. Towarzystwo robiło się coraz bardziej zdenerwowane na siebie nawzajem, musiałam zainterweniować – Nie mamy pewności, co wydarzy się dalej, ale mamy nadzieję. Nadzieja to jedyne, co nam zostało.

– Dobra, koniec tej gadki, wchodzimy! – zawołał Ciel, a mnie w pierwszej chwili aż odrzuciło, ale chwilę później zdałam sobie sprawę, że nie był na mnie zły, bo ton jego głosu zmienił się na bardziej ochoczy, a wyraz twarzy złagodniał.

Pchnął drzwi chatki, które zaskrzypiały równie przeciągle jak ostatnim razem. Gdy weszliśmy do środka, krzyknęłam z przerażenia. Wnętrze było zupełnie zdemolowane – podłoga i ściany podrapane i przypalone w niektórych miejscach, meble poprzewracane i podniszczone – ale tym, co wywołało moją reakcję, była postać znajdująca się pośrodku izby. Nie był to Hiroto…

– J-ja… nie rozumiem… HIROTO? BRACIE? – spanikował Ciel, rozglądając się gorączkowo za bratem.

– Akane… – wyszeptała Sabine w przerażeniu.

Kitsune leżała bezwładnie na spróchniałej podłodze – na policzku oraz na rękach miała zadrapania, na nodze większą ranę, a jej kimono było w niektórych miejscach rozdarte. Przez moment obawiałam się najgorszego, ale z ulgą zauważyłam, że oddychała.

– C-co biedna Akane tu robi? – zmartwiła się Aria.

Mizu nic nie powiedział, tylko od razu kucnął przy kitsune, wytworzył nieco wody i zaczął leczyć jej rany. Ciel szukał jeszcze w pozostałych częściach domu, ale nie znalazł Hiroto. Zaklął pod nosem, a wokół niego rozproszyło się parę błyskawic. Yoru przyglądał się Akane z mieszanymi uczuciami – wyglądał na zmartwionego, a jednocześnie narastała w nim złość.

– On jej to zrobił?... – przeraziła się Sabine.

– Spokojnie, ogniku, niedługo wróci do siebie – zapewnił Kasai, obejmując ją lekko.

Nie rozumiałam do końca dlaczego, ale ten widok wypełniał mnie gniewem. Być może z powodu, że odkąd dowiedziałam się o przepowiedni, martwiłam się, że moje uczucie do Mizu może zaszkodzić rodzeństwu… i, jakby na to nie patrzeć, całemu światu. Denerwowała mnie też hipokryzja Kasai’a, który jeszcze nie tak dawno chciał się mnie pozbyć, bo Mizu i ja nie mogliśmy być razem. Już sama nie wiedziałam, czy bardziej przeszkadzało mi oskarżanie mnie o wypełnianie przepowiedni, czy fakt, że Sabine, moja przyjaciółka, była w związku z kimś takim. Kasai robił potworne rzeczy i choć nie wątpiłam, że Sabine znała go lepiej ode mnie, niepokoił mnie ich związek. Istnieje możliwość, że nie był wtedy do końca sobą, a kierowała nim Akumu, ale nie byłam pewna, czy mogłam mu ufać. Nawet jeśli nie działał zgodnie z sobą, to martwiło mnie, że był zdolny do poddawania się takiej manipulacji. Na czym dokładnie polegała jego relacja z Akumu? Czy Sabine to wiedziała, zaczynając z nim związek? Ciężko mi było teraz zaufać któremukolwiek.

Jakiś czas potem rany Akane zaczęły się goić, ale jeszcze pozostawała nieprzytomna. Yoru przeniósł ją na matę i ułożył jej głowę na poduszce. Zaczęła się debata, co robić dalej – jedni chcieli, by ją obudzić i dowiedzieć się, co się stało, bo mieliśmy mało czasu; ale drudzy uważali, że trzeba dać jej dojść do siebie. W trakcie naszych rozważań Akane sama się przebudziła. Ciel pochylił się nad nią natychmiast i zaczął ją wypytywać, ale Yoru go odsunął.

– Czekaj, daj jej chwilę! – zganił go.

Akane krzyknęła, otwierając szeroko oczy.

– Wiem, że za przystojny nie jestem, ale mogłaś delikatniej – mruknął Ciel i odsunął się zgodnie z prośbą Yoru.

– G-gdzie on jest?! – wychrypiała kitsune, podnosząc się do siadu i rozpalając w dłoni niebieski płomień.

– Hiroto? Tu go nie ma… – odezwałam się uspokajającym głosem – Akane, co się stało?

Zgasiła płomień, spojrzawszy na mnie, po czym załkała.

– Izumi Tsuki! – zawołała rozpaczliwie – On… on mnie zaatakował!

– Spokojnie, opowiedz nam wszystko od początku… – poprosił Mizu – Skąd się tu wzięłaś?

Akane westchnęła, po czym opadła z powrotem na swoje posłanie.

– Jednak jestem porażką… Wszystko, czego się podejmuję, kończy się fiaskiem – uśmiechnęła się gorzko – Przybyłam tu w sprawie Wiecznej Wiśni. Słyszałam pogłoski, że mieszka tu pewien tengu wytwarzający eliksiry i talizmany… Chciałam zapytać, czy mógłby mi zaoferować coś, co przywróci wiśnię do rozkwitu.

– Chciałaś poprosić Kyouki’ego o pomoc? – zdziwił się Ciel – Uhm… Dobrze, powiem ci to później. Więc zamiast niego zastałaś Hiroto?

– Tego czarnowłosego mężczyznę w fioletowym kimonie i haori? TAK! – potwierdziła, podnosząc się z wrażenia. Było widać, jak mocno przeżywała to spotkanie – Kiedy tu przyszłam, spał… Wyglądał tak niewinnie i spokojnie, ale kiedy podeszłam bliżej leżącej obok niego katany… Chciałam się tylko rozejrzeć, czy nie ma tu kogoś jeszcze… Zaatakował mnie! – zawołała, wymachując rękami – Próbowałam mu wyjaśnić, że nie jestem złodziejem, tylko szukam kogoś, kto mi pomoże… Musiałam się bronić, nie chciał słuchać! Ale był zbyt silny… W pewnym momencie poczułam okropny ból w nodze i upadłam… Później znaleźliście mnie wy.

– Szlag by to… – westchnął Ciel.

– Czy Kyouki nie wytworzył przypadkiem czegoś, co pomoże nam go wytropić? – podsunęłam z nadzieją.

– Albo go uspokoić? Wytwarza mikstury, tak? – podłapała Aria.

Ciel obrzucił ją tym samym spojrzeniem, jak wtedy, gdy zapytała o środki nasenne.

– Jeśli Kyouki coś wytwarza, raczej nie po to, by kogokolwiek uspokajać – mruknął.

– Och, czekajcie, przypomniałam sobie coś! – zawołała Akane.

Wszyscy spojrzeliśmy na nią wyczekująco.

– Podczas walki na moment złapał się za głowę, jakby stracił kontrolę – wyjaśniała, rozszerzając oczy jeszcze bardziej, jakby ekscytowało ją, że jej opowieść może nam pomóc – Krzyknął tak: AAAAA! A potem: UUUU! A potem: Co ja robię?! A potem znowu: AAAAA! I znów mnie zaatakował! Padłam na podłogę z bólu w nodze, a on krzyknął jeszcze: NIE, NIE! AAA!

Wyglądała na bardzo zadowoloną z siebie, ale większość z nas przyglądała jej się, jak gdyby była niespełna rozumu. Ciężko było coś zrozumieć z tej opowieści…

– O mamuniu, odzyskał na jakiś czas świadomość? – …jednak Mizu najwidoczniej się to udało.

– Tak jakby! Jakby chciał się wyrwać spod czyjejś kontroli! – kontynuowała Akane z zapałem – Nie pamiętam dokładnie… Chyba jeszcze krzyknął za sobą, że musi z tym skończyć.

– Co?... To nie brzmi dobrze – przestraszył się Ciel.

– Nie masz chyba na myśli… Że chciałby skończyć… ze sobą? – spytał Yoru z najwyższą powagą.

– Hej, nie ma co tak od razu zakładać najgorszego! – wtrącił Kasai – Chyba mógł mieć różne rzeczy na myśli, jeśli to właśnie powiedział.

– Mnie też przyszło na myśl właśnie to, o czym powiedział Yoru – oznajmił Ciel – Hiroto jest w końcu… moim bratem. Zresztą wiem, jak przerażony bywał sam sobą, kiedy poprzednie życie dręczyło go w koszmarach. Skończenie z tym… może oznaczać… POSPIESZMY SIĘ!

 

~*~

 

 

Wiedzieliśmy, że Hiroto nie mógł uciec zbyt daleko, więc wyruszyliśmy na poszukiwania. Dowiedziałam się, że jako wróżka dźwięku, Aria miała bardzo wyostrzony słuch. Miał on pewne ograniczenia, ale dzięki tej zdolności mogła teraz usłyszeć oddech Hiroto już z daleka. Na szczęście kiedyś się spotkali, a ona potrafiła również zapamiętywać głosy poznanych osób. Miałam nadzieję, że trop się nie urwie, bo wyostrzony słuch mógł zawieść, jeśli Hiroto znajdzie się od nas zbyt daleko, zatem biegliśmy, ile mieliśmy sił w nogach. Yoru, Kasai i Ciel wzbili się w powietrze na skrzydłach, by obserwować teren z góry. Aria leciała między nimi a nami, wskazując kierunek, w który miał się udać Hiroto.

– Jesteś pewna, że nie chcesz zawrócić? – krzyknęłam do Akane biegnącej obok w postaci bladoróżowego lisa z dziewięcioma ogonami.

– Nie, już dobrze się czuję! Jeszcze raz dziękuję, panie Mizu – oznajmiła z uśmiechem na ustach, kłaniając się w stronę strażnika wody – Chcę pomóc!

Uśmiechnęłam się. Nie chciałam, by Akane wciąż czuła się bezużyteczna. Ogromnie jej współczułam – musiała sama „naprawić” Wieczną Wiśnię, a jej koleżanki kitsune najwyraźniej jej tego nie ułatwiały. Myślałam nawet, jakby jej pomóc, jednak nie miałam najmniejszego pomysłu. Miałam nadzieję, że wkrótce uda jej się wypełnić swoje zadanie, bo mocno obawiałam się, że Chikyuu też niedługo wcieli się w jakieś potworne oblicze z przeszłości.

– JEST! – usłyszałam donośny krzyk Ciela, gdy ten zniżył lot – Nie, Hiroto, czekaj!

Za chwilę również my go dostrzegliśmy – Hiroto Imagawa rzucił się przed nami do ucieczki. Nie mogłam jeszcze wyraźnie zobaczyć wyrazu jego twarzy, jednak wydawał się przestraszony. Kasai i Yoru ruszyli w dół za Cielem, gdy ten nagle wyciągnął ręce ku bratu. Moment później Hiroto spętały burzowe chmury.

Gdy wszyscy już znaleźliśmy się przy zaginionym, ten rzucał się, usiłując uwolnić się z ciemnych kłębów.

– Nie, odejdźcie wszyscy! – szlochał – Jestem niebezpieczny, skrzywdzę was!

– Hiroto… Spokojnie, już dobrze… – odezwał się ostrożnie Ciel, podchodząc bliżej – Wróciłeś do siebie.

– Niezupełnie… – jęknął – Pan Mizu! Pan Kasai!... P-przepraszam za to, co zrobiłem ostatnim razem, ja… – plątał się.

– Nie przepraszaj, to ja cię zaatakowałem! – przerwał mu Mizu.

Akane przydreptała bliżej, by zmienić się w postać lisiej kobiety.

– T-ty… – wydukał Hiroto, otwierając oczy szeroko – Ciebie też skrzywdziłem, prawda?

– Już dobrze! Pan Mizu mnie uzdrowił, nie mam żadnych ran, widzisz? – spytała uspokajająco.

Hiroto jednak zaczął motać się jeszcze bardziej.

– J-jestem… jestem… – oddychał ciężko – AAAAARGH!

Odrzucił gwałtownie głowę do tyłu, zaciskając powieki. W momencie chmury burzowe wokół niego rozproszyły się, uwalniając go.

– Hiroto! – krzyknęła Aria.

Jednym, zręcznym ruchem dobył katany, by błyskawicznie przystawić ją jej do gardła.

– NIE! – wrzasnął Yoru.

W oczach Hiroto ponownie zapanował mrok – jego spojrzenie było równie przerażające i bezlitosne co wtedy.

– Którekolwiek z was wykona jeden krok… i po niej – wycedził przez zęby.

Yoru zacisnął bezsilnie usta, podczas gdy oczy zaszły mu łzami. Chwilę staliśmy wszyscy w bezruchu, a ja pospiesznie myślałam, co można byłoby zrobić. Hiroto jednak mnie uprzedził – kolejnym szybkim ruchem zabrał katanę sprzed Arii i przystawił ją do gardła sobie samemu. Yoru natychmiast chwycił Arię, by otoczyć ją własnymi skrzydłami jak tarczą.

– C-co ty wyprawiasz?! – huknął Kasai.

Hiroto spojrzał na nas przez łzy napływające mu do oczu.

– Zrozumiałem, że… nie ma dwóch mnie – oświadczył – Tohiro, żądny rozlewu krwi wojownik… Hiroto, ciamajda dręczona przez koszmary… to ta sama osoba. Przeszłość i teraźniejszość… są jednością. Ale nie ma dla mnie przyszłości… Nie mogę żyć z wspomnieniami moich zbroni, a nie mogę od nich uciec. Próbowałem wyprzeć moją przeszłość tą niewinną i potulną teraźniejszością… ale jedna nie może istnieć bez drugiej. To za wiele… Ta walka kończy się dzisiaj. Nikt nie wygra… Obie strony przegrywają… wszystko.

– HIROTO! – ryknął Ciel – Co ty wygadujesz?! Co ty robisz?!

– Jestem tym wszystkim zmęczony, Ciel – westchnął w odpowiedzi, gdy parę łez spłynęło mu po policzkach – Skrzywdziłem już tyle osób, ciągle krzywdzę kolejne… Poza tym, Ciel… – uśmiechnął się krzywo – Zostałem ulepiony z terakoty. I tak nigdy nie miałem żyć…

– Ale żyjesz, Hiroto! – zawołał Mizu – Żyjesz tu i teraz!

– Masz duszę… i kochasz! – dołączyłam – Kochasz swoich braci, a oni kochają ciebie!

Zapłakał, ale nie poluzował uścisku na rękojeści katany.

– Oni też cierpią… przeze mnie – zaszlochał – Ciągle martwią się, co ze mną będzie, bo nie umiem sam sobie poradzić, a kiedy jestem… taki… muszą mnie powstrzymywać… bym nikogo już nie krzywdził. Nie chcę takiego życia!

– Możesz je zmienić – oznajmiła Akane przyjaznym głosem.

Spojrzeliśmy na nią z niezrozumieniem.

– C-co? – speszyła się – Wiem, powiecie, że jestem naiwna i to wcale nie takie łatwe… Ale uwierzcie mi, warto się zmieniać… Warto mieć cel. Jestem pewna, Hiroto, że ty po prostu w siebie nie wierzysz. Boisz się… boisz się zmienić i wciąż uciekasz w przeszłość, a gdy to robisz, zaczynasz atakować. Kiedy wraca ci świadomość tego, co robisz, boisz się… Zamykasz się i wolisz już nie robić nic. Ale… nie bój się, Hiroto. Nie bój się, bo masz kogoś, kto cię kocha! Masz dokąd wrócić. Nie ma się czego bać.

– …jestem z tobą, braciszku – dodał Ciel, kiwając głową na słowa Akane, po czym… uśmiechnął się.

Ten uśmiech sprawił, że na moment wyglądał jak zupełnie inna osoba. Ten ponury ventus… uśmiechał się tak ciepło, patrząc na zdezorientowanego brata. Hiroto spojrzał po nas, zaszlochał raz jeszcze i puścił katanę, a ta upadła na ziemię i zmieniła się w parasolkę wagasa. Odetchnęłam z ulgą.

Hiroto wtulił się w Ciela i rozpłakał się jeszcze rzewniej.

– Pamiętasz, co powiedziała nam staruszka Yama, zanim odeszła? – spytał ventus, którego ten uścisk nieco zawstydził, jednak pewnie nie chciał go teraz odtrącać.

– „Który z was znowu schował moje sake, łobuzy?” – odpowiedział niepewnie Hiroto, a gdy Ciel obrzucił go zażenowanym spojrzeniem, zreflektował się – Ach! Już wiem… „Pamiętajcie, nieważne, jak bardzo życie się skomplikuje, macie zawsze być przy sobie jak prawdziwi bracia. Bo jak kiedyś okaże się inaczej, to dopiero mnie popamiętacie, wy łobuzy!”

– Otóż to – potwierdził Ciel, a Hiroto w końcu go puścił – Żyjmy tym mottem! Bo jeśli kiedyś wróci, bardzo się na nas pogniewa.

– Nie lubię, kiedy się gniewa… – westchnął Hiroto.

– Jak dobrze, że macie siebie! – ucieszyła się Sabine, ocierając łzy wzruszenia.

– Tak, kryzys z bratem zażegnany – wtrącił Kasai – Możemy teraz zażegnać kryzys z naszą siostrą?

~*~

Postanowiliśmy wrócić do powietrznej rezydencji, bo nie mieliśmy pomysłu, gdzie w ogóle mogliśmy szukać Kuuki, a strażniczka sylfka dała nam wcześniej kulę z portalem do otwarcia na wypadek takiej konieczności. Kiedy szukaliśmy kogoś, kogo moglibyśmy spytać, jak wyglądała sytuacja, zagadnęłam Akane, dlaczego wygłosiła taką mowę zachęcającą dla Hiroto, skoro wcześniej ją zaatakował.

– Wiem, jak to jest, kiedy żyje się w ciągłym strachu – odparła – Kiedyś już dotarło do mnie, że zamiast chować się i uciekać, lepiej jest wyjść naprzeciwko swoim lękom i poszukać wyjścia z sytuacji. Zawsze musi być jakieś wyjście, tylko strach je przed nami zakrywa!

Byłam pod wrażeniem takiego ogromnego optymizmu i choć nie miałam pewności, czy rady Akane zawsze by się sprawdzały, pomyślałam, że najwyraźniej ta myśl pomagała jej przetrwać. „Nie bój się, Hiroto. Nie bój się, bo masz kogoś, kto cię kocha! Masz dokąd wrócić. Nie ma się czego bać.”. Ciekawiło mnie, czy Akane miała osobę, do której mogła wrócić, skoro tak mówiła… Z jakiegoś powodu wydawała mi się jednak bardzo samotna.

Naszym oczom ukazał się Sora, ale nie wyglądał już tak dostojnie jak na początku przyjęcia – miał pobrudzoną twarz i zmierzwione włosy, a jego eleganckiemu płaszczowi brakowało kilku pawich piór. Zobaczywszy nas, ruszył w naszą stronę.

– Sora! Co ci się stało? – spytała Aria z niepokojem w głosie – Czy… to sprawka pani Kuuki?

– Ehym, niezupełnie… – jęknął – Próbowałem ją uspokoić, ale zmieniła mnie w ventusa… i zacząłem wszystko niszczyć razem z nią – zakłopotał się – Niedawno odzyskałem moją dawną postać i wróciłem tutaj!

– Zmieniła cię w ventusa? – powtórzył Kasai – Gdzie teraz jest?

– Nie tylko mnie, panie ognia – westchnął Sora – Zmienia w ventusy wszystkie swoje stworzenia!

Nie brzmiało to dobrze. Narażone były wszystkie ptaki, hovisy, sylfy… Wyobraziłam sobie Sorę jako groźnego ducha burzy i aż na samą myśl opanowało mnie przerażenie. Caprice i Kaze też byli hovisami… Jeśli dzieła dzielone z resztą rodzeństwa się wliczały, Kuuki mogła przemienić nawet pół-smoki czy wróżki.

– Czyli jest podobnie, jak wtedy, gdy Kuuki po raz pierwszy zmieniła się w Tempestas – wydedukowałam – Słucha tylko ventusów?

– Och, nie… Nikogo nie słucha – odparł Sora – Po przemianie wciąż miałem świadomość, że nie byłem sobą, ale bardzo nikłą. Na pierwszy plan wybijała się kontrola pani Kuuki… Nie przypominam sobie, żeby przedtem miała aż taką wielką moc nad ventusami.

– O, nie! – zawołała Sabine – Czyli Ciel…

– Nie jestem wam potrzebny – dokończył za nią duch burzy obojętnym tonem, po czym rozłożył ręce.

Obrzuciliśmy go pretensjonalnymi spojrzeniami.

– No co? – obruszył się – Słyszeliśmy wszyscy, moja interwencja i tak nic nie da, a wręcz mogę zwrócić się przeciwko wam.

– Myślę, że tak to by się właśnie skończyło… – podsumował nieśmiało Sora.

– Świetnie, zmarnowaliśmy tylko czas… – westchnął Kasai, ale Sabine szturchnęła go lekko w odpowiedzi.

– Nieprawda! – zaprotestowała – Pomogliśmy Akane i Hiroto… Nie wiadomo, co by się wydarzyło, gdybyśmy nie byli tam na czas.

– No d-dobrze… – przyznał Kasai, posyłając Cielowi przepraszające spojrzenie.

– Soro, czy Kuuki zmienia w ventusy również stworzenia niebędące zupełnie jej dziełem? – spytał Mizu – Takie jak smoki, pół-smoki, wróżki i tak dalej?

– Tak – Sora kiwnął głową – Jak mówiłem, ma o wiele silniejszą moc niż kiedykolwiek u niej widziałem…

– Czyli ani ja, ani kwiatuszek wam nie pomożemy… – zasmuciła się Aria, a Yoru objął ją pocieszająco ramieniem.

– Tak myślałem, że ta sprawa finalnie pozostanie do rozwiązania między nami… W końcu to nasza rodzina – oznajmił Mizu. Rzadko kiedy widziałam go tak poważnego jak teraz.

– Też tak mi się wydawało – przytaknął Kasai – To my daliśmy Kuuki tę moc… A jeśli połączymy nasze umiejętności, bracie, będziemy władać burzą jak ona.

Sabine zbladła.

– Nie zamierzacie z nią walczyć, prawda?... – spytała słabym głosem.

Kasai i Mizu spojrzeli na nią jednakowym, zdeterminowanym wzrokiem, w którym mogłam zaobserwować odcień smutku, jakby wiedzieli, że to jedyne słuszne wyjście, ale osobiście nie do końca się z nim zgadzali.

– Zamierzamy – oświadczył dobitnie Kasai, lecz chwilę później nieco złagodniał, patrząc na Sabine – Nie martw się, nie chcemy jej skrzywdzić… Musimy mieć się czym bronić w razie czego.

– Jesteśmy potwornymi braćmi… To jest przyczyną jej zmiany w Tempestas – westchnął Mizu, odwracając wzrok – Słyszeliście ją, wszyscy. Powiedziała, że nie będzie już wychodzić z siebie, żeby pogodzić swoje rodzeństwo… nas. Chociaż Kuuki miała już wiele wcieleń, przez większość z nich chciała, byśmy trzymali się razem i sobie wybaczali. A my…

– My dalej ze sobą walczyliśmy, szczególnie ja i Mizu – dokończył Kasai, spuszczając wzrok – Skrzywdziliśmy też Chikyuu… Ukryła się przed nami, nie wiemy, co się z nią dzieje… Jak mogliśmy do tego dopuścić?! – wrzasnął, łapiąc się za głowę.

Kasai… żałował. Naprawdę żałował. Czy to pierwszy raz, kiedy go takiego widziałam? Wydawał mi się zupełnie inny niż kiedyś… Może Sabine doskonale wiedziała, co robiła. Może niepotrzebnie się martwiłam…

– Mam nadzieję, że pomożecie Kuuki – odezwał się Sora, a ja zdziwiłam się, że nie nazwał jej panią. No tak, pomiędzy nimi też się trochę pozmieniało… Czyżby również coś przed nami ukrywali? Teraz nie byłam już pewna – Chciałbym przy niej być…

Yoru położył mu dłoń na ramieniu, okazując wsparcie. Nie byłam przekonana, że plan Mizu i Kasai’a był najlepszym możliwym rozwiązaniem, ale też nie potrafiłam wymyślić niczego innego.

– Sprowadzimy ją, całą i zdrową – obiecał Kasai, posyłając wszystkim pokrzepiające spojrzenie.

Yoru jednak zmroził go wzrokiem, jakby wcale mu nie wierzył, a Sabine próbowała uśmiechnąć się wbrew wyraźnemu zaniepokojeniu.

– Czas na nas – odrzekł Mizu, niezmiennie poważny – Soro, gdzie ostatnio widziałeś naszą siostrę?

– Chwila, stop! – zaprotestowałam w końcu. Wszyscy spojrzeli na mnie, przez co poczułam się nieco stremowana, ale ciągnęłam – Kuuki jest teraz superpotężna, a w dodatku ma całą armię ventusów. Nie mówię, że wy dwaj jesteście słabi, ale jak właściwie zamierzacie ją powstrzymać, kiedy dysponuje taką siłą?

– Nie wiemy dokładnie… ale nie martw się o nas, Izumi – odpowiedział Mizu, patrząc mi w oczy. Widziałam niepewność malującą się na jego twarzy – Nie zamierzamy jej pokonywać, musimy ją jakoś ujarzmić… I przede wszystkim przeprosić.

– Tak… – westchnął Kasai – To sprawa rodzinna, Tsuki. Rozmowa może być… ehym, burzliwa, ale wyjdziemy z tego. Nie takie rzeczy przetrwaliśmy, będzie dobrze!

Wciąż mnie to nie uspokajało, ale co miałam zrobić? Czułam, że sytuacja była naprawdę beznadziejna, bo skąd właściwie mogliśmy wiedzieć, jak przywrócić Kuuki do normalności?... A może Mizu i Kasai mieli rację? W końcu powinni znać swoją siostrę… Pozostało mi mieć nadzieję, że im się powiedzie.

Sora podał im lokalizację, w której mieli odnaleźć Kuuki. Chwilę później otworzyli portal, by wspólnie w nim zniknąć. Nie za często miałam okazję widzieć ich tak zdeterminowanych do współpracy. Może ta współpraca pokaże Kuuki, że jej rodzeństwo potrafi żyć w zgodzie? Kątem oka zauważyłam podchodzącą do mnie Sabine. Dała mi znać, żebym odeszła z nią nieco na bok, podczas gdy reszta rozmawiała z Sorą.

– Izumi… Martwię się o nich – szepnęła.

– Ja też. Musimy im zaufać – odparłam, czując się nieco niezręcznie, rozmawiając z nią po tym, jak ostatnio wybuchłam gniewem.

– Mimo wszystko… Mam pewien pomysł, ale chcę usłyszeć twoją opinię. Rodzeństwo ma naprawdę skomplikowaną relację i ciężko będzie naprawić ją jedną rozmową… ale czy nie uważasz, że Chikyuu też powinna z nimi teraz być?

– Chikyuu?

– Tak… Czuję, że cała czwórka powinna być teraz razem. Raczej od razu się nie pojednają, ale może będzie to pierwszy krok do zgody?

– Jak chcesz ją sprowadzić? Nie ma z nią kontaktu…

– Może… Kage mógłby nam pomóc? – podsunęła nieśmiało – To może nie być łatwe, ale mogłybyśmy chociaż spróbować…

Przemyślałam sprawę przez chwilę. Brak Chikyuu na przyjęciu faktycznie mógł zachwiać energię pomiędzy rodzeństwem. Jakby na to spojrzeć, brakowało jednego żywiołu… Przypomniałam sobie, co powiedziała Kuuki, kiedy przyszła odwiedzić Mizu, gdy ten dochodził do siebie po przemianie we wcielenie z ery Edo: Ciągle wam mówię, że powinniśmy się trzymać razem. Żywioły współistnieją, jeden przeplata się z drugim.”. Pomyślałam, że Sabine mogła mieć rację… To nie kłótnia z Kyoukim i Cielem obudziła w niej szalejącą Tempestas… to jej uczucia względem rodzeństwa. Chciała tylko, żeby się pogodzili… żeby zaczęli w końcu być dla siebie rodziną.

Kiwnęłam głową w odpowiedzi.

– Dobra, to może się udać – przyznałam, ściągając nieco brwi w zdeterminowaniu – Poprośmy Kage o pomoc.

Sabine uśmiechnęła się do mnie zachęcająco, a ja poczułam ulgę, że mimo tamtej sprzeczki wciąż tworzyłyśmy zgraną drużynę. Odwróciłyśmy się wspólnie, by zacząć wcielać w życie nasz plan, ale wtedy usłyszałyśmy zza siebie:

– A dokąd to?

Obróciłyśmy się z powrotem i ujrzałyśmy Yoru. Kiedy on się tu znalazł?!

– Po Kage, tak? Wszystko słyszałem… W końcu nie na darmo mam takie wielkie uszy – prychnął.

– Nie możemy siedzieć bezczynnie – oznajmiła Sabine – Sądzę, że Chikyuu również powinna porozmawiać z rodzeństwem, a nie znów być wykluczana.

Yoru spojrzał na nas z zamyśleniem, po czym skinął lekko głową.

– Coś w tym jest – zgodził się, ku naszemu zdziwieniu – Odprowadzę was do Kage.

– Zaraz… popierasz ten plan? – spytałam, może niezbyt inteligentnie.

– Obie jesteście powierniczkami mocy żywiołu – odrzekł – Też macie udział w losach świata, dziewczyny. Wasza intuicja może wam podpowiadać dobrze… Jeśli to rozwiązanie przyniesie w końcu pokój, jestem gotów wam w pełni zaufać. A teraz nie traćmy czasu, ruszajmy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz