Przede mną stała lisia kobieta wyglądająca na kitsune. Jej cera była jasna, a włosy poczochrane i różowe, z białymi końcówkami. Po obu stronach głowy miała nastroszone lisie uszy, a za jej postacią można było dostrzec dziewięć ogonów. Miała na sobie białe kimono z błękitnymi i czerwonymi dodatkami. Jej zęby oraz paznokcie były spiczaste. Czerwone oczy błyszczały gniewnie i czujnie. Kobieta wyciągnęła ręce i otoczyła mnie niebieskimi płomieniami, by odciąć mi drogę ucieczki.
– Kim jesteś i co tu robisz?! – wrzasnęła na mnie.
Uniosłam ręce do góry w obronnym geście.
– Spokojnie, nie chciałam zrobić nic złego! – zawołałam – Tylko się przechadzałam, właśnie szłam do domu...
– Kim jesteś?! – powtórzyła gniewnie.
– Izumi Tsuki – odpowiedziałam natychmiast – Uczennica drugiej klasy liceum...
Kitsune przyjrzała mi się uważnie.
– Izumi Tsuki... Gdzieś to już słyszałam – mruknęła pod nosem – Ach! Powierniczka mocy pana Mizu!
Kiwnęłam głową.
– Nie mam złych zamiarów – zapewniłam – Pilnujesz tej wiśni?...
– Oczywiście! – żachnęła się – Ty chyba nawet nie zdajesz sobie sprawy ze świętości tego miejsca!
– Świętości?... – zdziwiłam się.
Kitsune westchnęła i zgasiła płomienie.
– Tak myślałam – mruknęła – Słuchaj mnie teraz uważnie. Znajdujesz się przy najstarszej wiśni na świecie. Właściwie, pierwszej wiśni na świecie.
Wytrzeszczyłam oczy i przyjrzałam się drzewu raz jeszcze.
– Pani Chikyuu stworzyła ją wieki temu – ciągnęła lisia kobieta – Dlatego właśnie Japonia nazywana jest krajem kwitnącej wiśni. Ta tutaj określana jest również jako Wieczna Wiśnia. Jest strzeżona od momentu powstania. Jestem Akane, strażniczka Wiecznej Wiśni! – zawołała dumnie i wyprostowała się – W tym roku to ja zostałam wybrana... I oczywiście wiśnia nie zakwitła!
To powiedziawszy, Akane opadła na ziemię i westchnęła beznadziejnie. Opuściła ją pewność siebie i zrzedła jej mina. Wyglądała na załamaną, a mnie zrobiło się jej żal. Kucnęłam obok.
– Sądzisz, że to przez ciebie?... – zapytałam nieśmiało.
– Oczywiście! – jęknęła rozpaczliwie – Jestem największą ofermą wśród kitsune! Nigdy nic mi nie wychodzi... Cieszyłam się niezmiernie, gdy otrzymałam stanowisko strażniczki. Chciałam udowodnić wszystkim, że nie jestem skończoną porażką... Jednak najwidoczniej nią jestem. Wiśnia nie chce kwitnąć, a ja już nie mam pomysłu, dlaczego.
– Spokojnie – próbowałam ją pocieszyć – Wiosna przecież się jeszcze dobrze nie zaczęła. Mamy ledwie początek kwietnia! Wiśnia jeszcze zakwitnie.
– Ty nic nie rozumiesz... – westchnęła Akane – Wieczna Wiśnia kwitnie jako pierwsza. Zawsze. Jeszcze nigdy się nie zdarzyło, by zakwitła później niż reszta... Nawet, gdy w kwietniu był jeszcze śnieg.
Nie wiedziałam, co miałam jej powiedzieć. Czułam się nieco dziwnie, pocieszając nieznajomą, w dodatku na temat, o którym nie miałam pojęcia. Widocznie nie byłam w stanie jej pomóc, a rodzice wciąż czekali na mnie w domu. Czas iść.
– Przykro mi, Akane – rzekłam, wstając z ziemi – Mam nadzieję, że wiśnia jednak zakwitnie. Teraz muszę już iść...
Akane pociągnęła nosem, kiwając głową.
– Jasne – odparła słabym głosem – Trzymaj się.
Posłałam jej lekki uśmiech, po czym skierowałam się z powrotem do domu. Uszłam parę kroków, gdy Akane zawołała:
– Izumi!
Odwróciłam się.
– Dzięki, że chciałaś mnie pocieszyć... – dodała i spróbowała się uśmiechnąć.
~*~
Jak miło było zastać w domu rodziców, czekających na mnie ze świeżym, ciepłym obiadem. Zdecydowanie wolałam to niż odgrzewanie sobie jedzenia w mikrofali. Rodzice wyglądali na nieco zmęczonych, ale nie bardziej niż zwykle. Mama krzątała się po kuchni, przygotowując składniki na ciasto, które zamierzała upiec („Naszła mnie ochota na szarlotkę z cynamonem!"), a tato siedział przy stole i rozwiązywał krzyżówki. Lubił to robić dla odstresowania.
Oczywiście zostałam przepytana odnośnie pierwszego dnia w szkole. Tłumaczyłam rodzicom, że przecież to tylko kolejny rok szkolny, a z samą szkołą jestem zaznajomiona już dosyć czasu. Tata oznajmił, że jest ze mnie dumny i że dorastam. Zawsze czułam się zakłopotana w takich sytuacjach. Moja wina? Mama śmiała się i dodała, że pewnie coraz częściej wychodzę z domu. Opowiedziałam im, że faktycznie spotkałam się ze znajomymi po szkole, a potem poszłam na samotny spacer. Oczywiście ominęłam wszystkie nadnaturalne elementy dzisiejszego dnia, a szczególnie pocałunek z Mizu (chociaż to nie była fantazja). Zresztą, nie musiałam tego robić, by mama i tak podjęła temat mojego życia uczuciowego. Znowu.
– Kochanie, nie masz tam jakiegoś chłopaka w szkole? – zagadnęła, a tato odchrząknął nerwowo.
Ja sama prawie nie zakrztusiłam się pysznym makaronem z serem, który właśnie jadłam. Co miałam jej powiedzieć? „Nie, mamo. Nie interesują mnie tacy zwykli chłopcy. Wolę nieśmiertelnych władców żywiołów, którzy nawiedzają mnie w domu i całują znienacka"?
– Ani w szkole, ani poza szkołą – sprostowałam od razu – Chcę się skupić na nauce.
– O! – zawołał tata, jakby z ulgą w głosie – I to jest bardzo dobre podejście! Moja mądra dziewczynka!
Znów rozczochrał moje włosy z zadowoleniem. Mama spojrzała na niego podejrzliwie.
– Izuniu, ja tylko chcę wiedzieć, jako twoja mama – zapewniła – Cieszę się, że tak dobrze radzisz sobie w szkole, ale pamiętaj – szkoła to nie wszystko. Niech nie zapełnia twojej pięknej młodości do maksimum.
– Ależ Reiko – podjął tato – Przecież słyszysz, Izuś ma i dobre oceny, i mnóstwo znajomych, z którymi spędza czas. I to chyba ci sami, których poznaliśmy na twoim przyjęciu urodzinowym, kochanie?
– Owszem – potwierdziłam – No, oprócz Sabine, której nie było.
– Ach, Sabine Okawa... – przypomniała sobie mama – Sympatyczna dziewczyna, ale chyba niezbyt dobrze się uczy?
– Ona ma... problemy w domu – wyjaśniłam.
Przypomniałam sobie, jak spotkałam ją, gdy płakała, bo ojciec pobił ją pod wpływem alkoholu. Zastanawiałam się, czy dalej ją bił. Oprócz niego pozostawała jeszcze kwestia przemian w smoczycę po zmroku, ale o tym nie wspomniałam rodzicom.
– Och... – westchnął tata i kiwnął głową – Nic dziwnego w takim razie, że nie może się skupić na nauce.
Zrobiło się dosyć depresyjnie, a ja nie miałam ochoty obgadywać Sabine, więc pozmywałam po sobie i ogłosiłam, że pomogę mamie upiec ciasto. Ucieszyła się i wspólnie zabrałyśmy się do roboty.
~*~
W moim zakręconym życiu szczerze doceniałam momenty, które mogłam spędzić z rodzicami. Czas spędzony w kuchni z mamą wprawił mnie w świetny nastrój, bo niewiele miałyśmy takich okazji. W nocy myślałam jeszcze o Mizu, przez co sen przyszedł z trudem, jednak wreszcie mnie zmorzył. Spałam niespokojnie.
Następnego dnia obudziłam się ze świadomością, że nie chcę się dzisiaj ruszać z domu. Nie miałam ochoty iść do szkoły, chociaż wreszcie udało mi się zdobyć paru znajomych. Powodem nie byli więc oni. Czułam się po prostu jakoś nieswojo i cały czas myślałam o tym, co wydarzyło się pomiędzy mną a Mizu. Zdążyłam go już trochę poznać, więc byłam pewna, że będzie unikał mnie przez jakiś czas. Zawsze, kiedy robiło się niezręcznie, on znikał. Byłam przez to na niego zła, ale jednocześnie mu zazdrościłam – też chciałabym gdzieś zniknąć na jakiś czas, uciec od problemów. Racja, nie wiedziałam dokładnie, co wtedy robił, ale domyślałam się, że po prostu unikał nieprzyjemności. Z drugiej strony nie powinno mnie dziwić, że Mizu miał taką trudność do rozmawiania o uczuciach, kiedy to dla niego rzecz zupełnie nowa. Może powinnam być bardziej wyrozumiała.
Kiedy tata zapukał do drzwi mojego pokoju, uświadomiłam sobie, że ponownie zasnęłam. Zerwałam się z łóżka w panice i zaczęłam pospiesznie szukać swojego mundurka, tłumacząc przy tym tacie ze wstydem, że zaspałam. Z powodu braku czasu, na śniadanie zjadłam kawałek szarlotki, którą upiekłam wczoraj z mamą, a do szkoły podwieźli mnie rodzice (zlitowali się nad ich nieogarniętą córką). Biegłam przez parking do szkoły jak szalona, by się nie spóźnić. Już przy samym wejściu do klasy potknęłam się i byłabym upadła, gdybym się z kimś nie zderzyła. Krzyknęłam, gdy upadłam na jakiegoś ucznia, który w rezultacie poleciał na ścianę i złapał mnie automatycznie za ręce. Potrzebowałam chwili, żeby uzmysłowić sobie, że właśnie przyszpiliłam kogoś do ściany.
– Nic ci nie jest? – usłyszałam głos, który należał do chłopaka.
Zdezorientowana, podniosłam głowę, by na niego spojrzeć. Właścicielem głosu okazał się być Kaito Yukimura, kolega Arisawy z klasy. Był to szczupły chłopak średniego wzrostu, o kremowej, piegowatej twarzy, szarozielonych oczach i ciemnobrązowych włosach. Uśmiechnął się do mnie zadziornie.
– Przepraszam! – pisnęłam i odkleiłam się od niego – Mnie nic się nie stało, a tobie?...
Zaśmiał się.
– Wszystko gra. Nie wiedziałem, że tak na mnie lecisz, Tsuki – odparł, puszczając mi oczko, po czym odszedł.
Stałam przez chwilę i gapiłam się na niego w niedowierzaniu. Może ja dalej śniłam? Chciałam, żeby tak było, bo incydent widzieli inni uczniowie przebywający w tej chwili w korytarzu, czyli głównie moja klasa. Czując, że zaraz spalę się ze wstydu, pozbierałam resztki godności i weszłam do sali lekcyjnej.
~*~
To, że Hayato Minami nie był zbyt rozmownym chłopakiem, bardzo mi w tej chwili pasowało – w ogóle nie komentował zajścia sprzed lekcji, podczas gdy większość klasy coś szeptała i zerkała w moją stronę. Może wariowałam, ale wydawało mi się, że szeptali o mnie. Z całej siły próbowałam skupić się na temacie lekcji. Właśnie mieliśmy matematykę, więc mogłam przenieść myśli w sferę obliczeniową, co bardzo pomagało. Właśnie! Kiedy następnym razem będę miała zbyt dużo męczących myśli, porozwiązuję zadania z matematyki! (Powiecie, że brzmię, jakbym nie miała życia – być może wcale nie jesteście w błędzie).
Przyznam, że dziwnie było również widzieć się dzisiaj z Hikaru i Rosalie, skoro znałam ich sekret, a oni mój. Na długiej przerwie opowiedziałam Arisawie i Sabine o tym, czego się wczoraj o nich dowiedziałam. Byli zdziwieni, ale twierdzili, że także coś podejrzewali.
– A coś tak rano dzisiaj wbiegła do szkoły jak szalona? – zapytał Arisawa, zmieniając temat.
Zmarszczyłam brwi.
– O zgrozo, wszyscy wciąż o tym gadają? – zmartwiłam się.
– No powiedzmy, że Yukimura został przepytany o to zajście jak na przesłuchaniu – odparł, a ja westchnęłam.
– Przecież ja tylko się potknęłam... Zdarza się – stwierdziłam.
– Racja, ale wpadłaś przy tym na Kaito Yukimurę... – podkreśliła Sabine.
– I wyszło dosyć niezręcznie – dodał Arisawa – Dobra, Tsuki, nie przejmuj się tak. Ludziom szybko się znudzi, przecież nie popełniłaś przestępstwa. Takie ploty nie trwają zbyt długo.
– Racja – przyznała Sabine – A jak reaguje na to sam Kaito? Chyba nie ma tego za złe biednej Izumi? – zwróciła się do Arisawy.
– Coś ty! – zawołał w odpowiedzi, machnąwszy ręką – On chyba nawet... No, że się z tego cieszy, to za dużo powiedziane. Ale myślę, że mu się podobasz, Tsuki.
Zamurowało mnie.
– Co?! – krzyknęłam tak głośno, że mój głos poniósł się echem – Ja jemu? Ale... Znamy się tylko z widzenia!
Arisawa wzruszył ramionami.
– Wydaje mi się, że on buduje wizerunek pewnego siebie kolesia, ale w rzeczywistości jest nieśmiały – stwierdził, po czym ugryzł swoją kanapkę.
– Oooch, to na swój sposób romantyczne... – rozmarzyła się Sabine.
– Ale... To nie tak! – zaprotestowałam – To dziwne... Nie chcę ranić niczyich uczuć, ale mam deja vu. Już raz tak się komuś, ekhym, „spodobałam"...
– Nie przypominaj mi o tym kretynie Furukawie – mruknął Arisawa, marszcząc gniewnie brwi – Yukimura to zupełnie inny typ, tak mi się przynajmniej wydaje.
– A ty nie chciałabyś mu się podobać, Izumi? – zdziwiła się Sabine – Jest miły, przystojny, dobrze się uczy...
Czułam, że już dłużej tego nie wytrzymam i chociaż powinnam zacząć od początku i nie wyjeżdżać tak z tym nagle, przyznałam otwarcie:
– Całowałam się wczoraj z Mizu.
Arisawa i Sabine wytrzeszczyli na mnie oczy, co wyglądałoby dosyć komicznie, gdyby nie zjadał mnie wstyd. Dlaczego to powiedziałam? Wypaliłam to tak prosto z mostu, nawet nie przemyślawszy swych słów! Chyba zbytnio dręczyło mnie tłamszenie tego wszystkiego w sobie, bo mimo wszystko czułam ulgę, że to z siebie wyrzuciłam. Natychmiast spuściłam wzrok i oczekiwałam reakcji w stylu „ŻE CO ZROBIŁAŚ?!". Zamiast tego usłyszałam, jak Arisawa powiedział półgłosem:
– No to ładnie...
Spojrzałam na moich przyjaciół. Oboje chyba niezbyt wiedzieli, co powiedzieć.
– Jak do tego doszło? – zaciekawiła się Sabine.
Westchnęłam i odpowiedziałam im, że właściwie sama tego nie wiedziałam. Opowiedziałam, jak Mizu podobał mi się od jakiegoś czasu i jak ostatnio potrzebował wsparcia, więc przyszedł do mnie.
– A ja myślałem, że zauroczyłaś się pod wpływem przepowiedni – oznajmił Arisawa – No wiesz, taka siła sugestii. Że Mizu ci po prostu imponuje. Nie sądziłem, że to zajdzie dalej...
Poczułam, jak moje policzki przybierają barwę dojrzałych pomidorów.
– Ja... Ja sama nie wiem, co o tym wszystkim myśleć – przyznałam – Ale chyba on naprawdę mi się podoba...
Nagle usłyszałam, że Sabine szlochała. Ja i Arisawa spojrzeliśmy na nią ze zdziwieniem.
– Izumi, ja cię rozumiem... – łkała – Ja się zakochałam w Kasai'u...
Przytuliłam ją i zaczęłyśmy płakać razem. Arisawa spuścił powietrze z ust.
– Dziewczyny! – upomniał nas niczym surowy ojciec – Zrozumcie, że oni nie są dla was. To nieśmiertelne, potężne istoty, żyjące od początków świata... One widziały początki świata!
– Wiem, Arisawa, ale co ja poradzę? – zaszlochała żałośnie Sabine – I wiem też, że powiesz, że Kasai to potwór, ale ja znam go lepiej niż wy... Owszem, zachowuje się czasami karygodnie, ale w głębi duszy jest dobry... I troszczy się o mnie! Możecie przeczyć, ale ja wiem, że tak jest! – zaniosła się kolejną falą płaczu.
– Słuchaj, Sabine... – odezwał się Arisawa po chwili – Hej, spokojnie, zaraz mamy następne zajęcia! Nie chcę cię urazić, ale powiem to wprost: tak, uważam, że Kasai to potwór i morderca. Wysługuje się tobą, by zabijać. Kazał ci zabić Izumi, do cholery! Jak możesz czuć do niego coś innego niż obrzydzenie?...
– Arisawa! – krzyknęłam na niego karcąco – Nie bronię Kasai'a, bo doskonale rozumiem twoje podejście, ale posłuchaj też Sabine. Sama zauważyłam, że się o nią troszczy. Tylko o nią... Jeżeli Kasai kogokolwiek słucha, to wyłącznie Sabine.
– Dziękuję, Izumi... – wydusiła z siebie Sabine, nieco się uspokajając.
Przemknęło mi przez myśl, że to była dobra decyzja, by udać się na tej przerwie na dach szkoły, gdzie nikogo więcej nie było.
Arisawa westchnął głośno.
– Dziewczyny, trochę rozsądku! – zawołał – Bawicie się w jakieś nieszczęśliwe, dramatyczne historie miłosne! Powinnyście skupić się na życiu i odrzucić te fantazje... Wy naprawdę myślicie, że oni czują do was to samo? A nawet jeśli, to czy taki związek w ogóle ma szansę przetrwać?
Milczałyśmy. Doskonale wiedziałam, że te uczucia są spisane na straty. Miałam świadomość, że ciążyła nad nami ta chora przepowiednia. Ale jeśli ona się sprawdzi... Nie chcę zabrzmieć samolubnie, ale to fakt – wtedy taki związek będzie możliwy. Czy tego właśnie chciałam?
– Oczywiście o wiele prościej byłoby, gdyby Mizu był człowiekiem – stwierdziłam – Nie patrz tak na mnie, Arisawa. Nie mam na myśli, że zamierzam wypełnić przepowiednię. Uwierz, ostatnią rzeczą, której pragnę to, żeby Mizu stracił coś z mojego powodu. I to jeszcze nieśmiertelność!
Natychmiast po wypowiedzeniu tych słów przypomniałam sobie o Hikaru i Rosalie. To właśnie musiała poświęcić, by zyskać ludzką formę i być z Hikaru. Mówiła, że nie żałowała swojej decyzji, ale zastanawiałam się, czy czasem jednak jej nie żal. Czy Mizu, Kasai czy którekolwiek z rodzeństwa jest w stanie pokochać tak mocno, by oddać drugiej osobie całe swoje życie? To ogromne wyrzeczenie.
– Drogi Arisawa, ja również wcale nie planuję mojego związku z Kasai'em – sprostowała Sabine, jakby odzyskując zdrowy rozsądek – Ale nie mam zamiaru zaprzeczać, że jestem w nim zakochana. Bo jestem. Uważasz, że łatwo jest zmienić swoje uczucia? Nie będę ich zmieniać ani powstrzymywać, bo po prostu nie potrafię. Ja także nie mam zamiaru odbierać komuś czegokolwiek. Być może kiedyś pokocham kogoś innego, ale w obecnej chwili darzę tym uczuciem tylko Kasai'a.
Po tych słowach wstała z miejsca i poszła. Patrzyłam na Arisawę przez chwilę.
– On ją całkowicie omamił – stwierdził, kręcąc głową.
Zacisnęłam usta. Sama bałam się o Sabine, ale uważam, że Arisawa mimo wszystko był zbyt ostry. Ona była wrażliwą dziewczyną, która wiele wycierpiała, a mimo to była silna i nie poddawała się. Arisawa był w innej sytuacji – był w szczęśliwym związku ze zwykłą dziewczyną. Nie rozumiał nas. Co by było, gdyby sam zakochał się w nieśmiertelnej istocie? Czy rzeczywiście byłoby mu tak łatwo pogrzebać te uczucia? On chyba myślał, że ja i Sabine dostrzegłyśmy szansę w przepowiedni, żeby zostać dziewczynami Mizu i Kasai'a. Nie byłyśmy takie próżne, my tylko otwarcie mówiłyśmy o swoich uczuciach. Wiedziałyśmy, że to niewłaściwe, ale nie miałyśmy na celu odebrania im nieśmiertelności. Szczerze, mnie również zdziwiła postawa Sabine. Wiedziałam, że Kasai bywał opiekuńczy w stosunku do niej, ale nie miałam pojęcia, że żywiła do niego tak wielkie uczucie. Wzięłam jej stronę, bo miałam wyobrażenie tego, jak się czuła. Poza tym sama była świadoma tego, jak niebezpieczne potrafią być jej uczucia.
– Jesteśmy rozsądne, Arisawa – odezwałam się wreszcie – Zaufaj nam trochę bardziej.
To powiedziawszy, ja także zabrałam swoje rzeczy i opuściłam dach szkoły, zostawiając Arisawę samego.
~*~
Na historii znów nie potrafiłam uspokoić myśli. Pan Nakahara opowiadał o okresie Edo, a ja starałam się za wszelką cenę zmusić się do robienia notatek. Siedzący obok mnie Hayato natomiast słuchał i notował z przejęciem, co jakiś czas zaznaczając coś zakreślaczem. Kiedy pan Nakahara opowiadał, skupiałam się bardziej na jego gestach niż słowach. Zawsze nakreślał sytuację z przejęciem, żywo wymachując rękami. Miał donośny głos i czasem zdarzyło mu się go podnieść, gdy uznał jakiś fakt historyczny za wyjątkowo ekscytujący. Najśmieszniej słuchało się, gdy opowiadał o bitwach i wojnach, bo wczuwał się tak, jakby sam kogoś pokonywał. Czasem miałam wrażenie, że pobije się z tablicą. Prawdę mówiąc, nie zdziwiłabym się, gdyby rzeczywiście to zrobił, bo posturę miał jak zawodowy bokser. Do tego miał ogoloną głowę, przez co przezywaliśmy go umibozu (popularne w Japonii określenie na łysą osobę).
Nie wiem, czy z tej lekcji wyniosłam coś wartościowego, chociaż odkryłam całkiem interesującą dziurę w ścianie sali lekcyjnej i zapewne teraz będę się w nią filozoficznie wgapiać na zajęciach.
Reszta szkolnego dnia nie minęła jakoś szczególnie interesująco. Kilka razy widziałam Arisawę w korytarzu, najczęściej w towarzystwie Chizuru. Udało mi się też od czasu do czasu wypatrzyć Sabine, ale z żadnym z nich nie nawiązałam nawet kontaktu wzrokowego.
Po skończonych zajęciach pozostało mi już tylko zmienić buty i wrócić do domu. W szatni zaskoczył mnie Kaito, na którego o mało co nie wpadłam (znowu!). Wymieniliśmy zmieszane uśmiechy, a potem spróbowaliśmy się wyminąć, ale przez jakiś czas zachowywaliśmy się jak swoje lustrzane odbicia – ja dałam nogę w lewo, to on w prawo, więc dalej żadne z nas nie mogło przejść. W końcu zatrzymaliśmy się naprzeciwko siebie, wymieniliśmy spojrzenia pełne konsternacji i wybuchliśmy śmiechem. Część uczniów obecnych w szatni przyglądała się temu zdarzeniu i znów zaczęła szeptać coś między sobą. Nie umknęło to uwadze Kaito, który po chwili pochylił się lekko w moją stronę i rzekł półgłosem:
– Zaczekaj na mnie przed szkołą, Tsuki.
Część mnie nie chciała tego robić. Sytuacja ta w pewnym stopniu kojarzyła mi się z epizodem z Kouichim Furukawą, który przez głupi zakład skradł mi pierwszy pocałunek i ośmieszył mnie w gronie swoich kolegów. Teraz, gdy Kaminari Shinokiri była w naszej klasie, Kouichi sprawował się nieco lepiej. Gdy tylko zachowywał się chamsko w stosunku do dziewczyn, dostawał od Kaminari reprymendę lub kopniaka (w ekstremalnych przypadkach jedno i drugie). Niemniej jednak niemiłe wspomnienia pozostały, a sytuacja zdarzała się powtarzać. Poza tym nie byłam w stanie myśleć w ten sposób o kimś innym niż Mizu.
A jednak zatrzymałam się na szkolnym dziedzińcu i czekałam na Kaito. Stwierdziłam, że byłoby nieuprzejmym, gdybym sobie poszła, a nawet nie wiedziałam, czego ode mnie chciał. Może chciał wyjaśnić to nasze poranne spotkanie? Na przykład powiedzieć, żebym się nie martwiła plotkami, bo on tylko żartował? Jakoś nie uśmiechało mi się, żeby ogłoszono nas nową szkolną parą.
Miałam obawy, że mnie wystawi – każe mi czekać, a potem wymknie się gdzieś od tyłu, żebym stała tam jak idiotka. Na szczęście nie zdążyłam rozwinąć tych myśli, bo Kaito wyszedł ze szkoły dosyć szybko. Nie znałam go prawie wcale i nigdy nie potrafiłam stwierdzić, czy jego uśmiech był szczery – emanował ciepłem i sympatią, ale kryło się w nim coś łobuzerskiego. Albo tylko mi się wydawało, bo epizod z Kouichim to sugerował.
Kaito stanął obok mnie i posłał mi jeden z tych swoich uśmiechów. Ręce miał w kieszeniach, a jego torba była przewieszona przez ramię.
– Chciałem życzyć ci spóźnionego wszystkiego najlepszego z okazji urodzin – odparł.
Muszę przyznać, że byłam nieco zaskoczona.
– Dziękuję, Yukimura – odezwałam się nieśmiało.
Kaito uśmiechnął się ponownie i zaszurał butem w kamyczkach leżących na dziedzińcu. Niezbyt wiedziałam, czego ode mnie oczekiwał, a ja myślałam tylko o tym, co wydarzyło się rano.
– Słuchaj, ja nie chciałam wtedy na ciebie tak wpaść... – podjęłam.
– W porządku, Tsuki – przerwał mi Kaito – Szczerze mówiąc, możesz to robić częściej. Albo dać się zaprosić na kawę.
Zaśmiał się, a ja oniemiałam. Kaito nie czekał jednak na odpowiedź, tylko poszedł w swoją stronę, zostawiając mnie w szoku. Może oczekiwał, że pobiegnę za nim i rzucę mu się na szyję, krzycząc: „Oczywiście, marzę o tym!"? Ja jednak nie zrobiłam nic poza staniem w miejscu i gapieniem się w przestrzeń jeszcze przez jakieś dziesięć minut.
~*~
Drogę do domu spędziłam w autobusie, pogrążona w myślach. W innych okolicznościach pewnie przeszłabym się na nogach, korzystając ze świetnej pogody, ale mogłabym w tym stanie wpaść pod samochód. Zamiast tego siedziałam przy oknie, wpatrując się bardziej w brudną szybę niż to, co się za nią działo. Myśli przesuwały się w mojej głowie jak pokaz slajdów, później zaczęły się przenikać. Jeszcze wczoraj zapewniałam rodziców, że nie rozmyślam o chłopcach, a tym czasem aż dwóch zaprzątało mój umysł. Dalej byłam zdziwiona propozycją Kaito i tym, jak po prostu sobie poszedł, bez mojej reakcji. Może natychmiast pożałował swoich słów? Może rzeczywiście chciał, bym go zawołała? Przypomniałam sobie słowa Arisawy: „Wydaje mi się, że on buduje wizerunek pewnego siebie kolesia, ale w rzeczywistości jest nieśmiały". Czyżby bał się, że go odrzucę? Z drugiej strony, co on sobie w ogóle myślał? Przecież znamy się tylko z widzenia, a on zaprasza mnie na randkę! Zastanawiałam się, czy zrobił to pod wpływem dzisiejszego incydentu, czy też podobałam mu się od dłuższego czasu. Postawił mnie w niezręcznej sytuacji, a ja teraz muszę wymyślić, jak uprzejmie odmówić. Przecież nie będę wodzić biednego chłopaka za nos, skoro interesuje mnie ktoś inny!
Kiedy dotarłam do domu, rodziców jeszcze nie było. Przechodząc przez salon, przyłapałam się na szukaniu wzrokiem Mizu. Nie siedział jednak na kanapie ani nie było go nigdzie indziej. Nie odpowiadał nawet, gdy złożyłam ofiarę. Wiedziałam, że tak będzie.
Poszłam do pokoju się przebrać, po czym padłam na łóżko z głośnym westchnieniem. Yuki oczywiście zaraz wdrapała się obok mnie. Chciałam z kimś porozmawiać o tym, co się stało. Mamy nie było w domu, ale ona raczej odpadała. Jakby się dowiedziała, że ktoś mnie gdzieś zaprosił, za pewne doradzałaby mi to, a ja przecież nie powiem jej, że jest jeszcze ktoś taki jak Mizu, który naprawdę mi się podoba. Najchętniej zwierzyłabym się Sabine, ale nie wiedziałam w jakim była nastroju po tej rozmowie na długiej przerwie. Wahałam się przez chwilę, ale ostatecznie sięgnęłam po telefon i wybrałam jej numer.
– Halo? – odezwała się Sabine po drugiej stronie słuchawki.
– Hej – przywitałam się – Słuchaj, masz chwilkę? Chciałam ci o czymś opowiedzieć.
– Jasne, mów śmiało – zachęciła przyjaznym tonem.
Wzięłam oddech i opowiedziałam jej o tym, co zaproponował mi Kaito. Sabine skomentowała to krótkim „o rany", po czym dodała:
– Więc ty naprawdę mu się podobasz!
Przytuliłam się do poduszki.
– Ale my się nawet nie znamy... – westchnęłam.
– Może właśnie chce cię poznać? – podsunęła Sabine.
– W ten sposób? Przecież widujemy się codziennie w szkole! – zauważyłam – Dlaczego tam ze mną nie porozmawia?
– Faceci są dziwni – mruknęła Sabine – Ciężko jest mi to stwierdzić, bo, jak sama powiedziałaś, nie znam go. Na twoim miejscu poobserwowałabym trochę jego zachowanie. Może odkryjesz jego intencje.
– Tak, masz rację – przyznałam – Powinnam zachować ostrożność. Nie chcę powtórki z rozrywki...
– Izumi, jesteś rozsądna – odparła Sabine – Nie rozmyślaj tak o tym, przecież nikt nie może cię do niczego zmusić.
Chciałam podziękować jej za rozmowę, ale usłyszałam w słuchawce inny głos, dobiegający z oddali. Jakaś kobieta powiedziała coś po niemiecku, na co Sabine odpowiedziała:
– Ich komme schon! Halo, Izumi? – wróciła – Muszę już kończyć, okay?
– Jasne, dziękuję, że mnie wysłuchałaś – pożegnałam się i zakończyłam połączenie.
Zastanawiałam się, kim była kobieta, która zawołała Sabine. Pomyślałam, że może była teraz w trakcie spotkania rodzinnego, skoro część jej rodziny pochodziła z Austrii.
Wieczorem, gdy rodzice wrócili z pracy, poinformowali mnie, że jutro znów wyjeżdżają w delegację. Pomyślałam sobie: „O, dawno nie wyjeżdżaliście...", ale oczywiście im tego nie powiedziałam. Mieli jutro pociąg około czwartej nad ranem, więc praktycznie od razu po przyjściu z pracy i zjedzeniu ciepłego posiłku umyli się i poszli spać. Żeby ich przypadkiem nie obudzić, starałam zachowywać się jak najciszej. Siedziałam w swoim pokoju z Yuki, odrabiając lekcje i słuchając muzyki w słuchawkach. Mizu wciąż się ze mną nie skontaktował.
Nieco później zabrałam ze sobą piżamę i podreptałam do łazienki. Zanim tam weszłam, dostrzegłam dziwne światło sączące się spod drzwi. Poczułam przyspieszone bicie serca i powoli nacisnęłam klamkę. Pewnie nie powinnam tego robić, ale chciałam sprawdzić, co było źródłem tego światła. Otworzyłam drzwi powoli, lekko drżąc. To, co zobaczyłam, zdezorientowało mnie.
W powietrzu unosił się promieniujący owal, świecący zielonkawym światłem. Czułam bijącą od niego energię i po chwili zdałam sobie sprawę z przerażeniem, że mimowolnie znajduję się coraz bliżej niego. Zaparłam się nogami, ale to niewiele dało. Ponownie chwyciłam klamkę od drzwi, upuszczając przy tym piżamę, jednak siła promieniująca od świetlistego kształtu okazała się być większa. Nie zdążyłam krzyknąć, a światło wessało mnie całą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz