sobota, 19 czerwca 2021

Rozdział VI

 Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że będę chowała się za Kasai'em, gdy ten rozmawiał z Mizu, starając się go uspokoić, nie uwierzyłabym – ale teraz właśnie tak było. Ukradkiem przyjrzałam się obecnej postaci Mizu.

Miał włosy spięte w kucyk i nosił na sobie granatowe kimono oraz czarne haori, oba ze wzorem w fale. Z tyłu haori zauważyłam również znak kanji oznaczający wodę. Gdy Mizu wcześniej wynurzył się z jeziora, jego oczy zabłysnęły na widok Kasai'a.

– Bracie – rzekł – Czy przybyłeś pomóc mi w zemście?

Kasai wyglądał na zmieszanego. Coś w nim chyba rzeczywiście tęskniło za tym wcieleniem Mizu, ale możliwe, że również się go bał.

– No cześć... Dawno nie widziałem cię takiego – odparł.

– Jakiś czas temu żałowałeś, że taki nie jestem – przypomniał Mizu, unosząc się nad taflą jeziora – A teraz?

Kasai przełknął ślinę. Ja i Sabine kryłyśmy się za drzewem, wystarczająco blisko, aby dostrzec jego mieszane uczucia, ale dosyć daleko, żeby Mizu nas nie zauważył.

– Teraz nie powinno tak być... – westchnął Kasai – Słuchaj, bracie... Musisz wrócić do swojej obecnej postaci.

– Moja obecna postać stoi przed tobą. Oto ona – oznajmił stanowczo Mizu.

– Właśnie problem tkwi w tym, że nie – odparł Kasai, po czym położył dłonie na ramionach brata – Zmieniłeś się od tamtego czasu, nawet nie raz. Tylko ja zostałem prawie taki sam. Ja, nie ty. Ty jesteś teraz o wiele wrażliwszy. Może i stałeś się mięczakiem, ale widać wychodzi ci to na dobre... Poznałeś w końcu tę twoją Izumi i dzięki niej poczułeś coś, czego żadne z nas wcześniej nie czuło.

Mizu zmarszczył czoło i zabrał ręce Kasai'a ze swoich ramion.

– A więc jesteś po jej stronie – prychnął – Miała przyprowadzić do mnie Tohiro Imagawę, a tymczasem gdzie jest? Popędziła do ciebie po pomoc, żebyś mnie zmusił do zwolnienia jej z tego zadania? Nie mogę wrócić do mojego nowego wcielenia, zanim nie dokończę spraw poprzedniego. Czekałem na zemstę tyle lat...

– Mizu, przestań... – jęknął Kasai – Odpuść sobie tę terakotę, przecież nawet nie wiesz, gdzie on teraz jest.

– Wiem, że żyje i przebywa gdzieś w Japonii – oznajmił cierpko – Nie odpuszczę. Znieważył mnie i musi za to zginąć, wiesz o tym. Nie pamiętasz już, co z takimi robiliśmy?

– Mam ci przysmażyć tyłek, żebyś oprzytomniał? – warknął Kasai, tracąc cierpliwość.

Ogień na jego włosach zafalował w przypływie gniewu. Wymieniłam z Sabine zaniepokojone spojrzenia. Mizu uśmiechnął się kpiąco.

– Nawet nie zdążyłbyś spróbować – odparł – Chyba nie doceniasz moich możliwości. Chcesz ich doświadczyć na własnej skórze?

– A proszę bardzo! Zmieniłeś fryz i już ci się wydaje, że jesteś nie wiadomo kim! – krzyknął Kasai, wyraźnie zdenerwowany.

Jego ręce zapłonęły, a Mizu przywołał do siebie falę wody z jeziora. Bracia stali naprzeciwko siebie, patrząc na siebie z nienawiścią, a napięcie między nimi rosło z każdą chwilą.

– Musimy coś zrobić! – szepnęłam do Sabine – Bo ci dwaj zaraz zdemolują pół miasta!

– Ale co właściwie? – jęknęła cicho Sabine, przestraszona – Jak mamy tu ściągnąć Kasai'a, żeby Mizu nas nie zauważył?

Wbiłam w nich wzrok. Po chwili rzucili się na siebie, wdając się w zawziętą walkę. Woda rozbryzgiwała się na wszystkie strony, a ogień szalał i wybuchał coraz żywszym strumieniem. Spojrzałam nerwowo na Sabine.

– Przyzwij go! – poleciłam – Odejdźmy gdzieś i złóżmy ofiarę.

– Nie wiem, czy to zadziała, ale chyba musimy spróbować... – westchnęła Sabine.

Ostrożnie opuściłyśmy naszą kryjówkę, a ja starałam się nie przyglądać się szaleńczej bitwie dwóch przeciwstawnych żywiołów. Odetchnęłam z ulgą, gdy ja i Sabine znalazłyśmy się na moście mieszczącym się obok drogi nad jeziorem. Stąd widziałyśmy dwóch braci bardzo dobrze, a oni byli zbyt zajęci atakami, aby nas dostrzec.

– Skąd weźmiemy ofiarę? – zapytałam.

– Ech, najlepszy byłby jakiś owoc, tylko że musiałabym chyba pobiec po niego do sklepu... – westchnęła Sabine.

– Może to nie jest najlepszy czas i miejsce na to pytanie, ale czemu owoc tak właściwie?

– Cóż... Zwykle ludy czczące ogień składały przez wieki ofiary całopalne, którymi najczęściej były zwierzęta, a czasem i ludzie... Jednak niektórzy palili również swoje plony, więc stwierdziłam, że to chyba najbezpieczniejsza opcja – wyjaśniła Sabine, uśmiechając się krzywo – Mów, że usprawiedliwiam Kasai'a, ale to ci, którzy składali mu ofiary, zdecydowali o ich formie. Jako powierniczka jego mocy staram się to zmienić, a on na szczęście zaczął przekonywać się do owoców – dodała z ciepłym błyskiem w oku – Dobra, nie mamy czasu do stracenia! Ja lecę po jakiegoś owocka, a ty tu czekaj i obserwuj sytuację. Przyzwę Kasai'a i wpadniemy po ciebie.

Kiwnęłam głową, a Sabine pobiegła w dalszą część miasta. Najbliższy sklep spożywczy znajdował się nieco bliżej centrum, a jezioro było na obrzeżach miasta. Miałam nadzieję, że nie zajmie jej to dużo czasu.

Zostałam sama, co jakiś czas rozglądając się, czy ktoś tędy nie przechodził, bo mógłby nieźle oberwać. Na dole toczyła się zacięta walka, w której Mizu wyraźnie dominował. Strumienie wody wirowały wokół niego i atakowały z impetem Kasai'a, który starał się kontratakować, jednak jego płomienie prawie natychmiast po wznieceniu zostawały gaszone. Również jego ogniste włosy po kontakcie z wodą wyglądały jak zwykłe ludzkie, jednak zachowywały ten nietypowy kolor a właściwie kolory – mieszankę czerwonego, pomarańczowego, złotego oraz dosłownie odrobinę granatowego. Pierwszy raz chciałam powstrzymać Mizu i bałam się o Kasai'a, przez co czułam się zupełnie jak w alternatywnej rzeczywistości. Woda rozbryzgiwała się na wszystkie strony, sycząc w kontakcie z coraz słabszymi płomieniami usiłującymi przejąć nad nią kontrolę. W pewnym momencie fala uderzyła w Kasai'a z taką siłą, że zmiotła go z ziemi i odrzuciła parę metrów dalej tak, że ten uderzył plecami w drzewo. Wydałam z siebie niemy okrzyk, ze zgrozą obserwując, jak Mizu powoli szedł w stronę brata, napawając się dominacją i siłą. Kasai zakaszlał i usiłował się podnieść, ale wtedy zauważył przed sobą mały płomyk wirujący wokół niego, który pojawił się dosłownie chwilę temu. Uśmiechnął się słabo pod nosem, rzucił Mizu pretensjonalne spojrzenie, po czym dotknął płomienia i zniknął. Domyślałam się, że właśnie tak wyglądało przyzywanie z drugiej strony.

Mizu stał jeszcze chwilę, zdezorientowany, a potem odwrócił się ze złością, by wystrzelić w niebo strumień wody, którym miał dobić brata, i wtedy mnie zobaczył.

Rzuciłam się do ucieczki, ale Mizu wzbił się w powietrzu na swoim strumieniu wody i po chwili stał na moście.

– Ostrzegałem, Izumi Tsuki! – wrzasnął – Albo przyprowadzisz mi Tohiro Imagawę, albo nie wracaj wcale! No i co? Gdzie on jest?!

Wbiegłam z rozpaczą na jezdnię i wtedy poczułam falę gorącego powietrza. Obok mnie zmaterializowali się Kasai i Sabine, a potem niczym efekt domina kilka rzeczy nastąpiło jedna po drugiej – Mizu rzucił się na nas, Sabine pociągnęła mnie za bluzkę, a Kasai przycisnął dwa palce do mojego czoła, po czym się teleportowaliśmy.

Miejsce, w którym się znaleźliśmy, przypominało duszną jaskinię, u góry jednak dostrzegłam otwór na niebo. Zdezorientowana, spojrzałam na Sabine, która była w swojej pół-smoczej postaci, a Kasai opadł zdyszany na zimne skały.

– Już wszystko jest dobrze – pocieszała Sabine – Izumi, jak się czujesz w tej formie?

– Jakiej for-... – urwałam, bo właśnie zauważyłam, że moje ciało było gdzieniegdzie pokryte czarnymi łuskami. Miałam także kolczasty ogon.

– Kasai chwilowo zmienił cię w pół-smoczycę, żebyś wytrzymała we wnętrzu wulkanu – wyjaśniła Sabine.

Rozejrzałam się i zaparło mi dech w piersiach. Rzeczywiście, byliśmy w wulkanie. Ja, Sabine i Kasai znajdowaliśmy się na skalnej półce dosyć blisko otworu u góry, a w dole, wokół basenu lawy, przemieszczało się mnóstwo pół-smoków i pół-smoczyc – niektórzy latali, a ci pozbawieni skrzydeł chodzili po skałach. Istoty te były głównie w kolorach pomarańczowo-czerwono-żółtych i większość z nich nie miała skrzydeł, ale pół-smoki innych kolorów zwykle je miały. Niektórzy mieli spiczaste uszy, inni kolczaste i błoniaste. Przypomniałam sobie plemię pół-smoków z Kotliny Konga i panującą wśród nich hierarchię, która potwierdzała się również tutaj – niższe rangą pół-smoki od czasu do czasu kłaniały się tym ważniejszym. Zdałam sobie sprawę, że Kasai zamienił mnie w najniższą rangą, bezskrzydłą pół-smoczycę i choć zastanawiało mnie, czy resztki sił były tu jedynym powodem, nie drążyłam już tematu.

W ścianach wulkanu zauważyłam również otwory do pieczar, w których najwyraźniej mieszkały te stworzenia. To było królestwo Kasai'a, które wydawało mi się dosyć niebezpieczne, ale piękne.

– Czy Mizu nie spróbuje złamać waszej przysięgi i dostać się tutaj? – zmartwiła się Sabine, odgarniając włosy z czoła wycieńczonego Kasai'a.

– Nie, i tak musiałbym tu go najpierw zaprosić, a wybaczcie, w najbliższym czasie nie chciałbym raczej się z nim widzieć – mruknął – Zresztą, nawet gdyby wtargnął tu siłą, w tym miejscu to i tak ja mam największą moc.

Nagle w basenie lawy coś zabulgotało i wyłonił się z niego wielki kształt. Zaparło mi dech w piersiach, gdy piękny, złocisty smok wynurzył się z lawy i rozpostarł migoczące skrzydła, by wzbić się w górę i zionąć ogniem prosto przez otwór wulkanu. Stworzenie następnie skierowało się ku nam, a ja z niepokojem wycofałam się w głąb skalnej półki.

– Savitri! – zawołała wesoło Sabine, po czym wstała i podeszła bliżej stworzenia, by pogłaskać je po nosie – Jak się miewa jajo? Wszystko w porządku?

Smok parsknął, na co Sabine uśmiechnęła się życzliwie.

– Izumi – rzekła, odwracając się w moją stronę – Chodź, nie bój się! Poznaj, proszę, kochaną smoczycę Savitri, która niebawem zostanie matką. Jej jajo jest w fazie wyklucia i dojrzewa w lawie.

Niepewnie podeszłam bliżej, konfrontując się z błyszczącymi oczami smoczycy, przypominającymi pomarańczowy topaz. Ostrożnie dygnęłam przed tym szlachetnym zwierzęciem, a ono parsknęło dwoma kółkami pary w moją stronę, przez co zakaszlałam.

– Polubiła cię! – zawołała radośnie Sabine.

Smoczyca tyrpnęła Kasai'a nosem, po czym oddała mu pokłon, a ten uśmiechnął się krzywo i poklepał ją po pysku.

– Tak, dziękuję, Savitri – odparł – Już mi lepiej, zaraz dojdę do siebie.

Savitri parsknęła raz jeszcze, a potem wyprostowała się i dała nura z powrotem w basen lawy. Byłam pod wrażeniem.

– Jakim cudem nigdy aż dotąd nie widziałam smoka, skoro są takie ogromne? – zastanowiłam się na głos.

– Są jeszcze dużo większe od Savitri, uwierz – odrzekł Kasai – A nie widziałaś ich dlatego, że otrzymały ode mnie dar ukrywania swojej obecności i zmiany rozmiaru. Musiałem interweniować, bo krótko po ich stworzeniu ludzie zaczęli na nie polować. Ludzie polują na wszystko.

Niestety nie umiałam z tym polemizować.

– Co będzie z tym Imagawą? – spytała Sabine, zmieniając temat.

– Czekaj, właśnie myślę – stwierdził Kasai – Na pewno nie możemy pozwolić mojemu szalejącemu bratu, żeby go schwytał. Najlepiej chyba będzie go jakoś ostrzec... I oczywiście znaleźć sposób, żeby Mizu wrócił do swojego potulnego i ciamajdowatego wcielenia.

Posłałam mu zdenerwowane spojrzenie, ale zanim zdążyłam coś powiedzieć, odezwała się Sabine:

– Kim on tak właściwie był, że Mizu ma w nim wroga?

– On miał wtedy wrogów w wielu... – mruknął Kasai.

Sabine chciała coś jeszcze dodać, ale jej uwagę przyciągnęła jakaś sceną odgrywająca się w dole.

– O, nie! – zawołała, szybko zrywając się z ziemi – Ta jędza znów męczy biedną Lin!

To powiedziawszy, rozłożyła skrzydła i zleciała w dół, a Kasai westchnął.

– Sabine Okawa, obrończyni świata – skomentował z przekąsem, po czym podniósł się ze skał – Dobra, nasza podrabiana pół-smoczyco – zwrócił się do mnie, otrzymując kolejne mordercze spojrzenie w odpowiedzi – Resztę planu ustalimy na dole. Trzymaj się mnie.

Kasai wyprostował się i wtem z tyłu jego pleców wyrosły rozłożyste, smocze skrzydła. Jego uszy zmieniły się w kolczaste i błoniaste, a w dodatku wyrósł mu ogon. Objął mnie, abyśmy razem mogli wzbić się w powietrze, ale ja czułam się bardzo nieswojo. Wkrótce jednak wylądowaliśmy na skałach przy basenie lawy, tuż obok wzburzonej Sabine kłócącej się z niewzruszoną Akumu.

Pomiędzy nimi na skałach leżała jakaś pół-smoczyca z pomarańczową skórą i jasnożółtymi włosami związanymi w cztery kucyki. Akumu z założonymi rękami przygniatała ją stopą do ziemi, a Sabine zanosiła się gniewem, aż jej dłonie zapłonęły czarnymi płomieniami. Na jej rękach dostrzegłam więcej łusek niż ostatnio.

– Spokój, spokój! – zagrzmiał Kasai, po czym beztrosko opadł na swój skalny tron znajdujący się nieopodal na podwyższeniu, a po jego obu stronach płonęły pochodnie.

– Widzisz, co ona wyprawia?! – wrzasnęła Sabine, machnąwszy płonącą ręką.

Tak rozgniewanej Sabine jeszcze nigdy nie widziałam. Miałam wrażenie, że zaraz wymierzy Akumu płonącą pięścią prosto w twarz.

– No co? Ja tylko pokazuję robakowi, gdzie jego miejsce – oznajmiła beztrosko Akumu, przyciskając pół-smoczycę jeszcze bardziej do ziemi, na co jęknęła boleśnie.

– Akumu, zostaw Lin – rozkazał stanowczo Kasai, a Sabine ugasiła płomienie i spojrzała na niego z dumą – Wracaj do swoich obowiązków, nie dręcz innych!

Urażona Akumu puściła pół-smoczycę Lin, a ta wydukała słabe "dziękuję", ukłoniła się przed Kasai'em, po czym wskoczyła do basenu lawy i tyle ją widzieliśmy. Zastanawiałam się, czy w lawie żyło więcej smoków lub pół-smoków tak jak syreny i trytony w oceanie, morzu czy jeziorze.

– Oczywiście – wycedziła przez zęby Akumu – Wracam do swoich obowiązków – dodała znudzonym tonem.

– Świetnie – odparł Kasai – I lepiej nie zapominaj, że najwyżej w tej hierarchii i tak stoję ja.

– Naturalnie, mój panie – odpowiedziała Akumu bardzo niegrzecznie, z wyraźną ironią w głosie, po czym sparodiowała pokłon i odleciała.

– Widzisz! – zawołała Sabine – To jest idealny moment, aby zwolnić ją ze stanowiska najwyższej kapłanki za niesubordynację wobec władcy ognia!

– Sabine, już to przerabialiśmy – westchnął Kasai – Jej rodzina służy mi od lat, a zresztą Akumu także ma swoje zalety. A teraz może skupimy się na znacznie poważniejszej kwestii?

Sabine nie wyglądała na przekonaną, jak również i ja, ale Kasai miał rację – wciąż nie ustaliliśmy planu.

– Dobrze, więc Mizu twierdzi, że Tohiro Imagawa jest gdzieś w Japonii – zaczęłam – Jednak to mała podpowiedź.

– Może i wystarczająca – odparł Kasai – Myślę, że Savitri wytropi go bez problemu.

– No tak! – ucieszyła się Sabine – Smoki to bardzo mądre stworzenia, w dodatku mają świetną pamięć!

– Przepraszam, będziemy... lecieć na smoku? – przestraszyłam się.

– Gdybym wiedział, gdzie on jest, sam mógłbym nas tam teleportować – Kasai wzruszył ramionami – Ale skoro nie wiem, niech poprowadzi nas tam Savitri.

Musiałam więc zmierzyć się z moim lękiem wysokości, bo nie wiedziałam, ile czasu mieliśmy, zanim Mizu sam odnajdzie Tohiro Imagawę. A może już go znalazł i dokonał zemsty? Nie chciałam nawet o tym myśleć.

 

~*~

 

Jakiś czas potem wylecieliśmy z wulkanu na grzbiecie złocistej smoczycy, która została uprzednio poinformowana, kogo miała wytropić. Sabine wyjaśniła po drodze, że smoki i pół-smoki mogły się komunikować, a przebiegało to tak, jak gdyby odpowiadały im w myślach.

Kasai otworzył portal, dzięki któremu znaleźliśmy się w Japonii, a tam prowadziła nas Savitri. Starałam się nie patrzeć w dół, bo lot na smoku był już wystarczająco niekomfortowy i bez lęku wysokości. Dodatkowo powoli traciłam smocze cechy wyglądu, a Sabine wróciła do ludzkiej postaci. Na szczęście skóra Savitri dawała przyjemne ciepło, więc mogłyśmy się ogrzać.

– To kim tak właściwie jest ten Imagawa? – podjęłam, żeby przestać myśleć o nieprzyjemnym locie.

– Hm, to właściwie nietypowa historia – zaczął Kasai – Bo Tohiro Imagawa urodził się... jeżeli można tak to określić, jako wojownik z terakoty. Z tego, co wiem, pewien Japończyk dużo później przywiózł go do swojego kraju, a tam jakimś cudem został ożywiony. Nie mam pojęcia, jak to się stało, jednak podejrzewam, że przyczyniła się do tego jakaś czarownica od Chikyuu, one potrafią robić takie rzeczy. W każdym razie okazało się, że w tej terakocie przed laty uwięziono duszę młodego wojownika, a ożywienie posągu wskrzesiło go. Wojownik niewiele pamiętał z poprzedniego życia, jednak nie zapomniał, jak walczyć. Okazał się być niepowstrzymany, a służył w klanie Imagawów. Część tego rodu próbowała odsunąć od władzy Tokugawę, a Tohiro, którego klan Imagawów przyjął wkrótce jako swojego, był jednym z najzacieklejszych przeciwników Tokugawy.

– A Mizu takich usuwał... – wtrąciłam z niepokojem.

– Ja też mu w tym pomagałem... – przyznał Kasai, próbując ukryć wstyd – W każdym razie Tohiro Imagawa nieźle zalazł Mizu za skórę. Wkrótce stał się i jego przeciwnikiem, wybił mnóstwo wodnych stworzeń tylko dlatego, że pochodziły od Mizu. Tohiro Imagawie było obojętne, z kim walczył, chciał tylko rozlewu krwi. Był coraz bardziej nieobliczalny...

– I co się z nim działo przez tyle lat? – zaciekawiła się Sabine.

– Zniknął – odrzekł Kasai – Bez śladu, nagle pewnego dnia po prostu go już nie było. Niektórzy powiadali, że zastygł znów w posągu z terakoty. Mizu tropił go jeszcze bezskutecznie długie lata, aż w końcu przeistoczył się w inne wcielenie i odpuścił. Mimo to Tohiro Imagawa musi gdzieś być, skoro Savitri nas do niego prowadzi.

Ja i Sabine milczałyśmy. Faktycznie, zawiła ta historia. Osobiście uznałabym, że po tylu latach Tohiro Imagawa mógł już nie żyć albo rzeczywiście stać się znów posągiem. Co, jeśli Savitri doprowadzi nas do terakotowej statuy? Wyobraziłam sobie Mizu tłukącego posąg w ramach zemsty. Chyba nie o to mu chodziło.

Wkrótce Savitri rozpoczęła lądowanie, a ja czułam, jak żołądek podchodził mi do gardła. Znajdowaliśmy się w górach pokrytych mgłą, gdzie nie było zbyt wiele widać. W przełęczy dostrzegłam jednak drewnianą chatkę, do której najwyraźniej prowadziła nas smoczyca. Zawisła nad nią tak, byśmy mogli bezpiecznie zsiąść. Kasai mi w tym pomógł, a gdy już czułam grunt pod nogami, poczułam się bezpieczniej. Sabine podziękowała Savitri i poleciła jej odpocząć nieco, zanim wyruszymy w drogę powrotną. Smoczyca odleciała w stronę górskiego jeziora, zapewne, by napić się nieco wody.

Stanęliśmy przed chatką.

– To tutaj? – zapytałam.

– Najwidoczniej – westchnął Kasai, po czym zapukał w drzwi.

Cisza.

Kasai zapukał jeszcze parę razy, ale ostatecznie zdecydował się popchnąć drzwi, a te otworzyły się z przeciągłym skrzypnięciem.

Ostrożnie weszliśmy do środka; najpierw Kasai, potem Sabine i ja. W chatce płonęło drewno w kominku dające miłe ciepło. Przestrzeń była niewielka, meble podniszczone, a w dodatku wszystko było spowite panującym tu półmrokiem. Chatka wyglądała raczej na opuszczoną, jednak skoro paliło się w kominku, ktoś tu być musiał. Spróchniała podłoga skrzypiała nam pod stopami, gdy ostrożnie badaliśmy wnętrze. Na ścianach pełno było zawieszonych noży, co zdecydowanie nie podobało się żadnemu z nas.

Znajdowało się tu jeszcze dwoje zamkniętych drzwi, jednak nie dało się ich otworzyć. Stanęłam pod jednymi z nich i zaczęłam nasłuchiwać. Wydawało mi się, że słyszałam czyjeś chrapliwe oddychanie. Może w środku był Tohiro Imagawa, który po prostu spał? Z podekscytowania i uczucia tajemniczej grozy, serce zaczęło mi mocniej bić.

– Słuchajcie, ktoś tu chyba jest... – odezwałam się konspiracyjnym szeptem, jednak od razu potem krzyknęłam z przerażeniem.

Drzwi, do których przylgnęłam, nagle obróciły się do środka, zabierając mnie ze sobą.

Znalazłam się w ciemnym pomieszczeniu, na którego ścianach znajdowało się jeszcze więcej noży i wiele innych, dziwacznych, najczęściej zardzewiałych przyrządów. Nie miałam czasu jednak dokładnie obejrzeć pokój, bo największą uwagę przyciągał stojący przede mną w niewielkiej odległości mężczyzna o niepokojącym wyglądzie. Miał jasną, szarawą skórę, długie, bordowe i postrzępione włosy spływające w nieładzie na ramiona. Grzywka opadała mu na czoło, częściowo przysłaniając opaskę na lewym oku. Tęczówka prawego oka była natomiast jasnofioletowa, przyglądająca mi się obłąkanym wzrokiem. Pod okiem miał podłużną bliznę, a podobnymi rozcięciami obdarzone były jego kąciki ust, jak gdyby ktoś chciał mu je poszerzyć. Te natomiast wyginały się w przerażającym uśmiechu, obnażając ostre kły.

Mężczyzna nosił na sobie białą, bawełnianą koszulę od kimono oraz czarną hakamę związaną obi w tym samym kolorze. Pod szyją miał zawiązaną krwistoczerwoną chustę. Na stopach miał skarpety tabi oraz sandały geta na małym podwyższeniu. Z tyłu pleców wyrastały mu skrzydła z mnóstwem czarnych piór. Mężczyzna przyszpilił mnie do drzwi, a przy gardle trzymał mi brudny nóż.

– Dzień dobry, włamywaczu – oznajmił, wciąż uśmiechając się przerażająco. Jego głos był spokojny, mimo to sprawiał, że przechodziły mnie ciarki – Jakież to cenne składniki do eksperymentów chciałabyś mi ukraść? Dziób kappy, ogon kitsune? A może wręcz przeciwnie, zgłaszasz się na dawczynię? Twoje oczy wyglądają bardzo ciekawie, może mógłbym sobie jedno pożyczyć?

To powiedziawszy, sięgnął do przepaski, aby ją podwinąć, ale szybko zacisnęłam powieki. Od drugiej strony drzwi słyszałam hałasy i poważnie martwiłam się o Kasai'a i Sabine.

– Proszę, wysłuchaj mnie! – krzyknęłam – Szukam Tohiro Imagawy, muszę go ostrzec!

Skrzydlaty mężczyzna zaciekawił się i rozluźnił uścisk. Ze strachem powoli otworzyłam oczy, ale na szczęście opaska ponownie zakrywała oko.

– Nikt taki tu nie mieszka, masz nieaktualne informacje – odrzekł – On teraz nazywa się Hiroto i wiedzie inne życie. Przed czym miałabyś go ostrzegać, dziewczynko?

Nie podobał mi się pomysł wyjawienia, kto tak właściwie mu zagrażał, bo ten szaleniec mógłby napaść na Mizu, czego naturalnie nie chciałam. Wolałam znaleźć się z powrotem w tamtej izbie, bo było mi coraz duszniej i nie wiedziałam, co działo się z moimi towarzyszami.

– Czy on tutaj jest? Proszę, muszę z nim porozmawiać – jęknęłam.

Mężczyzna roześmiał się.

– Naprawdę myślisz, że tak łatwo cię puszczę? Kto jeszcze z tobą jest? – spytał półszeptem, ponownie przystawiając mi nóż do gardła. Poczułam lekkie ukłucie.

– Wyjdź i sam zobacz – odezwałam się cicho, próbując za wszelką cenę zachować spokój – Nie pożałujesz...

– Kto z tobą jest? Kto, kto?! – pytał z podekscytowaniem, nieco podskakując, a ja bałam się o swoje gardło.

– Smoki... – jęknęłam, po czym przełknęłam nerwowo ślinę.

– Smoki?! – powtórzył z niebezpiecznym błyskiem ekscytacji w oku, po czym zabrał nóż i przekręcił klucz w drzwiach, aby następnie je popchnąć i wypaść przez nie ze mną do izby – Gdzie te smoki? Chętnie przyjmę ich kły, ich języki!

– Kyouki, cicho!

Mężczyzna, który krzyknął, również miał czarne, opierzone skrzydła. Zauważyłam Kasai'a i Sabine spętanych czarnymi obłokami, iskrzącymi od małych żyłek błyskawic. Zauważywszy moją obecność, mnie również uwięził w takim obłoku, a Sabine krzyknęła moje imię.

– Spokojnie, błagam, przestańcie tak nerwowo podchodzić do sytuacji – jęknął ten sam mężczyzna.

Był wychudzony i wysoki. Miał szarą skórę oraz szare, nieco rozczochrane włosy z czerwonymi końcówkami. Jego podkrążone oczy błyszczały szkarłatem, a nosił na sobie obcisły, skórzany strój oraz czarne glany. Obok niego stał jeszcze jeden nieznajomy – nieco niższy, trochę zgarbiony. Miał czarne, długie włosy związane w kucyk, jasną, porcelanową cerę oraz fioletowe oczy patrzące na nas łagodnie i potulnie. Nosił fioletowe kimono, a na ramiona zarzucone miał lawendowe haori. W ręku trzymał złożony parasol wagasa.

– Ciel, ale tu są smoki!... – krzyknął Kyouki, po czym dostrzegł Kasai'a – Co? Ty?! Ach, okłamałaś mnie, tak?!

– Kyouki, zamknij się – wycedził Ciel przez zęby – Panie ognia, kontynuuj.

Wskazał na Kasai'a, a ten westchnął, podczas gdy na jego twarzy malowało się znużenie.

– Więc, skoro mój brat przyjął to wcielenie, chcieliśmy ostrzec pana Imagawę, że ten go szuka – odrzekł – I tyle, a my nie wiemy, jak przywrócić go do normalności.

– P-pan Mizu mnie szuka?... – zakłopotał się mężczyzna w fioletowym kimonie – To chyba źle, co nie? Co ja tam mu nabroiłem?

Chwila... TO był Tohiro czy tam Hiroto Imagawa? To był nieustraszony wojownik żądny krwi, siejący chaos i grozę, jeden z największych wrogów Mizu? Ten zaspany, nieporadny, chuderlawy mężczyzna to był on?... Cóż, muszę przyznać, że... inaczej go sobie wyobrażałam.

Hiroto krzyknął i złapał się za głowę, a Ciel i Kyouki z przerażeniem go podtrzymali.

– Walcz z tym, nie zamieniaj nam się tu w bestię – polecił stanowczo Ciel.

– To by było ciekawe, zważywszy na naszych gości – mruknął Kyouki – Ale słuchaj braci, zostań lepiej tym potulnym dzieciakiem!

– Braci?... – zdziwiłam się, chociaż to nie była jedyna rzecz, której nie rozumiałam. Było ich całe mnóstwo.

– Przybrany brat to wciąż brat – stwierdził Ciel i przytrzymał Hiroto mocniej, a ten przestał się szamotać sam ze sobą i opadł bezsilnie, ale bracia nie pozwolili mu upaść.

– Uff... Już po wszystkim – westchnął Hiroto – Przepraszam, ja już nie jestem taki jak kiedyś. Otrzymałem drugą szansę, teraz żyję w pokoju ze światem.

– Nie chodzi nam o to, że masz walczyć z panem Mizu – sprostowała Sabine – Nie chcemy cię mu wydać, przybyliśmy tylko z ostrzeżeniem.

– Sytuacja musi być poważna, skoro sam pan ognia się tu pofatygował! – oznajmił Kyouki z niepokojącym zadowoleniem, po czym podszedł do Kasai'a – Może ja mógłbym pomóc? Zobaczę się z Mizu, chwilka i po sprawie... To będzie bardzo ciekawe spotkanie.

– Akurat! – prychnął Kasai – Nie waż się go tknąć, tengu!

Muszę przyznać, że to, jak Kasai w tym momencie bronił Mizu, nieco mnie rozczuliło. Czyli jednak mu na nim choć trochę zależało.

Nagle ziemia zadrżała, a Ciel spojrzał na nas nieufnie. Myślałam, że to Savitri wylądowała w pobliżu, jednak chwilę później rozległ się szum wody. Ciel nas puścił i wszyscy natychmiast wybiegliśmy z chatki.

Naszym oczom ukazała się przerażająca scena. Olbrzymia kałamarnica z wijącymi się mackami wspinała się po górze, a na jej grzbiecie siedział nie kto inny jak Mizu w swoim niszczycielskim wcieleniu.

– Wziął ze sobą krakena?! Do reszty oszalał! – wrzasnął Kasai.

– Sprowadziliście go tu?! – zawołał przerażony Hiroto.

– Nie, to nie my! Musiał nas jakoś wytropić! – jęknęłam.

Jedna z macek usiłowała nas dosięgnąć, ale natychmiast się cofnęła, bo nagle nadleciała zionąca ogniem Savitri.

Mizu zeskoczył z kałamarnicy i skrył się w wodnej powłoce, po czym uniósł się na naszą wysokość.

– Kazał pan, musiał sam – skwitował – Kasai, dobrze ci radzę, zabierz tego smoka, bo mój kraken go rozwali. A! Jest i Tohiro Imagawa!

Hiroto trząsł się z przerażenia, a Kyouki i Ciel osłonili go własnymi ciałami. W tle rozgrywała się walka między krakenem a Savitri, a ja w tym momencie bardziej niż kiedykolwiek pragnęłam tylko być z powrotem w bezpiecznym domu.

– Nie ruszaj naszego brata! – zawołał Kyouki, a Mizu uśmiechnął się kpiąco.

– Brata? Co, stworzyłeś sobie nową tożsamość, Imagawa? – prychnął – Mieszkasz teraz z tengu i ventusem? Ach, no tak, was też znam... Ciel, dziecię rozpaczy, ty jeszcze nie odebrałeś sobie życia?

– Niestety nie – mruknął, a Kyouki szturchnął go w bok.

– Odejdź stąd! – krzyknął Hiroto – Nazywam się teraz Hiroto i jestem innym człowiekiem. Wizje z poprzedniego życia wciąż mnie nawiedzają, ale to już przeszłość.

– Przeszłość... – zakpił Mizu – Też zmieniłeś wcielenie? Przestań udawać, dziś nadszedł dzień, gdy wreszcie zapłacisz za swoje zbrodnie! Wszystkie.

To powiedziawszy, przywołał do siebie dwa wodne bicze i wycelował nimi w Hiroto. Ten odskoczył gwałtownie, a Ciel ruszył mu na ratunek, posyłając w stronę Mizu potężną błyskawicę. Normalnie w kontakcie z wodą powinna uśmiercić Mizu, jednak ta tylko przeszyła go, jakby coś go połaskotało. Bójka się rozpoczęła, a ja byłam przerażona.

Kyouki i Ciel dzielnie bronili brata, a Kasai rzucił się w stronę Mizu, aby go powstrzymać. Ja i Sabine podbiegłyśmy z przerażeniem do Hiroto, który właśnie upadł z bólem na ziemię i zaczął się po niej wić, mimo że wcale niczym nie oberwał.

– Co ci się dzieje? – zawołałam z wielkim niepokojem, ale on nie potrafił nawet wydobyć z siebie słowa.

– Izumi, zbyt znajomo mi to wygląda! – stwierdziła nerwowo Sabine – On się przeistacza!

– Co?! W siejącego grozę wojownika Tohiro?!

– Być może! Hiroto, słyszysz mnie?! Spokojnie, wszystko jest dobrze! Jesteś dobry!

Przytrzymywałyśmy go z całych sił, ale on rzucał się i krzyczał, jak gdyby miał atak padaczki. W pewnym momencie otworzył szeroko oczy i wydał z siebie głęboki okrzyk – okrzyk bojowy.

Jego oczy zaszły czerwienią, twarz natychmiast zmieniła wyraz na złowrogi. Wstał gwałtownie z ziemi, odpychając nas brutalnie, po czym chwycił swoją parasolkę wagasa, która w uścisku jego dłoni przemieniła się w ostrą katanę.

– Drżyj, plugawy łotrze, oto nadchodzę, aby cię zgładzić! – krzyknął z całej siły, a wszyscy z wyjątkiem Mizu potwornie się przeraziliśmy.

– Nie! – krzyknął Kasai.

– No nareszcie, Tohiro Imagawa! – zawołał zadowolony Mizu, odpychając od siebie brata – Stań do walki, zaraz poniesiesz śmierć!

Mizu i Hiroto rzucili się na siebie i wdali się w zaciętą bijatykę, niszcząc wszystko, co napotkali na swojej drodze.

Kyouki i Ciel rzucili się z atakiem na Mizu, ale Kasai ich odepchnął, a mnie przypomnieli się pół-smoczy bracia, Jaz i Joto.

– Nie, nie tak! – zawołał Kasai – Trzeba powstrzymać Mizu, obudzić w nim jego obecne wcielenie. W tej postaci nie odpuści sobie, dopóki nie zmiecie waszego brata z powierzchni ziemi!

– Ale jak?! – krzyknęli jednocześnie Ciel i Kyouki.

– Izumi Tsuki – rozkazał Kasai – Ty musisz to zrobić.

 

~*~

 

Znów siedziałam na grzbiecie Savitri, której przeciwnik musiał skryć się w wodach, by uleczyć oparzenia. Mizu wydawał się wcale nie przejmować swoim krakenem, którego najwidoczniej potraktował tylko jako środek transportu. Towarzyszyli mi Kasai i Sabine, a pod nami toczyła się walka. Ciel i Kyouki próbowali uspokoić Hiroto, a do mnie należało przywrócenie Mizu do jego najnowszego wcielenia, co wydawało mi się niemożliwe.

Podlecieliśmy bliżej nich, uważając, żeby przy tym nie oberwać. Sabine uspokajała Savitri i instruowała ją, a Kasai nas osłaniał.

– M-Mizu! – krzyknęłam, ale nie zareagował, więc spróbowałam głośniej – MIZU!

Spojrzał na mnie tylko przelotnie i wymierzył kolejny cios z wodnej kuli prosto w Hiroto, a ten odskoczył i przeciął wodną kulę swoją kataną. Wodny pocisk rozbryzgał się w powietrzu.

– Jestem trochę zajęty! – zakpił Mizu, po czym zaatakował Hiroto strumieniem przypominającym gejzer.

– Mizu, musisz mnie posłuchać! – błagałam, wychylając się lekko z grzbietu Savitri – Proszę, posłuchaj mnie!

Podobnie właśnie Kyouki i Ciel krzyczeli do Hiroto, ale ten nie dawał się rozpraszać.

– Mizu, kiedyś taki byłeś, ale teraz masz nowe wcielenie!

– Nie chcę już o nim słyszeć. Zostanę taki na zawsze, taki, jaki jestem teraz!

– Ale to nie takiego ciebie poznałam! Nie takiego ciebie polubiłam... Chcesz wrócić do czasów, gdy byłeś samotny? Bez przyjaznej duszy obok?

– Po co to komu, jak można uzyskać siłę samemu, nie trzeba jej z nikim dzielić!

– Ale tak jest łatwiej, dzielić coś z kimś... – westchnęłam, czując, że to wszystko nie miało sensu.

Mizu nie chciał mnie słuchać, wciąż atakował Hiroto z zawziętością, a ten kontratakował jak maszyna stworzona do walki.

Spojrzałam bezradnie na Sabine, zbyt zajętą mówieniem do Savitri. Potem przeniosłam wzrok na Kasai'a, a ten machał ręką, żebym próbowała dalej.

Przyszedł mi do głowy chyba najgłupszy pomysł ratunku w dziejach, ale nic innego nie miałam w zanadrzu.

Siedzę w pokoju, gdzie tylko stłuczone szkło

Krew na tym szkle, kawałków tych już nie złożę

Małe, białe światło zgasło w czerni morza

Ten pełny szkła pokój to właśnie jest moja głowa

Wszyscy obecni spojrzeli na mnie jak na wariatkę, że właśnie zaczęłam śpiewać. Nawet Mizu oderwał się od walki i oddychając ciężko, przyglądał się mi intensywnie.

Mnie nie zmienisz, lecz proszę, ratuj!

Zaśpiewał głośno, po czym zaczął szarpać się ze samym sobą jak Hiroto przed chwilą, a ten niestety wykorzystał okazję i pchnął go kataną, przez co Mizu spadł z góry.

– NIE! – krzyknęłam jednocześnie z Kasai'em i Sabine.

Savitri zanurkowała w powietrzu, by Mizu mógł spaść na jej grzbiet. Ten bezwiednie prześlizgnął się po nim w dół i zawisł na ogonie, ale Kasai szybko zmienił się na moment w słup ognia, by po chwili znaleźć się tuż przy Mizu i go złapać. Przyniósł go do nas, a my uklękłyśmy przy nich. Mizu był ranny i nie wyglądało to dobrze. Jego włosy natychmiast się skróciły, nieco pociemniawszy, a sylwetka przybrała kształt nastoletniego chłopaka jak wcześniej.

   – Mizu! – krzyknęłam, ale on nie reagował – Mizu, otwórz oczy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz