Mizu mówił zupełnie na poważnie, że chciał uczyć się ode mnie żyć jak zwykli śmiertelnicy. Była niedziela rano, a ja spałam głęboko jak Śpiąca Królewna. Poszłam spać wcześniej niż zwykle, wreszcie mi się to udało. Z błogiego i głębokiego snu zbudził mnie hałas dobiegający z dołu. Słyszałam, jak coś spadło na płytki i się roztrzaskało. Zerwałam się z łóżka. Yuki syczała w moim pokoju. To nie mogła być ona ani rodzice, którzy teraz byli poza domem. Bałam się, że kolejna magiczna kreatura chciała mi namieszać w życiu. Zeszłam ostrożnie na dół i nasłuchiwałam. Słyszałam szuranie dobiegające z kuchni. Dyskretnie zajrzałam do środka i zobaczyłam Mizu, pochylającego się nad płytkami i zamiatającego z nich kawałki ceramiki na szufelkę.
– Co ty robisz?... – zapytałam, stając w progu.
– Ostrożnie, lepiej tu nie wchodź! – zawołał, a potem spojrzał na mnie miną winnego szczeniaczka – Chciałem ci zrobić niespodziankę...
– No to zrobiłeś – westchnęłam z przekąsem.
– Sorki... – zakłopotał się Mizu – Ale przynajmniej jedzonko ocalało.
To powiedziawszy, wskazał na blat, gdzie automatycznie skierowałam wzrok. Na desce do krojenia leżały kanapki z sałatą, serem żółtym, pomidorem i szczypiorkiem.
– Och... Zrobiłeś mi śniadanie? – mile się zaskoczyłam.
Mizu uśmiechnął się i skinął głową.
– Chciałem cię przeprosić za ignorowanie ciebie... – dodał, po czym podniósł się i wyrzucił potłuczone kawałki talerza do kosza.
– Wybaczyłam ci, ale śniadanie jak najbardziej przyjmę – odrzekłam i zaśmiałam się.
Chwilę później siedzieliśmy razem przy stole. Zajadając pyszne kanapki, zdałam sobie sprawę, że byłam w samej piżamie (o stanie moich włosów po przebudzeniu nie wspomnę, ale w sumie one zawsze były rozczochrane). Zawstydziłam się nieco. Mizu siedział naprzeciwko mnie i popijał zieloną herbatę z kubka.
– Chciałbym spędzić z tobą dzisiejszy dzień, Izumi, jeśli masz ochotę – oznajmił.
Poczułam futerko Yuki, ocierające się o moje stopy, a chwilę później usłyszałam mruczenie. Przełknęłam.
– Chętnie, jednak mój dzień będzie się dziś składał głównie z nauki – odrzekłam – Ostatnio nie miałam czasu, żeby przysiąść nad lekcjami.
– No weź, to dopiero pierwszy tydzień szkoły... Masz już tyle roboty? – zdziwił się Mizu.
– Trochę tego jest – przyznałam – Wolę się uczyć regularnie, żeby nie nazbierało się zbyt dużo materiału naraz.
– Ciekawe, jakbym się sprawdził jako uczeń – zamyślił się.
Uśmiechnęłam się lekko.
– Możesz się przekonać. Poopowiadam ci o rozmnażaniu się bakterii, chcesz posłuchać?
– Uczycie się takich rzeczy?...
– Na biologii, tak. Mogę ci pokazać mój podręcznik.
– Eee... Dzięki, ale nie – odparł, ale zaraz zmienił zdanie – Albo w sumie tak. Skoro chcę się przyzwyczaić do waszego życia...
– A potem pouczymy się też historii, nie będzie tak źle – obiecałam.
– Historia? – Mizu się ożywił – Tym razem to ja mogę ci co nieco opowiedzieć. Nie zapominaj, że mam dosłownie wiekowe doświadczenie.
Niby byłam tego świadoma, ale nigdy tak o tym nie myślałam. Przeszył mnie lekki dreszcz na myśl o tym, że Mizu był naocznym świadkiem niektórych wydarzeń, które były historią sprzed kilkuset lub nawet kilku tysięcy lat. Pobieranie nauki od kogoś takiego było z pewnością czymś niezwykłym.
~*~
Jakiś czas potem, gdy już odbyłam poranną toaletę i ubrałam się, siedliśmy do nauki. Finalnie zaczęliśmy od matematyki, bo przypomniałam sobie, że jutro miałam pomóc Daichiemu i jego koledze.
– Co to jest? – spytał Mizu, wskazując na jedno ze zdjęć materiału, które przesłał mi Daichi.
– Funkcja wykładnicza. Nie wiem, czy coś ci to mówi... – odparłam.
– Nic a nic – przyznał Mizu – Ale chętnie posłucham.
Nie miałam za bardzo pomysłu, jak opowiedzieć o konkretnym rodzaju funkcji komuś, kto nie znał nawet jej podstawowej definicji, a więc zrobiłam małe streszczenie podstaw.
– Izumi, hej... – przerwał mi Mizu – Nie przejmuj się, jeśli nie zrozumiem. Nie wyobrażam sobie zresztą, że miałbym teraz przyswoić całą szkolną wiedzę, którą ty zdobywasz od kilku lat. Ja tylko posłucham – uśmiechnął się lekko.
Kiwnęłam głową, odwzajemniając uśmiech, i przeszłam do dalszych wyjaśnień. Taka forma nauki przypominała raczej powtarzanie i uczenie się na głos niż w grupie.
Z funkcjami wykładniczymi nie miałam większego problemu. Czułam, że byłam gotowa wytłumaczyć to również jutro. Następnie przeszliśmy do biologii i obiecanego rozmnażania się bakterii.
Mizu siedział naprzeciwko, oparty o stół usłany podręcznikami i zeszytami. Był ubrany w szary T-shirt i jeansy. Jego włosy były w lekkim nieładzie, co wyglądało osobliwie estetycznie. Wpatrywał się we mnie i słuchał uważnie, nawet jeżeli temat nie był zbyt interesujący. Tak bardzo chciał przerzucić się na moje życie. Obawiałam się, że w porównaniu do tych wszystkich niesamowitych elementów jego dotychczasowego życia moje własne okaże się dla niego nudne i nie będzie zadowolony, prowadząc podobne. Bałam się, że rozczaruje się mną, że moja osoba go znudzi. Chciałam go rozczytać, gdy siedział tak naprzeciwko mnie. Co mógł myśleć? Czy było to czymś w stylu: „Szkoda, że wcześniej nie chodziłem do szkoły, ja i Izumi moglibyśmy być w tej samej klasie" czy raczej: „Nie, nie chcę, żeby tak wyglądało moje życie, oby przepowiednia jednak się nie spełniła"? Nie mogłam wyprzeć tych myśli z głowy, choć wiedziałam, że powinnam skupić się teraz na omawianym materiale, bo to w końcu ja będę z niego sprawdzana, a nie Mizu. Całą siłą woli musiałam skupić się na bakteriach, a nie było to zbyt łatwe.
W międzyczasie podjadaliśmy chrupki z miski, która stała na blacie stołu. Yuki leżała na krześle obok mnie i drzemała, zwinięta w kłębek. Wyobraziłam sobie, że cała magia nie istniała. Mizu był moim szkolnym kolegą, który dodatkowo mi się podobał, i uczyliśmy się razem w niedzielne południe, a jutro pójdziemy razem do szkoły. Nie było żadnych przepowiedni, mocy żywiołów, niebezpieczeństw. Wszystko było zupełnie normalne. Chciałam takiego życia?
Gdy wreszcie skończyłam naukę biologii, odetchnęłam z ulgą. Mizu patrzył na mnie przyjaźnie. Miałam ochotę na małą przerwę.
– Może poszlibyśmy na krótki spacer? – zaproponował, jakby czytał mi w myślach – Wyglądasz na nieco zmęczoną.
– Dobry pomysł – przyznałam.
Wstałam od stołu i wyspałam jeszcze nieco karmy dla Yuki do jej miski, zanim poszliśmy.
~*~
Kwietniowe powietrze było jeszcze trochę chłodne, więc zarzuciłam na ramiona cienki sweterek. Szliśmy obok siebie, a ja rozglądałam się nieco po okolicy. Na gałęziach niektórych drzew wyrosły już młode listki w kolorze świeżej zieleni. Słońce od czasu do czasu chowało się za chmurami przelatującymi leniwie po niebie, popychanymi przez lekki wiatr. Było spokojnie, nieco sielankowo. Dzieciaki sąsiadów korzystały z pogody i jeździły na rowerach, grały w klasy lub skakały na skakankach. Z zakrętu na chodniku wyłoniły się znajome postaci. Arisawa szedł na przedzie, pchając wózek Yume, a za nimi szli objęci ich rodzice. Uśmiechnęli się do nas przyjaźnie. Zerknęłam na Mizu. Gdy się mijaliśmy, oboje powiedzieliśmy „dzień dobry", a Arisawowie nam odpowiedzieli. Nawet mała Yume pomachała grzechotką. Nie rozmawialiśmy dłużej, tylko wyminęliśmy się i poszliśmy w swoje strony.
Mizu i ja dotarliśmy do parku. Wieczna Wiśnia wciąż nie zakwitła, a ja zastanawiałam się, jak miewała się Akane, jednak nigdzie jej nie widziałam.
– Czyli została nam tylko historia? – zapytał Mizu, wyrywając mnie z zamyślenia.
Kiwnęłam głową.
– Zgadza się, potem wreszcie weekend – zaśmiałam się.
Mizu uśmiechnął się.
– A jaką konkretnie epokę będziemy omawiać? – zainteresował się.
– Teraz jesteśmy na okresie Edo – odpowiedziałam, a Mizu zrzedła mina. Zmarszczyłam lekko czoło.
– Och...
– Coś nie tak?
Mizu spojrzał na mnie ze zmartwieniem i wstydem.
– Cóż... Można powiedzieć, że wtedy byłem... Nieco nieokrzesany – przyznał przyciszonym głosem, unikając kontaktu wzrokowego – Wiesz, od czasu do czasu zmieniamy swoje wcielenia, czyli...
– Wiem, Kuuki mi o tym opowiadała – przerwałam mu – Mizu... Jeżeli to dla ciebie niemiłe wspomnienie, możemy to odpuścić. Sama się pouczę, nic nie szkodzi – odparłam i uśmiechnęłam się zachęcająco.
– Nie... Obiecałem – oznajmił – Nie chcę cię znów zawieść.
– Nie zawiedziesz – zapewniłam – Nie będę cię zmuszała, byś wracał do przykrej przeszłości.
– Właśnie powinienem się z tym wreszcie zmierzyć... – westchnął Mizu i spojrzał na mnie – Boję się, że po tym, co usłyszysz, nie będziesz chciała już mnie znać... Skupię się w największym stopniu na faktach historycznych, obiecuję.
– Mizu... – ujęłam jego dłoń – To było kiedyś. To nie nasza przeszłość definiuje, kim jesteśmy, ale to, co z nią zrobimy.
– Tak myślisz?... Może masz rację... – odparł Mizu i uśmiechnął się lekko, marszcząc nieco czoło – Wracajmy więc... Mam nadzieję, że nie będziesz żałować tego, na co się zgodziłaś.
~*~
Rozsiedliśmy się na kanapie w salonie. Na stoliku do kawy położyłam podręcznik i mój zeszyt do historii oraz zrobione przez nas wcześniej kanapki. Widziałam, że Mizu było ciężko, jednak wziął podręcznik i znalazł w nim rozdział o okresie Edo. Rzucił okiem na pierwszą stronę i wziął wdech.
– Okay... Początkiem tego okresu nazywa się dojście do władzy niejakiego Iyeasu Tokugawy – oznajmił i zapatrzył się na chwilę w jego podobiznę zamieszczoną w podręczniku – Taaak, znałem gościa...
– Osobiście? – zawołałam, wybałuszając oczy.
– No powiedzmy – odparł Mizu – Każdy przywódca ma w sobie coś niepokojącego według mnie. Musi to być osoba ambitna, zdecydowana, a także budząca respekt... Wrażliwa na potrzeby innych, ale jednocześnie czasem obojętna. Jednak prowadzenie wojen i podbojów wymaga, by znieczulić się względem wroga, nie żałować go... A tymczasem manipuluje się nawet „własnymi" ludźmi, okrada ich z majątku i godności. Władza mnie... Przeraża.
– A jednak... Ty władasz wodami i wszystkimi stworzeniami, które w nich żyją – zauważyłam – Mówiłeś też, przy naszym pierwszym spotkaniu twarzą w twarz, że uwielbiasz widzieć strach w oczach... Pamiętasz?
Mizu zarumienił się na różowo-turkusowo.
– Tak... – odparł nieśmiało – Wtedy, przyznaję, powiedziałem to, bo chciałem wzbudzić w tobie strach i respekt... Poczucie władzy, tak, właśnie to, co przed chwilą skrytykowałem. Moje wcielenie z epoki Edo jednak było o wiele gorsze, uwierz... Wtedy, gdy się spotkaliśmy, tylko się zgrywałem. Kiedyś... Kiedyś zachowywałem się tak zupełnie na poważnie, śmiertelnie poważnie. Pracowałem dla Tokugawy...
– Wiedział o twoich mocach?... Wiedział, że jesteś strażnikiem wody?
– Nie – odrzekł Mizu, kręcąc głową – Ukrywałem swoją moc, nie miałem nawet powiernika. Byłem zbyt nieufny, zbyt dumny, by się nią z kimś dzielić. Myślałem, że rosnę w siłę, a tymczasem tylko coraz bardziej fiksowałem, a moja moc stawała się coraz bardziej nieokiełznana i niebezpieczna...
Milczał chwilę, wpatrując się w podobiznę Tokugawy.
– Robiłem okropne rzeczy, Izumi – powiedział, patrząc na mnie z gorzkim poczuciem winy tkwiącym w turkusie jego oczu – Eliminowałem przeciwników Tokugawy, niezależnie od tego, czy mnie prosił czy nie. I przez eliminację rozumiem zabójstwo... Ja ich zabijałem. Jednego po drugim.
Zadrżał i skulił się, blednąc z przerażenia, a potem skrył twarz w dłoniach. Ostrożnie pochyliłam się, by na niego spojrzeć.
– Nie ty, Mizu... Jedno z twoich poprzednich wcieleń – szepnęłam uspokajająco.
– Nie mogę tak usprawiedliwiać wszystkich moich czynów... – westchnął.
Jego twarz opanowały teraz tak głęboki żal i poczucie winy, że poczułam, jakby moje serce się ścisnęło.
– Ale teraz znasz prawdę... Taki byłem – dodał Mizu, patrząc na mnie przez palce.
– Byłeś... Kiedyś – przyznałam – Nie zmienisz przeszłości, ale masz wpływ na przyszłość. Trudno jest zostawić ją za sobą, ale właśnie tam powinna być...
– Izumi... Ty jesteś jak ciepłe, pulsujące światło w ciemnej, zimnej szczelinie, gdzie wszystko wydaje się beznadziejne – powiedział półgłosem, patrząc na mnie tak intensywnie, że się zarumieniłam.
Jego spojrzenie mnie wzruszyło. Uśmiechnęłam się delikatnie, a on ujął moją dłoń w swe obie dłonie, pochylając się nad nimi.
– Możesz mi nie wierzyć... – odezwał się – Ale przeżyłem już tyle epok, spotykałem przeróżnych ludzi... I nigdy nie poznałem kogoś takiego jak ty.
Czułam, jak moje policzki robią się jeszcze cieplejsze. Położyłam drugą dłoń na jego ramieniu i pochyliłam się, by czule ucałować go w policzek. Mizu wyglądał na zaskoczonego, ale po chwili się uśmiechnął.
– Przepraszam... Miałem skupić się na faktach historycznych... – westchnął ze słabym uśmiechem na ustach.
– Nie szkodzi... Otworzyłeś się przede mną i dziękuję ci za to – odrzekłam.
Mizu przyglądał mi się przez chwilę, a potem zajrzał do podręcznika i przeczytał na głos akapit, dodając od czasu do czasu coś od siebie. Tym razem jednak chciał ograniczyć komentarze, jakby wstydził się tego, co już powiedział. Nie mogłam go za to winić. Trudno było przyznawać się do swoich błędów. Słuchałam go uważnie, dziwiąc się raz jeszcze, że Mizu faktycznie w tych wydarzeniach brał udział.
Czytał dalej, opowiadając o okresie Edo, jak gdyby były to wydarzenia z ostatniego miesiąca. Czasem pogrążał się w myślach na parę chwil, bo, jak mówił, musiał sięgnąć w głąb swoich wspomnień, by przypomnieć sobie niektóre rzeczy. Nie wszystko pamiętał dokładnie, lecz wspierał się informacjami zawartymi w podręczniku. Zauważyłam, że od pewnego momentu robił mniejsze przerwy na przywoływanie wspomnień, ale krzywił się delikatnie, prawie niezauważalnie.
– Mizu... – przerwałam – Coś się dzieje?
– Nie, tylko... Trochę boli mnie głowa – oznajmił.
– Może zrobimy przerwę? Odpocznijmy trochę od nauki – zaproponowałam.
– Nie trzeba, wszystko jest-... – nie dokończył, bo złapał się za głowę i syknął z bólu, upuszczając podręcznik do historii na podłogę.
– Mizu? – przestraszyłam się – Mizu, co się dzieje? Przyniosę ci tabletkę na ból głowy!
Ledwo zerwałam się z kanapy, poczułam wstrząśnienie pod stopami i upadłam na podłogę. Yuki, która jeszcze przed chwilą jadła karmę z miski, najeżyła się i zamiauczała piskliwie. Obróciłam się i zobaczyłam podejrzane, niebieskie światło promieniujące od Mizu, jak fale energii. Jego postać zafalowała i na chwilę stała się wodną sylwetką, a potem na powrót osobą, która nie wyglądała jednak zupełnie jak Mizu.
Niebieskie światło ustało. Mizu siedział chwilę z głową ukrytą w dłoniach. Wstałam z podłogi, chcąc podejść bliżej, jednak wtedy on podniósł się z kanapy i na mnie spojrzał. Jego oczy wpatrywały się we mnie przeszywająco. Nie były one jednak turkusowe jak zazwyczaj, lecz stalowoniebieskie i groźne. Jego włosy przybrały lazurową barwę i wydłużyły się do łopatek. Ramiona miał nieco szersze. Wydawał się też smuklejszy, trochę wyższy i wysportowany.
– M-Mizu?... – zapytałam niepewnie.
Podszedł bliżej, a ja zamarłam w bezruchu. Zatrzymał się tuż przy mojej twarzy i patrzył na mnie niezmiennym, przeszywającym spojrzeniem. Yuki nie przestawała na niego syczeć. Ujął mój podbródek w smukłe, chłodne palce. Zrobił to delikatnie, ale niepokojąco.
– Przerażenie w oczach... – oznajmił łagodnym głosem – Tęskniłem za tym widokiem.
Uniósł lekko moją głowę, ale ja wyrwałam się z jego objęcia i wycofałam się. Yuki skoczyła za mną.
– Mizu, proszę... Nie jesteś sobą – rzekłam, siląc się na spokojny ton.
Przez jego twarz przemknął cień kpiącego uśmiechu.
– Ależ jestem. Nigdy nie byłem bardziej sobą niż teraz – odparł stanowczo.
Jego wzrok padł na otwarty podręcznik do historii, leżący na podłodze.
– Te żałosne próby kronikarstwa wzbudziły moje wspomnienia, które przywróciły czasy mojej potęgi – oświadczył – Być może również i moc...
To powiedziawszy, Mizu spojrzał na swoje dłonie. Te natychmiast oplotła woda. Kąciki jego ust drgnęły. Złożył dłonie i wytworzył wodny wir, kręcący się nad nimi. Woda wezbrała się również u jego stóp, pnąc się wzdłuż jego sylwetki i stopniowo oplatając go całego. Mizu otaczał się wodą, napawając się potęgą swojej mocy. Woda zgromadziła się również na podłodze i wciąż jej przybywało. Yuki jęknęła i wskoczyła na fotel, ale poziom wody wkrótce się podwyższył.
– Mizu! Przestań! – zawołałam i pobiegłam do okna z zamiarem otworzenia go.
Mizu stał tylko nieruchomo z rozłożonymi rękoma i przyzywał więcej wody. Z impetem otworzyłam okno na oścież, brodząc w wodzie, która sięgała mojej talii. Ku mojemu zdziwieniu i przerażeniu, woda wcale nie wypłynęła oknem, jakby niewidzialna bariera wciąż ją powstrzymywała. Wzięłam biedną Yuki na ręce i zaczęłam kierować się ku schodom na górę z zamiarem ucieczki przez balkon. Zauważywszy to, Mizu rozłożył ręce szerzej, gromadząc jeszcze więcej wody zdecydowanie szybciej. Nie zdążyłam dotrzeć do schodów, gdy znalazłam się całkowicie pod wodą, wstrzymując oddech i zaciskając powieki.
Nie byłam w stanie otworzyć oczu. Nie wiedziałam, dokąd płynąć, a nawet nie umiałam poruszać się pod wodą tak dobrze jak z płetwami, więc tylko machałam rozpaczliwie rękami i nogami, wciąż trzymając Yuki, ale mimo mych starań stopniowo opadałam na podłogę.
– Żałosne – prychnął Mizu – Wybrałem kogoś takiego na powiernika mojej mocy... Oficjalnie odbieram ci ten tytuł, Izumi Tsuki.
Czułam, że byłam już na granicy wstrzymywania oddechu. W panice oddałam się rozpaczy, przygotowując się na najgorsze. Uderzyłam plecami o podłogę, wypuszczając Yuki. Nagle usłyszałam świst i cała woda zniknęła, jak gdyby nigdy jej tam nie było – z wyjątkiem dowodu w postaci tego, że byłam przemoczona do suchej nitki.
Yuki spadła na podłogę, wydając przy tym skrzekliwe miauknięcie. Obróciłam się na brzuch i wsparłam się rękoma, a następnie otworzyłam oczy i ujrzałam Mizu stojącego przede mną. Podszedł bliżej, tak że leżałam u jego stóp.
– Mógłbym zamienić całe to miasteczko w morze jednym skinieniem ręki – oznajmił – A ty? Ty może się jeszcze na coś przydasz... Przyprowadź mi Tohiro Imagawę, a być może nie zatopię twojego domu rodzinnego. Będę czekał w tej nędznej kałuży, którą do niedawna zwałem swoim domem.
– Mizu... – jęknęłam, podnosząc się z podłogi – Proszę, posłuchaj mnie... Zmieniłeś się w swoje przeszłe wcielenie, ale taki nie jesteś. Mizu, teraz jesteś inny...
Obce oczy Mizu błysnęły gniewem. Gwałtownie uniósł rękę i moje usta otoczyła wodna bańka, by mnie uciszyć.
– Nic o mnie nie wiesz, Izumi Tsuki – odrzekł gniewnie – A teraz przyprowadź do mnie Tohiro Imagawę albo poznasz pełny wymiar mojego gniewu. Albo wrócisz z nim, albo nie wracaj w ogóle!
Jego głos kołatał w mojej głowie jak uderzenie gongu. Mizu rozłożył dłoń i wytrysnął z niej strumień wody, pchający mnie ku drzwiom. Yuki zerwała się i pobiegła za mną. Gwałtownie szarpnęłam za klamkę, chwyciłam trampki oraz kotkę w ręce i wybiegłam z domu.
Buty założyłam pośpiesznie, gnając przed siebie. Potrzebowałam pomocy. Przebiegłam koło domu Arisawów, zastanawiając się, czy nie szukać jej właśnie tam. Pomyślałam o Arisawie pchającym wózek Yume, cieszącym się rodzinnym czasem. Nie chciałam mu tego psuć, a więc postanowiłam tylko go ostrzec. W biegu wyciągnęłam telefon z kieszeni spodni. Był mokry, ale działał. Z ulgą wybrałam numer Arisawy, a jego dom pozostał za mną w tyle. Nie odebrał, więc nagrałam mu się na pocztę, wyjaśniając pokrótce całe to zamieszanie.
Drugą ręką przyciskałam wystraszoną Yuki do siebie. Wierciła się nieco i miauczała żałośnie. Postanowiłam zadzwonić do Sabine i wybrałam jej numer. Na szczęście odebrała.
– Izumi? Czemu tak ciężko oddychasz, biegniesz? – zapytała ze zmartwieniem.
– Dokładnie tak – przyznałam, dysząc – Sabine, potrzebuję twojej pomocy. Jesteś w domu?
– Tak. Co się stało?
– Zaraz tam będę i wszystko ci wyjaśnię.
– Jasne, czekam na ciebie!
Rozłączyłam się i wetknęłam telefon do kieszeni. Przytrzymałam Yuki mocniej, nie zwalniając kroku. Wkrótce znalazłam się pod domem Okawów i ujrzałam Sabine w oknie. Po chwili zniknęła z niego, by otworzyć mi drzwi wejściowe. Mój widok ją zaskoczył.
– Izumi... Jesteś przemoczona, cała dygoczesz! – zawołała, a ja podeszłam do niej – Przyniosę ci ręcznik, zaczekaj...
– Sabine! – zawołałam, ale zniknęła już w domu.
Stałam w progu, czując się niezręcznie. Miałam nadzieję, że żaden domownik mnie nie zobaczy, bo nie wiedziałam, jak mogłabym im to wyjaśnić. Po chwili Sabine wróciła i podała mi duży oraz mały ręcznik. Wzięła ode mnie Yuki i zaczęła ją wycierać, a ja okryłam się dużym ręcznikiem.
– Sabine... Właśnie uciekłam przed Mizu – oznajmiłam, drżąc lekko z zimna.
– Jak to przed Mizu? – zdziwiła się.
Weszłyśmy do ganku i opowiedziałam jej, co się stało. Jej oczy zaokrągliły się, a jej brwi pozostawały uniesione. Yuki w jej ramionach wkrótce uspokoiła się i zaczęła mruczeć.
– Izumi... Wiem, kto może nam pomóc – oznajmiła Sabine, gdy skończyłam moją opowieść – Ktoś, kto był wtedy najbliżej Mizu... Kasai.
Zmarszczyłam czoło. Niezbyt chciałam współpracować z Kasai'em, ale było prawdą, że znał to wcielenie Mizu najlepiej.
– Dobra... Chyba musimy go poprosić o pomoc – zgodziłam się – Ale ostatnim razem, gdy się widzieliśmy, atakował mnie swoimi płomieniami...
– Teraz nie będzie, gwarantuję ci to – odrzekła Sabine stanowczo – Yuki może zostać chwilowo u mnie. Ciotka się nią zajmie. Ojciec natomiast... Cóż, od kilku dni nie wraca do domu.
Położyłam dłoń na jej ramieniu, próbując okazać moje wsparcie. Jej czarne oczy nieco się zaszkliły, ale powstrzymała się.
– Okay, nie mamy czasu do stracenia – zakomunikowała – Powiem cioci o Yuki, a potem zawołam Kasai'a.
~*~
Ciotka Sabine okazała się młodszą siostrą jej matki, miłą blondynką o imieniu Silke, siedzącą na wózku inwalidzkim. Miała krótko obcięte włosy i granatowe oczy. Mówiła po japońsku z niemieckim akcentem, czasem wspierając się słowami z jej ojczystego języka. Oznajmiła, że z chęcią zajmie się Yuki, bo uwielbiała koty. Yuki również wydawało się to pasować, bo umościła się wygodnie na jej kolanach, zwinęła się w kłębek i zaczęła mruczeć. Pani Silke wydawała się być przyzwyczajona do wydarzeń nadnaturalnych, bo kiedy Sabine oznajmiła, że wezwie Kasai'a, ta tylko pokiwała głową, uśmiechając się lekko, jak gdyby miała tylko zaprosić szkolnego kolegę a nie władcę ognia. Zresztą, nie powinnam się dziwić, że znała sekret Sabine, skoro ta zmieniała się co nocy w pół-smoczycę. Nie wyobrażałam sobie, jak mogłaby to ukryć.
Sabine zaprowadziła mnie do kuchni. Z koszyka stojącego na blacie wzięła jedną pomarańczę, a z szuflady kredensu wyciągnęła zapałki. Wzięła jedną, zapaliła ją, a następnie przyłożyła do pomarańczy. Płomienie zaczęły lizać owoc.
– Oto ofiara dla Kasai'a, pana ognia – ogłosiła, a potem podrzuciła pomarańczę – Jako powierniczka twojej mocy, wzywam cię.
Bałam się, że upadnie, jednak owoc zawisnął na chwilę w powietrzu, a potem doszczętnie spłonął w mgnieniu oka.
– Fajnie to wygląda, co? – uśmiechnęła się do mnie.
Powietrze przed nami zafalowało i poczułam znajomy żar. Odruchowo się odsunęłam, ale Sabine pozostawała na swoim miejscu. W powietrzu unosiły się iskierki, wirujące coraz szybciej, aż w końcu zmaterializował się z nich Kasai. Stanął dokładnie naprzeciwko Sabine.
– Co tam, ogniku? – zapytał, a potem mnie ujrzał – A ta co tutaj robi?
Sabine zmarszczyła czoło i westchnęła.
– Ciebie też miło widzieć, Kasai – mruknęłam – Ogniku? – spojrzałam na Sabine, która się zarumieniła.
– Och... Kasai mnie czasem tak nazywa, kiedy jesteśmy sami – odpowiedziała, a potem zaczerwieniła się jeszcze bardziej, najwidoczniej zdawszy sobie sprawę, jak to brzmiało.
– Tak... Bo jej nie zauważyłem – odparł Kasai, przewracając oczami, a jego policzki również się nieco zarumieniły.
– Możesz przestać mówić o mnie w trzeciej osobie? –zirytowałam się – Jestem tutaj!
– No co ty, zdążyłem zauważyć... – westchnął Kasai.
– Proszę was... – jęknęła Sabine – Przestańcie, zanim dojdzie do słabych ripost typu: „nie igraj z ogniem". Teraz mamy chyba ważniejsze sprawy na głowie...
– Och tak... – przyznałam – Chodzi o Mizu.
Kasai uniósł brew do góry.
– Jesteście pewne, że wezwałyście odpowiedniego strażnika? – zakpił.
– Kasai, proszę cię, teraz zupełnie na poważnie – oznajmiła Sabine, patrząc mu w oczy – W Mizu obudziło się jego wcielenie z epoki Edo.
Kasai wybałuszył oczy.
– Jak to? Tak nagle? – zdziwił się, a potem wyraźnie się ożywił – To znaczy, że znowu wszyscy będą się nas bać?
– Tęsknisz za tymi czasami? – zapytałam podejrzliwie, powątpiewając, że to właśnie on powinien nam pomóc.
– Myślę, że bardziej tęskni za swoją więzią ze starszym bratem... – podsunęła Sabine.
– Co?! Nie, absolutnie! – zaprotestował Kasai, ale jego spojrzenie potwierdzało tezę Sabine – Okay, więc w czym problem? Może po prostu zmienił wcielenie i to nowe przypomina tamto z ery Edo...
– Nie, nie zmienił się tak po prostu – oświadczyłam – Właściwie to trochę przeze mnie... Uczyłam się historii, a Mizu opowiadał mi o okresie Edo. Potem zaczęła go boleć głowa i się przemienił, jakby tamte wspomnienia obudziły w nim jego poprzednie wcielenie.
– Nie wiedziałem, że tak można – mruknął Kasai – Nigdy żadne z nas nie wróciło do poprzedniego wcielenia, jednak... Nasze moce nigdy nie były tak niestabilne.
– Dlatego potrzebujemy twojej pomocy – podsumowała Sabine – Ty znasz to wcielenie Mizu najlepiej, może uda ci się go powstrzymać.
– Nie jestem pewien, czy nie obudzę w nim wspomnień jeszcze bardziej... To chyba ty powinnaś spróbować – stwierdził, wskazując mnie głową.
– Próbowałam... – westchnęłam – Mizu nie bardzo chce mnie słuchać, a nawet prawie mnie nie... Utopił. Zresztą ciągle mówi o jakimś Tohiro Imagawie.
– Ach tak... Mówisz, że uczyłaś się o okresie Edo... Więc kim byli Imagawowie? – zapytał Kasai.
– Z tego, co pamiętam, Tokugawa z nimi walczył – oznajmiłam – A Mizu... Jak sam powiedział, eliminował jego przeciwników...
Sabine wyglądała na przerażoną.
– Kasai, błagam cię, musisz uspokoić Mizu – jęknęła.
Kasai obrócił się w jej stronę i położył swoją dłoń na jej głowie.
– Nie martw się, blondyneczko. Wszystko będzie dobrze – odparł, posyłając jej ciepły uśmiech.
Gdy tak się zachowywał, trudno było mi uwierzyć, że wciąż był Kasai'em. Ci dwoje byli jak Piękna i Bestia.
Odchrząknęłam nerwowo.
– Tak, więc właśnie... – zreflektował się Kasai, zabierając dłoń z głowy Sabine – Porozmawiam z nim, ale nie obiecuję, że to pomoże.
– Wiedziałam, że można na ciebie liczyć – uśmiechnęła się Sabine i uradowana, przytuliła się do Kasai'a.
Ten natomiast objął ją nieśmiało i znów wydało mi się to dziwne jak na niego. Oj, żeby Arisawa ich teraz widział...
– Dobra, płomyczki... – odezwałam się – Z pewnością jest wam teraz miło, ale wolałabym, żeby Mizu jednak nie zatopił mojego domu. Chodźmy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz