Nie rozumiałam zmartwienia w głosie Chikyuu, skoro raczej ona i kitsune wyczekiwały momentu, gdy wiśnia zakwitnie. Nie było jednak czasu na zastanawianie się nad tą kwestią, bo teraz na pierwszym planie pozostawał fakt samego pojawienia się tu pani ziemi wraz ze świtą lisich kobiet, a także to, co zobaczyliśmy przed chwilą. Wszyscy.
Reakcje były różne – ja, Sabine i Arisawa zebraliśmy się raczej blisko siebie, rozglądając się nerwowo po każdym z osobna, a Arisawa dodatkowo uspokajał Chizuru, wyglądając przy tym na naprawdę zdenerwowanego i rozczarowanego. Zrobiło mi się go żal, w końcu zaplanował każdy detal tego przyjęcia, ale tego wtargnięcia najwyraźniej i on, jasnowidz, nie mógł przypuszczać… Większość gości w końcu, z Chizuru włącznie, była niewtajemniczona i oczekiwała wyjaśnień. Jedni stali w osłupieniu, drudzy szeptali coś między sobą, jeszcze inni zaczynali panikować lub robić zdjęcia. Szczeniaczek Yori obszczekiwał intruzów z zapałem.
– Shouta, co się dzieje? Kim one są? – zapytała cicho Chizuru.
– To są… tancerki tematyczne, właśnie zrobiły wielkie wejście! – zawołał ochoczo Arisawa, spoglądając też na innych, aby w to uwierzyli.
– Arisawa, nie trzeba – wtrąciła Chikyuu ze stoickim spokojem – Przetransportujemy płatki z powrotem na wiśnię, a ja wymażę tę scenę z umysłów ludzi.
– Potrafisz to zrobić? – zdziwiłam się.
– W końcu to ja je stworzyłam – odparła z przekąsem, ale nie zdążyła nic zrobić, bo tłum kitsune nagle się rozstąpił i wyłoniła się z niego wysoka postać.
Była to pół-kobieta, pół-klacz spoglądająca na nas z dostojeństwem i opanowaniem. Miała cynamonowobrązową skórę, prosty nos i poważną twarz pokrytą czerwonymi malunkami na czole oraz policzkach. Jej oczy były czarne, a włosy oraz ogon ciemnozielone i nierówno obcięte. Nosiła we włosach pióra i była ubrana w szkarłatne poncho. Jej cała postać emanowała wyższością i wiedzą, jakby była pradawnym, mistycznym mędrcem.
– Pani – rzekła centaurzyca i choć wypowiedziała dopiero jedno słowo, jej głos był tak uspokajający, że momentalnie poczułam się lekko senna – Myślę, że równowaga w tym świecie została już wystarczająco zachwiana, a i ty, moja pani, masz teraz trudności z utrzymaniem balansu. Może ja zajmę się iluzją?
Chikyuu wyglądała na tak bezradną, że jej wyraz twarzy zdawał się teraz mówić: „Zgodzę się na wszystko, bylebyśmy już stąd poszły”, a mnie zrobiło się jej żal. Doskonale widoczne zmęczenie ogarnęło jej twarz, powodując, że jej policzki były zapadnięte, a pod oczami widniały ciemne kręgi. Jakiś czas temu Chikyuu przyznała, że miała problemy z mocą i mogłam teraz porównać jej stan do niedawnego stanu Mizu.
– Proszę, Quispe – odrzekła, ustępując jej miejsca.
Jej imię wypowiedziała jakoś w ten sposób: „ki-spej”, a ja zastanawiałam się, w jakim było języku.
– Przepraszam, ale o co tu chodzi tak właściwie? – odezwał się jakiś kolega Chizuru – To jakaś ukryta kamera czy co?...
Quispe spojrzała na niego, powodując, że znieruchomiał.
– Wszystko jest na swoim miejscu – odparła – Tak, jak mówił ten chłopiec… – wskazała głową na Arisawę – To grupa tancerek, a ja i moja koleżanka to ich menedżerki.
Jej senny głos rozpływał się po moim umyśle, wprowadzając w dziwny stan błogości. Przez ułamek sekundy naprawdę pomyślałam, że oddział kitsune to grupa tancerek, ale zaraz potem przypomniałam sobie prawdę.
– Ta czarownica wprowadza wszystkich w stan iluzji – szepnął do mnie Mizu – Im dłużej będziesz jej słuchać, tym mocniej będziesz wierzyć w to, co mówi.
Quispe chwyciła drewnianą laskę z kryształem o miodowej barwie, który zaświecił, gdy stuknęła nią o ziemię.
– Ale ty jesteś koniem! – krzyknęła Yuri – Jak to w ogóle możliwe?
Część osób się otrząsnęła i znów przypatrywała się nieproszonym gościom ze zdziwieniem.
– Jestem? Naprawdę? Spójrz uważniej… – ciągnęła Quispe, niewytrącona z równowagi.
Jej postać zaczęła zamazywać mi się przed oczami, a szczególnie końska część, która po chwili zniknęła, by ustąpić miejsca ludzkim nogom. Quispe nie trzymała już w ręce drewnianej laski, a mikrofon na stojaku. Mieliśmy tu nagłośnienie?
– Dzień dobry, kochani – przemówiła Quispe, uśmiechając się miękko – Powitajcie nasze tancerki głośnymi brawami, przyjechały do nas z daleka.
Rozległy się oklaski i ja też poczułam potrzebę, by zaklaskać w dłonie. Spojrzałam na ubrane w białe stroje tancerki trzymające w rękach po dwa wielkie, różowe wachlarze. Chwilę potem z głośników popłynęła muzyka, a tancerki rozpoczęły występ. Poruszały się z ogromną gracją, a wokół nich wirowało bladoróżowe konfetti.
Spojrzałam na Chizuru, która była widocznie zadowolona i przytulała się do Arisawy. Uśmiechnęłam się do nich, ale on wyglądał na zaniepokojonego. O co mu chodziło? Przecież wszystko szło zgodnie z planem. Obróciłam się w drugą stronę, gdzie zobaczyłam Mizu rozmawiającego z drugą menedżerką. Chwila… To przecież była Chikyuu!
Okropnie zabolała mnie głowa, aż złapałam się za nią z cichym syknięciem. Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu.
– Izumi, wszystko dobrze? – usłyszałam głos Sabine.
Otworzyłam oczy i wszystko wróciło – Quispe była centaurzycą, a tancerki to kitsune udające, że potrafią tańczyć. No cóż… w rzeczywistości średnio potrafiły.
– Tak, ojej… – westchnęłam głęboko, wciąż czując pulsujący ból głowy – Wreszcie otrząsnęłam się z tej iluzji.
– Jakiej iluzji? – zdziwiła się Sabine, marszcząc czoło.
Głowa zabolała mnie mocniej, obraz przed oczami znów zdawał się rozmazany. Pomyślałam jednak stanowczo, że to tylko iluzja.
Odciągnęłam Sabine na bok.
– Nie słuchaj tego, co ona mówi – odrzekłam ściszonym głosem – Przecież znasz prawdę: rozpętała się dziwna burza płatków wiśni, a potem wtargnęła tu Chikyuu wraz ze swoim oddziałem kitsune.
– Och… Co? – szepnęła Sabine, a potem zmrużyła oczy – Ach, tak! Nie wierzę, że dałam sobie to wmówić… Moja głowa… – jęknęła, rozmasowując sobie czoło.
Spojrzałam na kitsune wciąż udające tancerki. Mizu pomagał Chikyuu przenieść płatki wiśni do glinianej kuli, którą zrobiła.
– Hej, wszystko w porządku? – spytałam, podchodząc do nich – Co się stało z Wieczną Wiśnią?
Chikyuu westchnęła ciężko.
– Tak, jak mówiłam, zakwitła… i przekwitła – odparła – Płatki nagle na niej wyrosły, a potem wszystko się zatrzęsło i oderwały się od łodyg, by nacierać na wszystko jak wielka burza piaskowa. Dziękuję, że je zatrzymałeś, bracie.
Mizu wzruszył ramionami.
– Coś musiałem zrobić… – machnął ręką – I co dalej? Jak zamierzasz przywrócić wiśnię do rozkwitu?
– Mam nadzieję, że moce mnie nie zawiodą, wtedy wszystko powinno pójść po mojej myśli – odrzekła Chikyuu.
Miałam wrażenie, że z każdą chwilą wyglądała na coraz bardziej zmęczoną. Brzmiała natomiast, jakby próbowała przekonać samą siebie do słuszności swych słów. Mizu przyglądał się jej, marszcząc czoło, gdy po jego twarzy przebiegł cień niepokoju. Przez moment wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, ale ostatecznie pozostał w milczeniu. Płatki wiśni zostały zamknięte w glinianej kuli, przy której zgromadziło się parę kitsune. Quispe wciąż ogarniała wzrokiem zahipnotyzowanych gości, najwidoczniej zupełnie pochłoniętych „tańcem”.
– Chciałabym teraz udać się z powrotem do wiśni – oznajmiła Chikyuu, podchodząc bliżej Quispe.
Centaurzyca nieco mocniej ścisnęła swoją magiczną laskę, z której sączyło się żółte światło.
– Pani, czy nie lepiej będzie, jeśli poczekamy, aż odzyska pani siły? – spytała, nie odrywając wzroku od hipnotyzowanych gości – Już wystarczająco dużo zużyła jej pani na rozkwit... Ostrzegałam, że działanie wbrew naturze nie pomoże.
– Dam radę – westchnęła Chikyuu – Poza tym, sama tę naturę stworzyłam...
– Tym bardziej... – podjęła Quispe – Ale skoro taka jest pani decyzja, nie będę nalegać.
Hipnotyzerka stuknęła laską o ziemię, po której w efekcie rozeszło się parę żółtych kręgów. Ogarnęłam wzrokiem zgromadzonych. Widok znajomych twarzy gapiących się na nią nieobecnym wzrokiem był dla mnie dosyć niepokojący.
– Dziękujemy za waszą uwagę – przemówiła, używając swojej laski, a ja tym razem nie dałam się nabrać, że to mikrofon – Nasze tancerki cieszą się, że mogły tu wystąpić.
– A my dziękujemy wam za przybycie – odezwał się nagle Arisawa.
Stał niedaleko, obejmując ramieniem Chizuru, a z jego twarzy mogłam wyczytać zakłopotanie.
– Teraz zapraszam wszystkich do środka, będziemy grać w pewną grę – ogłosił, po czym goście zaczęli się kierować w stronę tylnego wejścia.
Zostałam przy Chikyuu wraz z Mizu i Sabine. Arisawa szepnął coś jeszcze do Chizuru, zanim i ona udała się z gośćmi do domu, a potem do nas dołączył.
– Co to miało być? – spytał z wyrzutem, kierując oskarżycielski wzrok na panią ziemi.
– Mówiłam już, doszło do pewnego incydentu z wiśnią – odrzekła zmęczonym głosem – Spokojnie, nikt nie będzie niczego podejrzewał, iluzja zrobiła swoje.
– Właśnie... – wtrąciłam, przenosząc spojrzenie na Quispe – Jak to zadziałało? Nie sądziłam, że sama się na nią nabiorę...
– Ja też nie – mruknęła Sabine.
– Po prostu was okłamałam – odparła iluzjonistka, wzruszając lekko ramionami – Iluzja to kłamstwo, a powtarzane wiele razy staje się prawdą. Ten chłopiec coś o tym wie – wskazała laską na Arisawę – Pierwszy podjąłeś próbę wybrnięcia z sytuacji.
Ściągnął brwi, robiąc swoją klasyczną, obrażoną minę, którą bardzo dobrze znałam.
– No a co miałem zrobić? Nawet zbytnio nie przejęłyście się tym waszym wtargnięciem! – zawołał.
Zerknęłam na kitsune. Część z nich szeptała między sobą o ich małym przedstawieniu i kompromitacji. Akane uśmiechnęła się do mnie słabo.
– Wszystko jest już w porządku, a my nie mamy czasu – oznajmiła Chikyuu głosem, w którym słychać było stłumiony gniew – Teraz rozejdziemy się w swoje strony i nie ma potrzeby do tego wracać.
To powiedziawszy, odwróciła się z impetem na pięcie, wciąż dzierżąc glinianą kulę z płatkami.
– Świetnie, nie ma to jak rozwiązywanie problemów poprzez uciekanie od nich! – zawołał za nią Arisawa.
– Hej, już spokojnie... – odezwał się Mizu, kładąc mu dłoń na ramieniu.
– Zostaw mnie! Oczywiście, że bierzesz jej stronę, bo jest twoją siostrą – prychnął – Przez wasze cyrki wciąż muszę okłamywać moją dziewczynę.
– To jej wreszcie powiedz... – poradziła nieśmiało Sabine.
– Nie mam zamiaru narażać jej na niebezpieczeństwo – upierał się Arisawa, po czym spojrzał na odchodzącą Chikyuu – A ty dokąd? Naprawdę zamierzasz uciec? A więc jednak jesteś żałosna...
Pani ziemi zatrzymała się gwałtownie. Nie widziałam jej twarzy, ale mogłam sobie wyobrazić, co się na niej malowało. Mizu spojrzał na siostrę z przerażeniem, a Arisawa wciąż rzucał kolejnymi obelgami w jej stronę. Nie chciał słuchać, gdy próbowaliśmy go uspokoić. To wtargnięcie bardzo nim wstrząsnęło, bo w końcu jego pieczołowicie przygotowywany plan imprezy wymknął się spod kontroli. Nie przekonywał go argument, że nikt już o tym nie pamiętał. Sama Quispe usiłowała wytłumaczyć znaczenie iluzji, jednak i jej Arisawa nie chciał słuchać.
– Chciałem choć raz odpocząć od tego zgiełku, ale nie! Nagle wpadacie wy i rujnujecie cały mój grafik! – ciągnął.
Przerzuciłam wzrok na Chikyuu. Stała niewzruszenie, dopóki coś w niej się złamało.
– DOSYĆ – wycedziła przez zęby głosem wzbudzającym grozę – Myślisz, że sama to planowałam? – syknęła, po czym wreszcie się odwróciła.
Sabine wydała z siebie niemy okrzyk, co w pełni rozumiałam. Wzrok Chikyuu był tak gniewny, że bez problemu mogłam wyobrazić sobie, jak zamieniał całe setki ludzi w kamień. Sama poczułam, jak pod jego wpływem zesztywniałam i nie odważyłam się nic powiedzieć. Arisawa zamilkł, wyglądając przy tym na zmieszanego.
– Ty nędzna istoto, niewypale mojego geniuszu – kontynuowała pani ziemi, zbliżając się do niego jak omen śmierci. Nie krzyczała, ale ton jej głosu mroził krew w żyłach – Ty ograniczony, tępy niewdzięczniku. Wiesz, przez co przechodzę? Moja moc wciąż mnie zawodzi, w dodatku Wieczna Wiśnia, jej strażniczka, nie zakwitła do dziś, a kiedy to się stało, natychmiast obumarła!
– Pani... – podjęła Akane.
– Siostro... – wtrącił Mizu.
– Zamilknijcie! – uciszyła ich Chikyuu, zaciskając pięści. Ziemia pod nami lekko się zatrzęsła – Nikt z was nie wie, jak to jest, gdy powierzają ci opiekę nad życiem, a jedyne, co potrafisz, to tylko uśmiercanie! Nikt z was, nikt mnie nie rozumie!
Usłyszałam szuranie, gdy Mizu gwałtownie chwycił mnie w ramiona i odsunął na bok. Zobaczyłam pod stopami pękającą szczelinę w ziemi, pod wpływem czego krzyknęłam.
– Moja pani, moc jest niestabilna – zauważyła Quispe.
– WIEM – wycedziła Chikyuu, rzucając jej to okropne spojrzenie – Już od dłuższego czasu jest niestabilna, dziękuję za tę jakże cenną uwagę.
Skierowała jeszcze parę wyzwisk w stronę szamanki, gdy Arisawa skorzystał z sytuacji i zaczął ostrożnie się wycofywać, dając nam do zrozumienia, abyśmy zrobili to samo. Nie uszedł jednak za daleko, kiedy z ziemi wyskoczył gruby korzeń, aby owinąć się wokół jego nogi.
– I kto teraz ucieka od problemów? – warknęła Chikyuu, zręcznym gestem podając glinianą kulę jednej z kitsune – Ponieś jarzmo swych ciężkich słów, chłopcze! – zawołała, celując w niego lewą ręką, a w ziemi pojawiła się kolejna szczelina.
– Przestań natychmiast! – rozkazał Mizu, osłaniając mnie – Siostro, nie jesteś sobą.
Na jej twarzy pojawił się uśmiech, który bynajmniej nie wyglądał przyjaźnie – wręcz przeciwnie, nawet szaleńczo.
– Którą sobą nie jestem? Braciszku, zastanów się, co ty mówisz! – roześmiała się piskliwie, co dziwnie kojarzyło mi się ze skrobaniem paznokciami po tablicy.
Chikyuu rozłożyła ręce, nieco się zataczając. Na jej twarzy wciąż tkwił ten obłąkany uśmiech, a po policzkach spłynęło kilka łez. Ziemia znów zadrżała.
– Moja pani! Zaburza pani równowagę natury! – zawołała Quispe, stając tuż przed nią.
– Uwolnij Shoutę! – zażądała Sabine, próbując mu pomóc wydostać się z objęcia konara – Przepraszam, Arisawę...
– Teraz to nie jest już takie ważne, ale dzięki – jęknął.
Wtedy Chikyuu zamknęła oczy, nagle zmieniając swoją postać. Jej ciało pokryła ziemia, po czym zaschła jak glina, a gdy pękła, pani ziemi wyglądała jak ulepiona ze swojego żywiołu. Jej nogi zniknęły, ustępując miejsca wirującej ziemi, a wokół niej lewitowało parę kamieni.
– Czy to jest jakieś inne wcielenie? – szepnęłam do Mizu.
– Nie... Gorzej – odparł z przerażeniem w oczach – To forma żywiołaka, a ja muszę natychmiast coś z tym zrobić. Wybaczcie mi na chwilę!
Ścisnął mnie krótko za rękę, a następnie rzucił się w stronę Chikyuu, żeby zmienić się w wodę i zniknąć razem z nią. Przez chwilę staliśmy w osłupieniu.
– Teleportował się gdzieś z nią – wyjaśniła Quispe.
– Miejmy nadzieję, że przemówi jej do rozsądku... W końcu są rodzeństwem – westchnęła Sabine.
– Ty... – syknęła jakaś kitsune, podchodząc do Akane – Od początku wiedziałam, że powierzanie ci straży nad wiśnią nie było dobrym pomysłem! I zobacz, coś narobiła!
– Oczywiście! – zawtórowała jej inna – Gdyby wiśni strzegł ktoś kompetentny, nie doszłoby do tego. Drzewo nie obumarło przez panią Chikyuu, tylko przez ciebie!
– Ej, dosyć tego! – oburzyłam się – Wzajemne obwinianie się nic tu nie da. Naprawdę chcecie podżegać te negatywne emocje? Lepiej módlmy się, żeby Chikyuu odzyskała zmysły!
– Dziękuję, Izumi Tsuki – odrzekła Akane, lekko się uśmiechając, po czym podeszła do Arisawy i dotknęła oplatającego go korzenia, a ten zwolnił uścisk i wrócił do ziemi.
Arisawa odetchnął z ulgą.
– Dziękuję – westchnął – Niepotrzebnie się uniosłem...
– Nie zmienimy przeszłości, ale to nie znaczy, że mamy akceptować teraźniejszość – stwierdziła Akane – Proszę, daj mi kulę z płatkami. Muszę być teraz tam, gdzie moje miejsce: przy wiśni – zwróciła się do kitsune, której Chikyuu podała płatki.
– Teraz to nagle jest twoje miejsce... – zakpiła, ale oddała jej kulę.
– A co z Mizu i Chikyuu? – zmartwiła się Sabine.
Quispe spojrzała na nas spod lekko opuszczonych powiek. Nie miałam pojęcia, skąd brał się w niej ten spokój mimo tego, co się wydarzyło.
– Nie nam należy się już tym martwić – stwierdziła – Akane, jeśli chcesz, wracaj do wiśni, a reszta kitsune niech idzie za mną. Pani Chikyuu zapieczętowała dla nas portale na powrót do domu.
Widać było, że miała posłuch wśród kitsune, bo natychmiast udały się za nią, choć nie spodziewałam się po nich takiego jednogłośnego posłuszeństwa. Miałam wrażenie, że były raczej złośliwe, sądząc po tym, jak zwracały się do strażniczki Wiecznej Wiśni. Racja, właściwie nie znałam Akane, ale chyba przez to nasze pierwsze spotkanie automatycznie brałam jej stronę.
– Wszystko w porządku? – zapytałam ją, widząc, jak wpatrywała się w odchodzące kitsune nieco zaniepokojonym wzrokiem.
– Mają rację, jestem jedną, wielką porażką... – westchnęła, spoglądając na glinianą kulę – Ale zaraz wszystko naprawię, dajcie mi czas... – dodała, po czym pobiegła przed siebie, zapewne do wiśni.
Omiotłam wzrokiem ogród rodziny Zakuro. Stół z przekąskami nieco zapadł się w ziemię pod wpływem szczelin spowodowanych przez Chikyuu. Dekoracje urodzinowe trochę się przekrzywiły, a girlanda spadła na ziemię.
– I co teraz? – spytała cicho Sabine.
– Ja... Chciałbym jednak wrócić na przyjęcie – oznajmił Arisawa – Przepraszam, po prostu chcę spędzić jeden, normalny dzień z Chizuru.
– Jasne, leć do niej – odparłam, uśmiechając się lekko – Wszystko w porządku z twoją nogą?
– Ten konar trochę mnie obtarł, ale nie ma powodu do paniki – odrzekł – A wy co teraz zamierzacie?
– Nie wiem, jak ty, Sabine, ale ja martwię się o Mizu i Chikyuu.
– Ja też... I mam pewien pomysł, chodź! – oświadczyła – Wybacz, Arisawa, już podziękujemy za przyjęcie. Cieszę się, że mogłam na nie wpaść, ale i tak niedługo zmienię swoją postać.
– A Chizuru na pewno jest zadowolona – dodałam – Może nie wszystko poszło według planu, ale jest dobrze, zaufaj.
– Tak... To na razie, dziewczyny – pożegnał nas speszony, po czym wszedł do domu Chizuru.
~*~
Szłyśmy dosyć sprężystym krokiem na przystanek autobusowy, gdy Sabine tłumaczyła mi swój plan.
– Musimy dotrzeć do kogoś, kto dobrze zna Chikyuu – ciągnęła – Pomyślałam o Kage. Wydaje mi się, że nie odmówi nam, kiedy przedstawimy mu sytuację.
– Wiesz, gdzie on mieszka? Gdy byłyśmy tam ostatnio, teleportowaliśmy się bezpośrednio do domu – przypomniałam.
– W salonie było duże okno, przez które ładnie było widać okolicę. Byłam kiedyś na tym osiedlu, znam drogę.
Dotarłyśmy na przystanek, gdzie czekało już kilkoro ludzi. Powoli robiło się ciemno, a ja martwiłam się, że Sabine niedługo zmieni postać, jednak ona stwierdziła, że zdążymy jeszcze wsiąść w autobus, a tak będzie szybciej. Na szczęście nie czekałyśmy zbyt długo, gdy wjechał na przystanek.
Jakieś dziesięć, piętnaście minut później wysiadłyśmy na osiedlu, gdzie miał mieszkać Kage. W autobusie sprawdziłam, czy nie ma jego danych gdzieś w Internecie, ale za to na stronie powiązanej z księgarnią znalazłam numer telefonu do Caprice, a stąd już po nitce do kłębka. Jako że nie wiedziałyśmy, w którym dokładnie domu mieszkali, Sabine zadzwoniła pod znaleziony numer.
– Caprice Griffin, słucham? – rozległ się szczebioczący głos.
– Dzień dobry! Tutaj Sabine Okawa, kiedyś byłam-
Urwała i zgięła się wpół. Doskonale wiedziałam, co to oznaczało, więc szybko zabrałam ją w ustronne miejsce, żeby mogła dokończyć przemianę, po czym przejęłam telefon.
– Halo, halo? Wszystko w porządku? – zmartwiła się Caprice.
– Przepraszam, czy mogłybyśmy jakoś dotrzeć do Kage Hoshizory? Izumi Tsuki i Sabine Okawa, zabrał nas kiedyś do Podziemia... Potrzebujemy jego pomocy w sprawie Chikyuu, straciła panowanie nad sobą. Jesteśmy na waszym osiedlu. Jeśli jesteście w domu, proszę, podajcie dokładny adres.
– Słodki, letni wietrzyku... – westchnęła Caprice z przejęciem – Numer 18, zapraszamy! Kocie! – rozłączyła się.
Spojrzałam na przemienioną już Sabine. Wyprostowała czarne skrzydła, poprawiając przy tym sukienkę w tym samym kolorze. Wydawało mi się, że jej ciało pokrywało jeszcze więcej łusek niż poprzednio.
– Wszystko w porządku, możemy iść – oznajmiła, chowając skrzydła.
Udałyśmy się pod podany adres, mając nadzieję, że wygląd Sabine nie przyciągnie zbytniej uwagi. Na szczęście dosyć sprawnie znalazłyśmy się pod numerem 18 i zadzwoniłyśmy do drzwi. Krótko potem stanął w nich Kage z identyczną, poważną miną, z jaką go zapamiętałam.
– Wchodźcie – rzucił tylko, a my szybko wślizgnęłyśmy się przez drzwi do mieszkania.
Caprice zaprosiła nas do salonu, gdzie usiedliśmy wszyscy razem, a ja i Sabine mogłyśmy opowiedzieć o całym zajściu.
– Ten niezrównoważony dzieciak… – prychnął Kage, komentując zachowanie Arisawy – Pozwólcie, że się zastanowię. Przychodzi mi chyba tylko do głowy sprowadzenie Oliviera. Razem raczej będziemy w stanie namierzyć Chikyuu, a sam Olivier wie, jak przemówić jej do rozsądku.
– Nie wyglądasz raczej na zdziwionego, że tak się stało – zauważyła Sabine – Czy podobna sytuacja miała już kiedyś miejsce?
– Właściwie ma coraz częściej – westchnął Kage – Bardzo się martwię… Ale cóż, nie mamy czasu do stracenia.
– A co z Mizu? Czy ma jakieś szanse uspokoić Chikyuu? – podjęłam.
– A jak myślisz? To on pierwszy splagiatował jej dzieło, a ich relacja nie należy do najlepszych – wyjaśnił – Poczekajcie tu na mnie, sprowadzę Oliviera.
Kage zmienił się w cień, a nam pozostało oczekiwać, aż pojawi się tu z powrotem. Caprice spojrzała na nas zachęcającym wzrokiem.
– Ech, szkoda, że to wyszło dzisiaj – odparła, podpierając głowę ręką trzymaną na kolanie – W naszą rocznicę…
– Och… – speszyłam się równocześnie z Sabine.
– Nie przejmujcie się – stwierdziła Caprice, uśmiechając się jednak w taki sposób, jakby wcale nie chowała urazy.
W spojrzeniu miała coś takiego, że mimo jej słów zaczęłam się przejmować. Sabine odchrząknęła nerwowo.
– Właściwie to dlaczego Kage może przekraczać granice życia i śmierci? – zaciekawiła się.
– Hm… Mam nadzieję, że się nie obrazi, jak pokrótce wam opowiem – odrzekła Caprice, jeszcze chwilę się zastanawiając – Był kiedyś dzieciakiem błąkającym się po Podziemiu, aż pewnego dnia Chikyuu się nad nim zlitowała i nauczyła go podróżować przez cień, dzięki czemu powrócił do świata żywych.
– Wskrzesiła go? – dopytałam.
– Niezupełnie… To znaczy, dzięki cieniowi Kage mógł wrócić między żywych, ale śmierć chciała go zabrać z powrotem. Wylądował bowiem w jeziorze, a nie potrafił pływać… i wtedy się poznaliśmy – dodała, wzdychając z lekkim uśmiechem – Leciałam nad polaną, gdy usłyszałam, jak się topił i wyciągnęłam go z wody. Od tego czasu Kage powoli przyzwyczaja się do ponownego życia, jakby stopniowo nabierał go z powrotem.
– Czyli jednak mu się udało – podsumowałam – A dlaczego tak przestrzegał nas przed przekraczaniem linii między życiem a śmiercią?
Caprice uśmiechnęła się krzywo.
– Cenę za to zapłaciła sama Chikyuu. Ten akt wbrew naturze nieco pomieszał jej w głowie… Dlatego czasem traci kontrolę, co same pewnie widziałyście dzisiaj. Kage wciąż się obwinia, a ja… – urwała na chwilę, pozwalając, by nieco łez napłynęło jej do oczu – Ja go kocham. Nie chcę, by jeszcze mnie opuszczał…
Ja i Sabine spojrzałyśmy po sobie, nie wiedząc, co powiedzieć. Przypomniałam sobie obłęd w oczach Chikyuu, który tak mnie przeraził. Więc przywrócenie Kage do życia było tym, co sprawiało, że jej moc była niestabilna? Przyszedł mi na myśl dzień, w którym siedziałam spokojnie w ogrodzie, aż nagle z ziemi wyłoniła się ręka i złapała mnie za kostkę. Wtedy Chikyuu napisała w ziemi groźbę pod moim adresem, że powinnam przemyśleć, czy na pewno chciałam zadawać się z Mizu. On sam skomentował to słowami: „Nie przejmuj się nią… Czasem jej tak odwala”. W dodatku dziś pod wpływem napadu gniewu krzyczała, że nikt jej nie rozumiał. Poczułam wobec niej współczucie, bo może rzeczywiście zawsze była przytłoczona presją otaczającego ją świata, mimo że sama go współtworzyła. Miałam nadzieję, że Olivier mógł jej pomóc.
Siedziałyśmy chwilę w ciszy, podczas której myślałam nad opowieścią Caprice. Sabine przyglądała się jej ukradkiem, gdy bawiła się rąbkiem czerwonej sukienki. Nagle powietrze w salonie nieco zafalowało i zawisła w nim ciemna mgła, która stopniowo wyłoniła dwie męskie sylwetki.
– Dobry wieczór – przywitał się Olivier, jak gdyby wpadł na podwieczorek, po czym skinął nam uprzejmie głową.
– Wybaczcie, mieliśmy przypadek potencjalnego podróżnika między życiem a śmiercią… Jakiś dzieciak chciał dostać się przedwcześnie w zaświaty – oznajmił Kage – Ale kryzys zażegnany.
– Chciałem dodać, abyście się nie martwiły, drogie panienki – odrzekł Olivier – Kage i ja odprowadzimy bezpiecznie Chikyuu do jednej z jej siedzib, nic jej się nie stanie.
– A Mizu? – spytałam już drugi raz tego wieczoru – Chcę wiedzieć, co teraz się z nim dzieje, idę z wami.
– Izumi Tsuki… Jeżeli i on uwolnił żywiołaczą formę, to stanowczo ci tego odradzam – zakazał Kage niczym surowy ojciec.
– Ale jestem powierniczką jego mocy! Idę i koniec – uparłam się.
Kage spojrzał błagalnym wzrokiem na Caprice.
– Kochanie… Proszę, chociaż ty zostań. Tu będziesz bezpieczna – zwrócił się do niej.
Caprice podeszła do niego z lekkim uśmiechem na ustach.
– Nie marnujcie czasu i już idźcie, a ja odprowadzę do domu Sabine – stwierdziła.
– A Tsuki? – zapytał Kage, wskazując na mnie głową.
– Nie słyszałeś? Izumi idzie z wami – poparła mnie Caprice, za co byłam jej wdzięczna.
Kage już nie protestował, tylko zawołał mnie gestem ręki, a potem wraz z nim i Olivierem staliśmy się cieniem.
~*~
Znaleźliśmy się na ogromnym polu, gdzie najwidoczniej trwała walka. Ziemia była popękana i poryta, a gdzieniegdzie leżały wielkie kałuże. Wtedy zobaczyłam Chikyuu i Mizu – oboje w postaciach żywiołków, emanujących jakąś potężną i mistyczną energią. Sylwetka Mizu przewijała się gdzieś w fali wody, którą nacierał na ziemistą Chikyuu i jej wirujące skały. Krzyczeli coś do siebie nawzajem, ale nie byłam w stanie zrozumieć sensu ich słów.
– No pięknie – mruknął Kage pod nosem.
– Na razie się gdzieś schowajcie, proszę – odparł Olivier, po czym sam ruszył w stronę bitwy.
– Co on robi? – jęknęłam.
– Nic mu nie będzie, chodź! – rozkazał Kage donośnym szeptem, pociągając mnie za rosnące nieopodal drzewo.
Chikyuu szalała, ciskając skałami gdzie popadnie. W swojej furii pobijała nawet Kasai’a, czego nigdy bym się nie spodziewała. Olivier szedł w jej stronę spokojnym krokiem, a ja zastanawiałam się, ile już razy przeżył z nią coś takiego.
– Moja najdroższa pani – przemówił donośnym głosem, czym zwrócił jej uwagę.
Chikyuu zatrzymała się w kłębie pyłu unoszącego się w powietrzu pod wpływem spektakularnego upadku wielkiej skały, którą sama rzuciła.
– Olivier?... – spytała już całkiem spokojnym głosem.
Mizu rozejrzał się, zdezorientowany. Jego wodna sylwetka nieco falowała, podczas gdy ja żałośnie pomyślałam, że nawet w tej formie był przystojny. Wychyliłam się lekko zza drzewa, czując, jak Kage pociągał mnie za rękę, żebym znów się schowała. Mizu jednak zauważył mnie i teleportował się obok nas. Chikyuu nawet tego nie zauważyła, była skupiona na Olivierze.
– Co ty tu robisz? – zaciekawiła się, gdy stanął bliżej niej.
– Chikyuu… Wróćmy do domu, proszę – odrzekł delikatnie, wpatrując się w nią czule.
W jednej chwili zmieniła się z powrotem w swoją standardową postać, po czym opadła mu w ramiona. Wyszeptała coś, czego nie byłam w stanie dosłyszeć, a potem resztkami sił otworzyła portal, w którym oboje zniknęli.
– Wow, to… już? – wydusiłam z siebie, będąc w głębokim szoku.
– Poszło nawet szybciej niż zwykle – stwierdził Kage, wzruszając ramionami – To co, wracamy?
– Izumi – zwrócił się do mnie Mizu, a Kage przewrócił oczami, widocznie czując się zignorowany – Dlaczego za mną poszłaś? Mogło być niebezpiecznie…
– Miałam cię tak zostawić? Daj spokój, martwiłam się… – odparłam, marszcząc lekko czoło – Wyglądasz… Inaczej.
– Och, tak… – westchnął, a następnie wrócił do swojej ludzkiej postaci – Wybacz, zapomniałem się. Próbowałem uspokoić siostrę, ale ona nie chciała słuchać i tylko atakowała… Nigdy nie widziałem w niej tyle mocy.
– Skoro z wiśnią jest jakiś problem, to moc pewnie zupełnie wymknęła się spod kontroli – wtrącił Kage – Jeśli czegoś nie zrobimy, z Chikyuu może być naprawdę źle…
– Co może się jej stać? Chyba nie umrze? – spytałam z niepokojem.
– Nie, ale może zostać taka jak dzisiaj, a wtedy nawet i Olivier jej nie uspokoi… – zmartwił się Mizu.
– Mam nadzieję, że Akane, strażniczce Wiecznej Wiśni, udało się przywrócić rozkwit – dodałam.
– Obawiam się, że to może wcale nie być takie proste… Wracajmy. Już nic tu po nas – uciął Kage, po czym Mizu otworzył dla nas portal powrotny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz