Nie wyspałam się i to nie tylko dlatego, że pół nocy przelatałam po Kotlinie Konga. Gdy już wreszcie udało mi się zasnąć, miałam sen, który zmusił mnie do obudzenia się i gapienia bezmyślnie w sufit, myśląc o Mizu. Śniło mi się, że przyszedł do mnie do domu i chciał koniecznie porozmawiać, lecz gdy już usiedliśmy w salonie, oznajmił, że zapomniał, co chciał powiedzieć i zniknął. Obudziłam się tak zdezorientowana, że czułam się jeszcze bardziej zmęczona niż przedtem. Mimo to nie potrafiłam zasnąć przez jakąś godzinę, bo wciąż myślałam o tym, jak się całowaliśmy. Chciałam tylko przytulić się do niego i zasnąć. Zamiast tego przytuliłam się do Yuki, która przypałętała się do mojego pokoju i koniecznie chciała wejść na łóżko. Pozwoliłam jej na to, bo wiedziałam, że rodzice będą zbyt zajęci wyjazdem w delegację, żeby robić z tego problem.
Na szczęście dziś była sobota i wyjdę ze szkoły w południe. Potem będę mogła się zdrzemnąć, choć nie byłam pewna, czy mi się to uda. Trudno, pomartwię się tym później, teraz najwyższy czas wstawać.
Z samego rana było u nas w domu trochę nerwowo, bo rodzice szykowali się do wyjazdu, a ja do szkoły. Mimo szybkiego tempa przygotowań na szczęście pamiętałam o wszystkim i wreszcie wyszłam z domu. Opuszczając mieszkanie, usłyszałam szczęk kluczy w pobliżu i spojrzałam w stronę sąsiedniego domu. Arisawa najwidoczniej również właśnie teraz wyszedł z domu. Patrzyliśmy się na siebie w niezręcznej ciszy.
– Cześć – odezwałam się pierwsza i uśmiechnęłam się delikatnie – Idziesz może na przystanek?
– Tak – odpowiedział Arisawa, kiwając głową – Idziemy razem?
Ja również skinęłam głową i wkrótce oboje szliśmy obok siebie. Było nam trochę niezręcznie przez tę ostatnią kłótnię w sprawie moich i Sabine uczuć do osób, w których nie powinnyśmy być zakochane. Trzymałam mocno ramię torby i od czasu do czasu kopnęłam leżący po drodze kamyk. Spojrzałam ukradkiem na Arisawę. Nie lubiłam, gdy panowało między nami takie napięcie.
– Nie uwierzysz, co mi się wczoraj przydarzyło – przerwałam ciszę.
Spojrzał na mnie pytająco z lekko zmarszczonym czołem, widocznie zaciekawiony.
– To w ogóle możliwe, żebym ci nie uwierzył w odniesieniu do tego wszystkiego, co nas spotyka? – zapytał podejrzliwie.
Zaśmiałam się cicho. Coś w tym było.
W drodze na przystanek autobusowy opowiedziałam Arisawie moją wczorajszą przygodę. Uważałam przy tym na przechodniów, chociaż w tych czasach pewnie każdy pomyślałby, że równie dobrze mogłam opowiadać o grze fantasy. Oby tak było... Na szczęście zdążyłam w porę, zanim przyjechał zatłoczony autobus. Mimo wszystko Arisawa nie pozostał niewzruszony.
– Więc mówisz, że Chikyuu też ma problemy z mocą... – skomentował – Trzeba uważać. Żywioł bywa niebezpieczny nawet kontrolowany przez strażnika. A teraz, kiedy występują takie komplikacje... Zresztą, ja też w pewnym sensie tego doświadczam. Nie wiem, czy to dobry znak, ale od pewnego czasu nie miewam wizji... I choć teraz się wysypiam, to jednak zaburzenie normalnego rytmu.
Zmarszczyłam lekko czoło. Niewykluczone, że reszta rodzeństwa również miała lub będzie miała problemy z mocą. Wyobraziłam sobie moc żywiołów, której nikt nie kontroluje. Przypomniałam sobie, że Mizu kiedyś mówił mi, że żywiołu i tak nie dało się opanować zupełnie. Co, jeśli niekontrolowane żywioły zaczną pochłaniać ofiary? Ta wizja mnie przerażała.
Arisawa dostrzegł zmartwienie wymalowane na mojej twarzy i spojrzał na mnie z troską.
– Tsuki, ja... Przepraszam – odezwał się – Ostatnio trochę przesadziłem.
Powiedział to dosyć cicho i odwrócił wzrok. Wiedziałam, że nie lubił przepraszać. Uśmiechnęłam się zachęcająco i delikatnie ujęłam go za rękę.
– W porządku, Arisawa – odparłam i puściłam jego dłoń.
Poczułam, jak atmosfera między nami łagodnieje. Nie lubiłam być z nim skłócona.
Gdy wysiedliśmy z autobusu, ruszyliśmy w dalszą drogę do szkoły. Wkrótce byliśmy na miejscu. Na dziedzińcu znajdowało się wielu uczniów, którzy najwyraźniej postanowili jeszcze skorzystać z ładnej pogody, zanim wejdą do budynku. Zauważyłam parę osób z klasy Arisawy, które kojarzyłam głównie z widzenia. Jeden uczeń z tej grupy uśmiechnął się na nasz widok i podszedł do naszej dwójki.
– Arisawa, jak się masz? – przywitał się przyjaźnie – I ty również, koleżanko Arisawy – dodał, spojrzawszy na mnie.
Chciałam się przedstawić, ale Arisawa był szybszy:
– Hayashi, to jest Izumi Tsuki z drugiej B. Tsuki, to jest Daichi Hayashi z drugiej A.
Daichi uśmiechnął się, nieco rozbawiony.
– Jakie oficjalne przemówienie, Arisawa – zaśmiał się – Cześć, Tsuki. Miło cię poznać.
– Wzajemnie, Hayashi – odrzekłam z uprzejmym uśmiechem.
Przyjrzałam się Daichiemu uważniej. Chłopak był wysoki i wysportowany. Miał czarne, krótko obcięte włosy, nieco oliwkową cerę i ciemnobrązowe oczy.
– Słuchaj, Arisawa... – odezwał się Hayashi – Nie za bardzo rozumiem takie jedno zagadnienie z matmy... Czy byłbyś w stanie zostać dziś lub w poniedziałek po zajęciach i mi je wytłumaczyć? Pięknie proszę – wyszczerzył się.
Arisawa westchnął.
– Nie wiem, czy wiesz, ale to Tsuki podobno daje całkiem niezłe korepetycje – oznajmił, patrząc na mnie porozumiewawczo.
Oj, Arisawa, wkręcasz mnie...
– Ja tylko... Raz wytłumaczyłam klasie zadanie z fizyki – sprostowałam, nieco zakłopotana.
– O, ale z matmą też chyba nie miałabyś problemu, co? – stwierdził Daichi, zadowolony – To znaczy, jeśli chcesz oczywiście, Tsuki.
Wydawało mi się jednak, że słyszałam w jego głosie delikatną presję. Zastanowiłam się chwilę i stwierdziłam, że chyba nic złego się nie stanie, jeśli pomogę koledze Arisawy.
– Jeżeli sama będę to rozumieć, w sumie czemu nie – odparłam przyjaźnie.
– Super, dziękuję, Tsuki! – ucieszył się Daichi – Jesteś wielka!
– Na razie nie dziękuj... Jeszcze ci nie pomogła – wtrącił prowokująco Arisawa, a ja lekko szturchnęłam go w bok.
– Daj mi, proszę, czas do poniedziałku – ciągnęłam.
– Jasne – odrzekł Daichi, kiwając głową – Wyślę ci zdjęcia tego materiału, z którym mam problem. A mógłby przyjść jeszcze kolega? On też niezbyt ogarnia.
– Nie ma problemu – oznajmiłam.
Szczerze, nawet podobała mi się myśl o ponownym przeprowadzeniu „lekcji". Chyba powinnam na serio rozważyć zawód nauczyciela albo chociaż odpłatne dawanie korepetycji. Arisawa przyglądał mi się nieco oceniającym, ale rozbawionym wzrokiem, jak gdyby chciał powiedzieć: „Mam się do ciebie teraz zwracać per profesor Tsuki?". W końcu znałam go nie od dziś i byłam pewna, że zdanie w tym stylu pchało mu się na język.
Nagle usłyszeliśmy hałas i naszą uwagę przyciągnął motocykl, który właśnie wjechał na szkolny dziedziniec. Jego kierowca był ubrany w czarny kombinezon i kask. Nie byłam w stanie go rozpoznać, ale z pewnością była to sylwetka męska. Daichi początkowo wyglądał na zaskoczonego, ale po chwili uśmiechnął się pod nosem.
Motocyklista objechał dziedziniec wkoło, wykonując przy tym parę trików, aż w końcu zatrzymał się niedaleko nas, zgasił motocykl i stał chwilę nieruchomo, a potem zdjął kask. Przez mój umysł przemknęła myśl, że mógł to być Kouichi Furukawa, jednak motocyklistą okazał się Kaito Yukimura.
Siedział na motocyklu, opierając się nogami o ziemię, i trzymał kask w rękach. Patrzył na nas, chociaż miałam wrażenie, że głównie na mnie, i uśmiechał się jednocześnie potulnie i łobuzersko. Ten uśmiech był specyficzny dla niego.
– Kaito, ty szpanerze! – zawołał Daichi i szturchnął go przyjacielsko w ramię na powitanie.
– Super jest, co nie? – spytał Kaito, poklepując swój pojazd – Niestety pożyczony, od brata ciotecznego, ale niewykluczone, że na koniec roku szkolnego dostanę własny.
Był wyraźnie dumny. Jego przybycie poruszyło atmosferę wśród uczniów zgromadzonych na dziedzińcu, którzy teraz rozmawiali ściszonymi głosami na jego temat. Stojący obok mnie Arisawa tylko wywrócił oczami, ale był lekko zaskoczony tym, co właśnie zobaczył. Ja natomiast musiałam wyglądać na jeszcze bardziej zdziwioną, bo Kaito spojrzał mi prosto w oczy i roześmiał się.
– Tsuki, może chciałabyś kiedyś się ze mną przejechać? – zaproponował, a mnie zamurowało jeszcze bardziej – Widzę, że jesteś pod wrażeniem.
– Pff, Kaito – prychnął Daichi ze śmiechem – Spragniony widowni jak zawsze.
Kaito zignorował jego wypowiedź i wpatrywał się we mnie wyczekująco, a ja nie wiedziałam, co powiedzieć. Arisawa spojrzał na mnie ukradkiem, widocznie chcąc już wejść do szkoły i pewnie niebawem by to zrobił, gdybyśmy nagle nie usłyszeli głosu pani Tanaki:
– Yukimura, do mnie!
Obróciliśmy się wszyscy i ujrzeliśmy naszą nauczycielkę chemii. Pani Tanaka wyglądała na zdenerwowaną i stała przed szkołą, z ustami zaciśniętymi w linijkę. Kaito zszedł z motocyklu i posłusznie udał się w stronę nauczycielki z zrzedłą miną. W jednej chwili cały jego entuzjazm zgasł. Daichi popatrzył na nas, a potem na panią Tanakę i pobiegł w stronę przyjaciela, zapewne, by go bronić.
Poczułam, jak Arisawa chwyta mnie za ramię.
– Chodźmy stąd – powiedział cicho.
~*~
Miałam mieszane uczucia co do sytuacji z poranka. Kaito wyraźnie chciał się popisać, najwidoczniej głównie przede mną. Z tego, co wiem, pani Tanaka zganiła go za „szaleństwa na dziedzińcu" i kazała zostać mu dzisiaj po lekcjach, by posprzątał, a resztę klasy zwolniła z tego obowiązku. Nie potrafiłam jednoznacznie ocenić tej sytuacji. Z jednej strony zachowanie Kaito było dosyć nieodpowiedzialne, bo w gruncie rzeczy wywołał zamieszanie wśród przebywających na dziedzińcu uczniów, którzy musieli pospiesznie usunąć mu się z drogi. Z drugiej strony było mi go trochę szkoda, bo widziałam, jak jego zadowolenie w jednej chwili przeszło w rozczarowanie, jak gdyby był zły na samego siebie. Wydawało się, że dopadły go jakieś negatywne myśli na temat własnej osoby.
Wpadł mi do głowy pomysł, że mogłabym zostać dzisiaj trochę po lekcjach i pomóc Kaito w sprzątaniu. Cały dzień szkolny rozważałam tę opcję. Nie byłam pewna jego zamiarów wobec mnie, ale równocześnie czułam do niego współczucie. Nie mogłam się ostatecznie zdecydować i gdy nadszedł koniec ostatniej lekcji, wciąż się wahałam. Z tego powodu byłam jakby nieobecna wśród swoich rówieśników. Zeszłam do szatni, czując się jak zombie. Uczniowie rozmawiali, śmiali się, cieszyli, że rozpoczynają weekend. To wszystko działo się jakby obok mnie. Zamyślona, zajrzałam do torby i wtedy zdałam sobie sprawę, że nie było w niej mojej teczki. Jej brak zawsze rzucał mi się w oczy, gdyż była kolorowa i ozdobiona naklejkami. Pomyślałam, że musiałam zostawić ją w sali i wyszłam z szatni pospiesznym krokiem, by udać się na poszukiwania.
W myślach ganiłam siebie za bycie gapą, nie wiedząc, że zaraz będę miała do tego inny powód. Mianowicie, gdy skręciłam w korytarz, wpadłam na kogoś i poleciałam do tyłu. Udało mi się złapać równowagę. Usłyszałam hałas i uświadomiłam sobie, co się stało. Zderzyłam się z nikim innym niż Kaito Yukimurą, który niósł właśnie wiadro z różnymi środkami czystości, mopem oraz miotłą w środku. Upuścił trzymany ekwipunek, który z hukiem potoczył się po podłodze, i zaklął pod nosem. Sprawiał wrażenie, jakby mnie nie widział. Zakłopotana, pomogłam mu zbierać rozrzucone przedmioty.
– Tak strasznie cię przepraszam... – odważyłam się odezwać i dopiero wtedy Kaito mnie rzeczywiście zauważył.
Spojrzał na mnie wielkimi oczami i zarumienił się.
– Jeju, Tsuki... Nie zauważyłem cię, wybacz – odrzekł nieśmiało i westchnął.
Przez chwilę nie wiedziałam, co powiedzieć, więc zajęłam się dalszym zbieraniem detergentów. Kaito właśnie wkładał je z powrotem do wiadra, a ja podałam mu kolejny. Znów na mnie spojrzał.
– To sobie narobiłem, co? – odezwał się z krzywym uśmiechem na twarzy – Pewnie słyszałaś...
Uśmiechnęłam się niezręcznie. Czułam się, jak gdybym słyszała tykający zegar w mojej głowie, powtarzający: de-cy-zja.
– Chciałbyś, żebym ci pomogła? – wypaliłam zdecydowanie z uśmiechem na twarzy, który miał być przyjazny, ale pewnie wyglądał głupio.
Kaito wydawał się nieco zaskoczony moją propozycją.
– Nie trzeba, Tsuki – odparł łagodnie – Idź i ciesz się weekendem.
– Ale mogę chwilę zostać... – upierałam się.
Kaito uśmiechnął się do mnie.
– Skoro chcesz... Będzie mi niezwykle miło.
Po drodze wstąpiłam do klasy i odnalazłam teczkę. Kaito stwierdził, że możemy rozpocząć porządki właśnie od tego pomieszczenia, co też zrobiliśmy. Wyszedł na chwilę, by napełnić wiadro wodą, a potem zaangażowaliśmy się w sprzątanie.
Ja zamiatałam podłogę, a Kaito mył okna. Przez większość czasu nie odzywaliśmy się do siebie, bo byliśmy zajęci swoimi zadaniami. Pilnowałam się, żeby nie zacząć śpiewać, bo zwykle robiłam to przy sprzątaniu, jeśli nikogo innego nie było w pobliżu. Usłyszałam jednak, jak po chwili Kaito zaczął nucić coś pod nosem i przyglądałam mu się chwilę. Potem wróciłam do gapienia się w podłogę.
Gdy Kaito skończył myć okna, zeskoczył z parapetu i podszedł do mnie z uśmiechem na twarzy.
– Fajny kawałek, nie? – zapytał, a ja zmarszczyłam czoło.
– Jaki kawałek? – zdziwiłam się.
– Ten, który ze mną zanuciłaś – oznajmił, a ja zdałam sobie sprawę, że robiłam to nieświadomie, aż nie zadał tego pytania, i zarumieniłam się.
– Ach, tak – przyznałam i niezręcznie się uśmiechnęłam – Kiedyś nagrałam z bratem jego cover.
Dlaczego to powiedziałam? Teraz zaczną się pytania w stylu...
– O, śpiewasz? – właśnie jedno z nich zadał Kaito.
– Tak... Właściwie, śpiewałam... – sprostowałam – Z bratem, gdy jeszcze żył.
Mina Kaito zrzedła, a ja poczułam się winna, że wywołałam ciężką atmosferę. Czułam, że zupełnie nie potrafiłam z nim rozmawiać bez spinania się.
– Przepraszam, nie wiedziałem – odparł cicho.
– Nie, nie, nic się nie stało – zapewniłam, starając się, by ton mojego głosu brzmiał przyjaźnie.
– Stało się – stwierdził Kaito – Sam przeżyłem... Przeżywam żałobę.
Przyjrzałam się mu. Jakbym widziała siebie półtora roku temu. Zrobiło mi się go naprawdę żal i odstawiłam miotłę, żeby zarzucić ręce na jego szyję i go objąć. Przez moment Kaito stał w bezruchu, ale chwilę później przytulił się do mnie. Chciałam go wesprzeć. Może te wszystkie próby zaimponowania innym były po to, by odciąć się od śmierci bliskiej osoby. Żeby znów być sobą. Pamiętam, jak próbowałam śpiewać sama, bez Daisuke. Sama nagrać jakiś cover, żeby wyrazić swój żal poprzez piosenkę. Nie mogłam. Moje gardło było zaciśnięte i potrafiłam tylko płakać. Każda żałoba jest ponoć inna, ale mogłam domyślać się, co czuł Kaito.
Odsunęliśmy się od siebie. Wyraz twarzy Kaito również był znajomy – walczył ze łzami. Jego usta były zaciśnięte, jakby chciał powstrzymać drżenie warg. Jego oczy nieco się zaczerwieniły i mrugał szybciej niż zwykle. Spojrzałam na niego ze współczuciem.
– Płacz, jeśli tego potrzebujesz, Yukimura... – odezwałam się półgłosem.
Chwilę jeszcze milczał, a potem wziął głęboki wdech.
– Nie, nie... Już się uspokajam – oznajmił i uśmiechnął się lekko – Dziękuję, Tsuki...
Kiwnęłam głową i wróciliśmy do sprzątania.
Na koniec pozostało tylko umyć podłogę. Ja wzięłam na siebie ten obowiązek, a Kaito oznajmił, że idzie już do następnej sali. Przy myciu nuciłam cichutko tę samą piosenkę, co wcześniej. Chyba teraz utknęła w mojej głowie na cały dzień.
Kiedy któryś raz z rzędu przejechałam mokrym mopem po podłodze, woda poruszyła się i rozszczepiła na części. Serce zabiło mi mocniej i wbiłam wzrok w podłogę, nieruchomiejąc. Woda przybrała kształt liter, które tworzyły napis: „Przyjdź nad jezioro. Proszę."
Potrzebowałam chwili, żeby dotarło do mnie to, co się właśnie stało. Mizu już kiedyś wysłał mi taką wiadomość i również tym razem niemal przyprawiła mnie ona o zawał. Gapiłam się bezmyślnie w napis, czując mieszankę uczuć. Z jednej strony byłam oburzona i zła. Miałam ochotę zapytać: „Teraz się odzywasz?". To nie było zbyt sprawiedliwe, że Mizu po raz kolejny się ode mnie odciął, a teraz wzywał do siebie, jak gdyby nigdy nic. Z drugiej strony jednak bardzo chciałam się z nim zobaczyć. Miałam nadzieję, że nic złego się z nim nie działo, ale być może to był powód, dla którego mnie wołał. Wahałam się chwilę. Przejechałam mopem jeszcze kilka razy, aż wreszcie skończyłam myć klasową podłogę i odłożyłam go do wiadra.
W klasie obok Kaito ścierał kurze. Było mi głupio, jednak musiałam się z nim pożegnać.
– Um, Yukimura... – odezwałam się, a on obejrzał się, by na mnie spojrzeć. Poczułam się jeszcze bardziej niezręcznie – Wybacz, ale muszę już iść.
Kaito uśmiechnął się przyjaźnie.
– Nie ma sprawy. I tak zabrałem ci wolny czas... – dodał, nieco speszony – Dziękuję, Tsuki. Z tobą było o wiele milej.
Poczułam ciepło na policzkach i uśmiechnęłam się.
– Miłego weekendu, Yukimura – pożegnałam się i zabrałam swoje rzeczy.
– Nawzajem, Tsuki – odpowiedział i odwrócił wzrok – Fajna z ciebie dziewczyna...
Kaito zarumienił się i spojrzał na mnie. Nie miałam pojęcia, co mu odpowiedzieć i spanikowałam.
– Z ciebie też – odparłam automatycznie i spoliczkowałam siebie w myślach – To znaczy: chłopak! Fajny z ciebie chłopak...
Kaito roześmiał się. Ten śmiech był tak szczery, że chwycił mnie za serce. Chyba nigdy nie słyszałam, żeby ktoś tak ładnie się śmiał. Kaito, który przeżywał trudny okres w życiu, właśnie śmiał się w ten sposób. Byłam zażenowana swoją głupotą, ale też w pewnym stopniu zadowolona, że udało mi się go rozbawić. Westchnęłam i również się zaśmiałam.
– Trzymaj się, Tsuki – pożegnał mnie Kaito, a ja pomachałam mu i wyszłam z sali.
~*~
Dopiero po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że zmierzałam nad jezioro zdecydowanie szybciej niż zwykle. Moje włosy falowały pod wpływem szybkiego kroku i delikatnego, chłodnego wiatru, przez który nie było zupełnie ciepło. Na policzkach wciąż czułam rumieńce, ale nie potrafiłam jednoznacznie określić, co było ich przyczyną – czy moja gafa, czy rozmowy z Kaito, czy fakt, że zaraz miałam spotkać się z Mizu, z którym ostatnim razem się całowałam... Najpewniej wszystko naraz. Z tyłu głowy wciąż towarzyszyła mi obawa, że przyczyną spotkania było coś złego, coś niepokojącego, co mogło przydarzyć się Mizu. Biorąc pod uwagę, w jakim stanie był, gdy ostatni raz go widziałam, tej opcji nie mogłam wyeliminować.
Wreszcie dotarłam do celu, łapiąc oddech. Kucnęłam nad jeziorem, zdjęłam z ramienia torbę i złożyłam ofiarę z batonika energetycznego. Pomodliłam się krótko i czekałam. W końcu tafla wody zafalowała, a pod nią ujrzałam dobrze mi znaną, niebieską czuprynę.
Twarz Mizu wynurzyła się z wody. Podpłynął do brzegu i oparł się o niego, patrząc na mnie. Przyjrzałam się mu i stwierdziłam, że nie wyglądał lepiej niż ostatnio, ale też nie gorzej. Patrzyliśmy się tak na siebie w ciszy przez jakiś czas, z lekkimi uśmiechami na ustach. Było tyle rzeczy, które chciałam mu powiedzieć, ale za nic nie umiałam. On wyglądał, jakby miał ten sam problem. W końcu wyciągnął do mnie rękę. Nie zastanawiałam się długo, zanim ją chwyciłam. Mizu objął mnie i po chwili w mojej szyi pojawiły się skrzela, a pomiędzy palcami błony. Oboje zniknęliśmy pod wodą.
Nie chciałam, żeby mnie puszczał. Mimo że pływałam już z nim nie raz, wciąż odczuwałam lęk przed wodą. Mizu trzymał mnie na ramionach, a ja obejmowałam jego tors, oparta głową o jego kark. Moja złość na niego rozpuściła się w wodzie. Czułam się nawet bezpiecznie, gdy schodziliśmy na dno jeziora. Kiedy dotarliśmy do znajomego głazu, Mizu delikatnie mnie odstawił.
– Sto sześćdziesiąt sześć – oznajmił, patrząc na głaz.
– Co takiego?... – zdziwiłam się.
Zapomniałam już, jak śmiesznie mój głos brzmiał pod wodą.
Mizu wskazał wzrokiem na głaz. Podeszłam bliżej. W skale wyryte były linie, jak odliczanie czasu.
– Tyle dni się znamy – dodał, nie odrywając wzroku od kresek.
Przyjrzałam się głazowi. U góry widniała data dwudziestego października, u dołu – dzisiejsza.
– Policzyłeś to? – zadałam oczywiste pytanie, wciąż się dziwiąc.
Mizu kiwnął głową.
– Od jakiegoś czasu liczę... Codziennie dodaję jedną kreskę – wyjaśnił.
Przypatrywałam się obliczeniom jeszcze przez chwilę, a potem spojrzałam na Mizu. Wkrótce on także obrócił głowę i nasze spojrzenia się spotkały. Uśmiechnął się nieśmiało.
– Izumi... Zmieniłaś moje życie na wiele sposobów – oznajmił, podczas gdy ja poczułam ciepło na policzkach – Ostatnio wiele myślałem o przepowiedni. Przepraszam, że znowu cię zostawiłem. Nie chcę już tego robić...
Patrzył na mnie oczami koloru morskich fal, w których widziałam troskę i niepokój. Jego lekko pociemniałe włosy falowały pod wodą w równym rytmie.
– Ostatnio doszedłem do pewnego wniosku – ciągnął Mizu po krótkiej chwili ciszy – Mianowicie, skoro z losem i tak się nie wygra, a przepowiednia wypełni się na pewno, pozostaje tylko to zaakceptować. Nie ukrywam, nie jest to dla mnie satysfakcjonujące rozwiązanie. Nie lubię, gdy muszę po prostu się z czymś pogodzić, bo zwykle chcę wyjść na przekór losowi i go zmienić. Teraz jednak zauważyłem, że czym bardziej naciskam, tym gorzej się czuję. Jakby to mnie niszczyło.
– A gdy odpuszczasz, jest lepiej? – wyrwałam się z pytaniem.
Mizu potaknął.
– Mam nawet nieco większą kontrolę nad mocą, mimo że wciąż nie jest zbyt stabilna – odrzekł i odchrząknął – Dlatego też tym razem jednak odpuszczam, poddaję się. To nie w moim stylu, ale podjąłem już decyzję. Tak mówi mi instynkt strażnika... Widzisz, Izumi, to można by rzec nasz szósty zmysł, którymi obdarzyli nas Ener i Gia – wyjaśnił i uśmiechnął się lekko – To właśnie ten instynkt podpowiedział mi, że powinienem wybrać cię na swoją powierniczkę... A więc mu zaufam.
Moje policzki pewnie znów się zaróżowiły.
– Prawdę mówiąc... – odezwałam się – Czasem się zastanawiam, dlaczego wybrałeś akurat mnie.
Uśmiechnęłam się nieśmiało.
– Więc właśnie z tego powodu zamierzam teraz spróbować żyć bardziej jak ty, Izumi – ciągnął Mizu – Kiedyś moja nieśmiertelność minie i nie mam na to wpływu, a więc najlepiej będzie się na to przygotować. Jeżeli się zgodzisz, chciałbym, byś mi w tym pomogła.
Ciągle czułam ciepło na policzkach, a moje serce biło nieco szybciej niż zwykle. Nie wiedziałam, co Mizu dokładnie miał na myśli, prosząc o pomoc. Może to samolubne, ale teraz głównie myślałam o tym, co między nami będzie, skoro chciał zaakceptować swój los. Myślałam o tym, jak parę dni temu się całowaliśmy. Co on o tym myślał?
– Mizu – zabrałam głos nieco niepewnie – Jasne, mogę ci dokładniej pokazać, jak wygląda życie przeciętnego śmiertelnika. Mam jednak bardzo ważne pytanie...
Z nerwów tarmosiłam rąbek spódnicy od szkolnego mundurka. Spojrzałam nieśmiało na Mizu, a on wyglądał, jakby już wiedział, o co chciałam zapytać. Musiałam zebrać się w sobie. Powiedziałam to kilka razy w myślach, a potem wzięłam oddech i zadałam pytanie:
– Co ty do mnie czujesz?
Policzki oraz końce uszu Mizu przybrały turkusowo-różowawą barwę. Spuścił na chwilę wzrok, po czym położył sobie dłoń na karku i znów na mnie spojrzał.
– Izumi, szczerze powiem ci, że nie mam pojęcia – odparł i uśmiechnął się przepraszająco – Nie zrozum mnie źle, to na pewno coś silnego i pozytywnego. Jednak nigdy nie czułem w ten sposób co teraz... Moje uczucia chyba stają się stopniowo coraz bardziej ludzkie, ale dopiero się ich uczę. Liczę, że... w tym też mi pomożesz – dodał nieśmiało, co mnie wzruszyło.
Przypatrywałam się mu i starałam się go zrozumieć. To jasne, że musiał być zdezorientowany. Nawet ludziom ciężko jest czasem zrozumieć i zaakceptować własne uczucia. Musiałam być dla niego wyrozumiała i cierpliwa.
Uśmiechnęłam się i skinęłam głową.
– Oczywiście – zgodziłam się – Tylko, proszę... Nie chowaj się już tak przede mną.
– Tak... Przepraszam – odrzekł Mizu, uśmiechając się niezręcznie – Chcę od teraz brać odpowiedzialność za swoje czyny. Dziękuję, Izumi... Fajna z ciebie dziewczyna.
Zamurowało mnie, gdy to powiedział. Przypatrzyłam się mu raz jeszcze. Stał przede mną, uśmiechając się nieśmiało, ale przyjaźnie. Patrzył na mnie z sympatią i jakimś specyficznym błyskiem w oku. Nie byłam pewna, czy to przez jego słowa, ale zdałam sobie sprawę, że Kaito przypominał mi Mizu. Jakby ich teraz porównać, wydawali mi się całkiem podobni, a to znaczyło, że... obaj byli w moim typie?
Rumieńce przygrzały mi policzki jeszcze bardziej, ale uśmiechnęłam się w odpowiedzi do Mizu. Ten podszedł nieco bliżej, co nie pomagało mi w uspokojeniu się.
– Jest jeszcze coś, o czym powinnaś wiedzieć... – oznajmił, poważniejąc – O twojej roli powierniczki mojej mocy. Jak sama nazwa wskazuje, powierzam ci moją moc... Więc gdyby cokolwiek mi się stało lub sam podjąłbym taką decyzję, przekazuję ci rolę strażniczki.
– M-mnie? – zdziwiłam się – Miałabym panować nad wodą?...
– Dokładnie tak – potwierdził Mizu, kiwając głową – Nie wiem, jak to ze mną będzie, ale nadeszły niepewne czasy, więc wolałem cię o tym powiadomić. Nigdy nie zakładałem, że taka konieczność nadejdzie... Właściwie to nigdy nawet nie przekazałem nikomu mojej mocy, ale wiem, że na ciebie mogę liczyć. Prawda?
Uśmiechnął się lekko i chwycił moją dłoń. Byłam w szoku. Próbowałam wyobrazić sobie siebie jako panią wody. Przeszył mnie dreszcz. Raczej wolałabym, by nigdy do tego nie doszło. Miałam nadzieję, że Mizu nic się nie stanie.
Ścisnęłam lekko jego dłoń. Woda nad nami szumiała, gdy co pewien czas jakieś stworzenie tam przepływało. Miałam wrażenie, że gdzieś musiały być również syreny zazdrosne o Mizu, które teraz wpatrywały się we mnie z nienawiścią. Podniosłam lekko głowę, by spojrzeć w jego wyjątkowe oczy.
– Tak, Mizu – odpowiedziałam – Obiecuję, że cię nie zawiodę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz